Wiedza, która napędza rynek zoologiczny.

Najważniejsze trendy, analizy rynku i nowości produktowe w jednym miejscu. Twój przewodnik po biznesie zoologicznym – od sklepu i hurtowni, po gabinet weterynaryjny.

Najnowszy numer

PetInsider — październik 2026

Wywiady, analizy rynku i praktyczne porady dla profesjonalistów branży zoologicznej.

Czytaj numer

NAJNOWSZE WPISY

NAJNOWSZE

Polecane artykuły

Po targach zaczyna się nowy sezon. Co warto wprowadzić do oferty na jesień i zimę?

Z artykułu dowiesz się:

  • jakie kategorie zyskują znaczenie jesienią i zimą,
  • jak wykorzystać PetExpo do porównania produktów przed zamówieniem,
  • jak ocenić targową nowość, zanim złożysz zamówienie,
  • kiedy szeroka oferta ma sens, a kiedy tylko zamraża pieniądze,
  • jak przygotować sklep na sezon bez przeładowania magazynu.

Targi kończą się w niedzielę. Decyzje zakupowe zaczynają się w poniedziałek.

Po PetExpo masz przed sobą dziesiątki nowych produktów, ofert i warunków handlowych. Wiele z nich może być wartościowym uzupełnieniem asortymentu, ale nie każda nowość będzie równie dobrym wyborem dla Twojego sklepu. Innego produktu potrzebuje punkt osiedlowy, innego duży sklep specjalistyczny, a jeszcze innego miejsce obsługujące głównie opiekunów psów czy kotów.

Dlatego najważniejsze pytanie po targach nie brzmi: „Co nowego wprowadzić?”. Znacznie ważniejsze jest: „Co będzie miało sens na mojej półce przez najbliższe miesiące?”.

Jesień i zima dają tu bardzo konkretne podpowiedzi. Wcześniej robi się ciemno, pojawia się deszcz 
i błoto, zmieniają się potrzeby związane z pielęgnacją, spacerami i aktywnością zwierząt w domu. 
To dobry moment, żeby wrócić do targowych ofert i spojrzeć na nie już nie przez pryzmat nowości, ale potrzeb klientów, rotacji i miejsca w asortymencie.

PetExpo daje Ci przy tym przewagę, którą warto dobrze wykorzystać. Przez trzy dni możesz zobaczyć produkty na żywo, dotknąć materiału, sprawdzić wykonanie, porównać kilka podobnych rozwiązań i od razu porozmawiać z producentem lub dystrybutorem o warunkach współpracy. Na zdjęciu niemal każdy produkt może wyglądać świetnie. Dopiero bezpośrednie porównanie pokazuje, czym naprawdę różni się od tego, który masz już na półce.

Ciemno. Widoczność zaczyna mieć znaczenie

Jesienią więcej codziennych spacerów odbywa się po zmroku, dlatego rośnie znaczenie produktów poprawiających widoczność psa: świecących 
zawieszek, obroży LED, odblaskowych smyczy, szelek czy kamizelek.

Nie oznacza to jednak, że potrzebujesz kilku podobnych modeli. Najpierw sprawdź, co już masz i czego rzeczywiście brakuje w ofercie. Lepszym wyborem będzie produkt, który wnosi inną funkcję, jest łatwiejszy w użyciu albo uzupełnia dobrze sprzedające się akcesoria.

Przy pierwszym zamówieniu nie przesadzaj też z liczbą wariantów. Lepiej sprawdzić rotację kilku różnych rozwiązań, niż zamrozić pieniądze w zbyt szerokim wyborze.

Deszcz i błoto. Produkt zaczyna pracować po spacerze

Jesienią część potrzeb klienta pojawia się dopiero po powrocie ze spaceru. Mokry pies, brudne łapy 
i piach na podłodze otwierają miejsce dla ręczników, szlafroków, produktów do czyszczenia łap, szczotek, kosmetyków czy odzieży przeciwdeszczowej.

W tej kategorii szczególnie dobrze widać różnicę między produktem ciekawym a naprawdę użytecznym. Sprawdź, czy rozwiązuje konkretny problem i czy klient będzie miał powód, żeby używać go regularnie przez cały sezon.

Chłód. Ubranie nie jest jedną kategorią dla każdego psa

Wraz ze spadkiem temperatury rośnie zainteresowanie kurtkami, swetrami i innymi produktami zwiększającymi komfort termiczny psa. To jednak kategoria, w której bardzo łatwo przesadzić z zatowarowaniem.

Każdy model oznacza kolejne rozmiary i warianty, dlatego przed zamówieniem sprawdź, jakie psy najczęściej trafiają do Twojego sklepu i czego szukają ich opiekunowie. Innej oferty potrzebuje punkt obsługujący głównie małe psy miejskie, 
a innej sklep, do którego przychodzą właściciele dużych, aktywnych czworonogów.

W tej kategorii szczególnie ważne jest pytanie: „Ile muszę kupić, żeby stworzyć sensowną ofertę?”.

Bo dobra kurtka może okazać się słabym zakupem, jeśli wymaga zatowarowania w tylu rozmiarach 
i kolorach, że część z nich przez cały sezon będzie czekała na właściwego psa.

Więcej czasu w domu. Zabawka nie musi oznaczać kolejnej piłki

Jesienią i zimą część psów ma mniej długich spacerów, a opiekunowie częściej szukają sposobów na zajęcie zwierzęcia w domu.

To dobry moment na zabawki węchowe, produkty do zdobywania jedzenia, maty do lizania, zabawki interaktywne czy produkty do żucia.

Sprawdź jednak najpierw, czego brakuje w obecnej ofercie. Jeśli masz piętnaście rodzajów piłek, kolejna niewiele zmieni. Większy sens może mieć produkt odpowiadający na inną potrzebę: pracę nosem, spokojne żucie albo dłuższe zajęcie przy jedzeniu.

Dobra nowość powinna uzupełniać ofertę, a nie tylko zwiększać liczbę produktów na półce.

po targach zaczyna sie nowy sezon co warto wprowadzic do oferty na je 2

Jesienna pielęgnacja. Łapy i sierść wracają na pierwszy plan

Deszcz, wilgoć, błoto, a później również sól i niska temperatura sprawiają, że jesienią i zimą rośnie znaczenie produktów do pielęgnacji łap i sierści.

Warto więc sprawdzić ofertę preparatów do łap, kosmetyków do szybkiego czyszczenia, szamponów, odżywek, szczotek i akcesoriów pomagających 
poradzić sobie z mokrą lub zabrudzoną sierścią.

Te produkty łatwo łączą się z innymi jesiennymi kategoriami. Klient kupujący kurtkę przeciwdeszczową może potrzebować również preparatu do łap, 
a osoba szukająca ręcznika – kosmetyku do szybkiego czyszczenia po spacerze.

Nie chodzi o dokładanie kolejnych rzeczy do koszyka. Po prostu kilka produktów może odpowiadać na ten sam problem klienta.

Kot też ma swój sezon

Jesienią i zimą część kotów spędza więcej czasu 
w domu, dlatego rośnie znaczenie produktów związanych z aktywnością i komfortem: drapaków, kryjówek, legowisk, tuneli, zabawek czy akcesoriów angażujących kota w zdobywanie pokarmu.

Tu również nie chodzi o dokładanie kolejnych 
podobnych produktów. Sprawdź, czy obecny asortyment daje klientowi wybór między różnymi 
rodzajami aktywności: wspinaniem się, ukrywaniem, obserwowaniem otoczenia, zabawą czy zdobywaniem jedzenia.

Nowość ma sens wtedy, gdy daje kotu coś, 
czego nie zapewniają produkty, które już masz na półce.

Wykorzystaj te trzy dni

Skoro przez trzy dni masz pod jednym dachem firmy, ich produkty i oferty handlowe, wykorzystaj ten czas, by porównać je na żywo. Mail z rabatem tego nie zastąpi.

Obejrzyj wykonanie. Dotknij materiału. Sprawdź rozmiar, funkcjonalność i detale, których nie widać na zdjęciu. Porównaj podobne rozwiązania kilku marek i porozmawiaj o warunkach współpracy.

Targi dają Ci możliwość sprawdzenia produktu przed zamówieniem. Warto z niej skorzystać.

Dobra nowość powinna uzupełniać ofertę, a nie tylko zwiększać liczbę produktów na półce.

Zanim zamówisz po targach

Targowa cena, rabat czy darmowa dostawa mogą być dobrymi argumentami, ale nie powinny decydować o zakupie. Przed zamówieniem odpowiedz sobie na sześć pytań:

1. Jaką potrzebę klienta rozwiązuje ten produkt?

Jeżeli nie potrafisz powiedzieć tego jednym zdaniem, klient również może nie zobaczyć jego wartości.

2. Czy mam już w ofercie coś, co spełnia tę samą funkcję?

Nowość powinna uzupełniać ofertę, a nie tylko powielać istniejące produkty.

3. Czy produkt jest sezonowy i jak długo będę go sprzedawać?

Świecąca obroża może rotować przez kilka miesięcy. Bardzo gruba kurtka ma znacznie krótszy sezon sprzedaży.

4. Z czym mogę połączyć ten produkt?

Produkty odpowiadające na tę samą potrzebę łatwiej prezentować i sprzedawać razem.

5. Jakiego zatowarowania wymaga dostawca?

Minimalne zamówienie, liczba rozmiarów i wariantów oraz wartość pierwszego zakupu mają znaczenie równie duże jak marża.

6. Co zrobię z zapasem, jeśli sezon będzie słabszy?

To pytanie warto zadać sobie przed zamówieniem, nie w lutym.

Nie kupuj produktu. Kupuj miejsce dla niego na półce

Każda nowość zajmuje nie tylko budżet. Zajmuje też miejsce w magazynie, na półce i uwagę klienta.

Dlatego przed wprowadzeniem kolejnego produktu warto sprawdzić, co powinno z półki zniknąć albo zająć na niej mniej miejsca.

Jeżeli dokładamy nowe kurtki, ręczniki, miski, zabawki i kosmetyki bez żadnej selekcji, oferta szybko robi się szeroka, ale coraz mniej czytelna.

Targi są dobrym momentem na znalezienie nowych produktów. Są też dobrym momentem na decyzję, których dotychczasowych nie warto już zamawiać.

To często trudniejsza decyzja niż wprowadzenie nowości, ale biznesowo równie ważna.

Reklama

po targach zaczyna sie nowy sezon co warto wprowadzic do oferty na je 3

Co zyskasz?

Dobrze przygotowana oferta sezonowa pozwala klientowi szybciej znaleźć rozwiązanie konkretnego problemu. Jeśli wraca ze spaceru z mokrym 
i brudnym psem, możesz zaproponować mu produkty, które odpowiadają na tę samą potrzebę: odzież przeciwdeszczową, ręcznik czy preparat do łap.

Dzięki temu jedna potrzeba naturalnie prowadzi do kilku uzupełniających się produktów, a klient dostaje kompletne rozwiązanie zamiast pojedynczego produktu.

Zyskujesz również lepszą rotację. Zamiast zamrażać pieniądze w kilkunastu podobnych nowościach, wybierasz produkty, które odgrywają konkretną rolę w ofercie i są skierowane do określonej grupy klientów.

Klient z kolei widzi sklep, który ma nie tylko szeroki wybór, ale potrafi też dobrze doradzać.

Po targach najważniejsza jest selekcja

PetExpo to trzy dni, podczas których możesz 
w jednym miejscu porównać wiele marek, produktów i warunków handlowych. Warto wykorzystać tę możliwość nie tylko do szukania nowości, ale przede wszystkim do sprawdzania, porównywania i selekcji.

Na targach o Twoją uwagę konkurują premiery, nowe marki, rabaty, atrakcyjne warunki handlowe i produkty, których wcześniej nie miałeś w ofercie. Nie każda targowa propozycja powinna jednak przełożyć się na zamówienie.

Jesień i zima dają bardzo konkretne podpowiedzi, czego za chwilę będą szukać klienci. Wykorzystaj je, porządkując oferty zebrane podczas PetExpo.

Nie pytaj tylko: „Co nowego mogę wprowadzić?”.

Zapytaj: „Czego za kilka tygodni mój klient naprawdę będzie potrzebował?”.

Bo po targach najlepszą decyzją zakupową nie zawsze jest zamówienie czegoś nowego. Czasem jest nią decyzja, czego nie zamawiać.

2 listopada, 2026
Nieobecność też jest komunikatem. Rabat targowy jej nie przykryje

Z artykułu dowiesz się:

  • dlaczego pojęcie „rabat targowy” bez udziału w targach jest co najmniej niefortunne,
  • jakie oczekiwania wobec firmy buduje komunikat o ofercie targowej,
  • dlaczego rabat nie może zastąpić spotkania z klientem,
  • co taki sposób komunikacji mówi o podejściu do relacji biznesowych.

Idea rabatu targowego jest bardzo prosta: to specjalna oferta przygotowana w związku z udziałem firmy 
w targach, obowiązująca w czasie wydarzenia i skierowana do klientów, którzy te targi odwiedzają. Jest 
elementem strategii wystawcy – może zachęcać do odwiedzenia stoiska, rozpoczęcia rozmowy, złożenia 
zamówienia albo podjęcia decyzji o współpracy.

Jeżeli firmy nie ma na targach, trudno mówić o ofercie targowej. Jest promocja.

Może być bardzo dobra. Może obowiązywać dokładnie w tych samych dniach. Może dawać klientowi 10, 15 czy 20% rabatu. Firma ma pełne prawo ją przygotować. Ale nie wystarczy zsynchronizować promocji z terminem targów, żeby stała się ofertą targową.

Oferta targowa wynika z obecności na targach, a nie tylko z tego, że promocja została zaplanowana na te same trzy dni.

I właśnie tutaj zaczyna się problem.

Nie można jednocześnie nie być na targach i korzystać z ich znaczenia

Każda firma ma prawo uznać, że udział w targach nie jest w danym roku elementem jej strategii. To normalna decyzja biznesowa. Budżety są różne, priorytety również. Problem zaczyna się wtedy, kiedy firma z jednej strony rezygnuje z udziału 
w wydarzeniu, z drugiej zaś postanawia wykorzystać jego nazwę, termin i zainteresowanie, jakie budzi, do prowadzenia własnej promocji.

Bo warto zadać bardzo proste pytanie: Skoro targi nie były wystarczająco istotne, żeby w nich uczestniczyć, dlaczego są wystarczająco istotne, żeby nazwać swoją promocję „targową”?

Tego logicznie nie da się obronić.

Problem nie polega na tym, że ktoś daje klientom rabat. Nie chodzi również o próbę regulowania cudzej polityki cenowej. Chodzi o coś znacznie prostszego: nie należy przypisywać swojej promocji do wydarzenia, którego nie jest się częścią.

Można nazwać promocję jesienną, wrześniową, weekendową, specjalną, sprzedażową. Możliwości jest wiele. Ale jeśli firma nie uczestniczy w targach, określenie „oferta targowa” zaczyna brzmieć co najmniej osobliwie.

„Rabat targowy” niesie ze sobą obietnicę obecności

Jest jeszcze jeden, znacznie poważniejszy aspekt tej sytuacji. Komunikat „rabat targowy” nie jest dla odbiorcy wyłącznie informacją o cenie. Taki przekaz jest sygnałem, że firma uczestniczy w wydarzeniu.

Klient może zakładać, że na targach znajdzie jej stoisko, zobaczy produkty, spotka handlowca, porozmawia o warunkach współpracy, zapyta o nowości albo usiądzie z osobą decyzyjną i dopnie temat, który od tygodni pozostawał otwarty. To właśnie po to między innymi jedzie na targi.

Jeżeli dopiero na miejscu okazuje się, że firmy 
w ogóle tam nie ma, komunikat o ofercie targowej może wprowadzać odbiorców w błąd. I tu dochodzimy do sedna.

Firma chce wykorzystać moment, w którym klient jest zainteresowany targami i poszukuje ofert, choć sama nie daje mu możliwości bezpośredniego spotkania podczas wydarzenia.

Trudno uznać takie działanie za konsekwentne.

Klient przyjeżdża po coś więcej niż kilka procent

Targi B2B mają ogromną przewagę nad większością innych kanałów komunikacji: pozwalają spotkać się twarzą w twarz. Odwiedzający nie jedzie kilkaset kilometrów po to, żeby dostać informację, którą może przeczytać w newsletterze.

Jedzie, żeby zobaczyć produkt. Porównać go z konkurencją. Zapytać o warunki. Poznać osoby stojące za firmą. Spotkać właściciela, dyrektora handlowego czy człowieka odpowiedzialnego za rozwój marki. Czasem po to, żeby w ciągu kilkunastu minut rozwiązać problem, który w korespondencji ciągnąłby się tygodniami.

Przyjeżdża po dostęp do ludzi, decyzji, wiedzy 
i rozmowy.

Dlatego wyjątkowo trudno uznać za partnerskie podejście sytuację, w której firma z takiego spotkania rezygnuje, a w zamian proponuje klientowi kilka czy kilkanaście procent rabatu.

Jakby cena miała zastąpić obecność.

Jakby klient nie potrzebował rozmowy, tylko kolejnego kodu promocyjnego.

Jakby jego czas, podróż i gotowość do osobistego spotkania miały wartość równą pozycji „−15%” na fakturze.

Nie mają.

Rabat nie jest substytutem relacji. I sprowadzanie relacji z klientem do kilku procent obniżki to wyjątkowo uboga odpowiedź na jego gotowość do osobistego spotkania.

Nieobecność też coś komunikuje

Oczywiście żadna firma nie ma obowiązku wystawiać się na targach. Ale każda decyzja biznesowa coś komunikuje. Jeżeli marka decyduje się być obecna, przygotowuje zespół, inwestuje w stoisko i przez trzy dni oddaje swój czas klientom, wysyła bardzo prosty sygnał: Jesteście dla nas na tyle ważni, że chcemy się z Wami spotkać.

Jeżeli firma wybiera nieobecność – również ma do tego prawo. Trudno jednak zrozumieć model, 
w którym firma nie chce uczestniczyć w spotkaniu z rynkiem, a jednocześnie chce wykorzystać moment tego spotkania do zwiększania sprzedaży.

Nieobecność jest decyzją biznesową. Próba 
zastąpienia spotkania z klientem rabatem pokazuje, jak firma traktuje tę relację.

I właśnie to powinno dawać do myślenia najbardziej.

Rabat nie jest substytutem relacji. I sprowadzanie relacji z klientem do kilku procent obniżki to wyjątkowo uboga odpowiedź na jego gotowość do osobistego spotkania.

Wystawcy robią coś więcej, niż wystawiają produkty

Warto też spojrzeć na sytuację z perspektywy firm, które rzeczywiście biorą udział w targach.

Przygotowanie do wydarzenia to nie tylko opłata za powierzchnię wystawienniczą. To projekt i wykonanie stoiska, transport, hotele, praca zespołu, materiały, produkty, próbki, spotkania zaplanowane wcześniej i trzy dni intensywnych rozmów.

To również bardzo profesjonalne ekspozycje, 
zgrane zespoły, premiery przygotowane specjalnie na wydarzenie i decyzyjni ludzie obecni na miejscu właśnie po to, żeby odpowiadać na potrzeby 
klientów.

To wystawcy tworzą targi.

Dzięki nim klient ma powód, żeby przyjechać. Dzięki nim hala żyje, można porównywać oferty, poznawać nowe rozwiązania i trendy, a przede wszystkim odbyć kilkanaście czy kilkadziesiąt wartościowych spotkań w ciągu kilku dni.

Dlatego trudno uznać za eleganckie promowanie się przy okazji tego samego wydarzenia przez firmy, które nie ponoszą kosztów obecności na targach, ale chce skorzystać z zainteresowania handlowego, jakie one generują.

Jedni inwestują w spotkanie z klientem. Drudzy próbują zastąpić wszystko rabatem. To nie jest to samo.

Branża nie może przez cały rok podkreślać wartości, a na targach mówić wyłącznie o cenie

Jest w tym jeszcze jedna sprzeczność. Przez cały rok producenci i dystrybutorzy przekonują rynek, że liczy się jakość produktu, skład, funkcjonalność, serwis, wiedza, doradztwo, wsparcie sprzedaży i relacja z klientem.

I słusznie.

Sklepy zoologiczne same próbują przecież uciekać od konkurowania wyłącznie ceną. Chcą sprzedawać wiedzą, trafnym doborem produktów i fachową obsługą, zamiast ścigać się z internetem o każdy punkt procentowy.

Trudno więc pogodzić tę narrację z sytuacją, w której firma podczas najważniejszego spotkania branży ogranicza swoją ofertę wyłącznie do rabatu.

Jeżeli przez cały rok przekonujemy klientów, że liczy się coś więcej niż cena, nie sprowadzajmy najważniejszego branżowego spotkania tylko do ceny.

Profesjonalna marka powinna mieć do zaoferowania klientowi coś więcej niż niższą fakturę.

Szacunek zaczyna się od obecności

Jako organizator PetExpo bardzo wyraźnie stoimy tutaj po stronie firm, które zdecydowały się uczestniczyć w targach.

Nie dlatego, że każdy ma obowiązek się wystawiać.

Nie ma.

Stoimy po ich stronie dlatego, że szanujemy firmy, które inwestują w bezpośredni kontakt z klientami. Które przyjeżdżają ze swoimi zespołami, przygotowują profesjonalne stoiska, pokazują produkty, odpowiadają na pytania i są dostępne dla rynku przez trzy dni.

I przede wszystkim szanujemy odwiedzających, którzy przyjeżdżają na PetExpo właśnie po to, żeby się z tymi firmami spotkać.

Jeżeli klient poświęca swój czas, często pokonuje setki kilometrów i przyjeżdża na branżowe wydarzenie, to zasługuje na szacunek i na to, by firma, która nazywa swoją ofertę „targową”, rzeczywiście była na tych targach.

Można zrezygnować z udziału.

Można zrobić w tym czasie promocję.

Można dać nawet bardzo wysoki rabat.

Ale nie próbujmy przekonywać rynku, że kod promocyjny wysłany z biura jest odpowiednikiem obecności, rozmowy i spotkania na targach.

Tak nie jest.

Rabat targowy nie zaczyna się od procentu. 
Zaczyna się od obecności.

1 listopada, 2026
Targi się skończyły. Co zrobić z kontaktami, żeby nie zostały tylko w telefonie?

Z artykułu dowiesz się:

  • jak nie zmarnować kontaktów zdobytych podczas targów i zamienić je w wartościowe 
relacje biznesowe,
  • jak zaplanować follow-up w modelu 24–48 godzin → 7 dni → 30 dni,
  • jak pisać i rozmawiać z nowymi kontaktami, żeby nie być nachalnym, ale jednocześnie nie pozwolić relacji wygasnąć,
  • jak odróżnić budowanie relacji od kolekcjonowania kontaktów i nadać najważniejszym 
osobom odpowiedni priorytet.

Założę się, że Ty też tak masz! Podczas targów, w swego rodzaju ferworze walki, czyli inspirujących rozmów i pełnych emocji dyskusji, padają obietnice w stylu „odezwiemy się”, następuje wymiana kontaktów – może wizytówek, może ulotek czy katalogów, a może kodów QR lub profili w social mediach – a potem, już po 
targach, jest… cisza.

Recepta – potraktuj targi jako proces

Targi, konferencje, spotkania branżowe czy nawet ogólne biznes mixery (spotkania ludzi z różnych branż) powinny być postrzegane jako proces. Jak 
w szkole podstawowej, gdy nauczyciel historii powtarzał przy okazji każdego wydarzenia historycznego: przyczyny, przebieg, skutki, tak i nasze wydarzenia mają spełniać te kryteria.

Skoro już się gdzieś wybieramy, to robimy to dla jakiejś przyczyny (lub kilku przyczyn). Gdy już tam jesteśmy, działamy wedle określonego z góry planu. A wszystko po to, aby osiągnąć jakieś – mam nadzieję, że wcześniej zaplanowane i przemyślane –
skutki.

Dlatego w pierwszej kolejności zmieńmy myślenie!

Idziemy na targi po coś i żeby to osiągnąć, potrzebujemy też działań po evencie. On nie skończył się wraz z wyjściem z hali targowej. Skończy długo później, bo jego skutki będą – czy tego chcesz, czy nie – trwały długo po nim.

Co znaczy, że skutki będą trwały „czy tego chcesz, czy nie”? Jeśli zaniechasz właściwych działań podczas eventu lub po nim, nie osiągniesz tego, 
co planujesz. Nie zrealizujesz planu, to też skutek. Odczuwalny w kieszeni. Zainwestowanych pieniędzy i czasu już nikt ci nie zwróci.

Zaplanuj follow-up

Patrzmy na targi przez pryzmat czasu spędzonego na miejscu, ale także tego, który poświęcamy im już po ich zakończeniu. To znaczy: zaplanujmy z góry, w jakie dni po powrocie z targów i w jakich godzinach nadal będziemy się nimi zajmować – tak, jakbyśmy wciąż na nich byli.

Bardzo ważne jest, żeby pierwszy follow-up zrobić w ciągu 24–48 godzin po targach. Nie musi on być bardzo skomplikowany. Wystarczy wysłać maile. Osobiście przedkładam nad ten sposób komunikacji zaproszenie do sieci kontaktów na LinkedInie, oczywiście z notatką. Ale nie każdy ma tam konto, więc często robię to mailowo.

Nie zrealizujesz planu, to też skutek. Odczuwalny w kieszeni. Zainwestowanych pieniędzy i czasu już nikt ci nie zwróci.

Dlaczego tak się dzieje?

Naukowcy już dawno udowodnili, że ludzie podejmują decyzje ze względu na emocje. A potem mózg jedynie tworzy racjonalizacje, czyli szuka racjonalnych powodów przemawiających za podjętą decyzją. I tutaj nie jest inaczej. Podczas targów jesteśmy cali w emocjach. Nawet jeśli uważamy, że jesteśmy zimni jak lód, to sam anturaż na nas wpływa – sam fakt, że jest to wydarzenie „jedyne takie 
w roku”, tłumy wokół (na co dzień tego nie mamy) itd. Wszystko to wprowadza nas w dany stan emocjonalny. A ten zachęca do wchodzenia w konwencję. Skoro wszyscy się uśmiechają, zagadują do innych, chętnie rozmawiają z obcymi, dzielą się informacjami, czasem opowiadają sobie branżowe dowcipy, a w końcu wymieniają się kontaktami 
i obiecują sobie, że się odezwą, my też tak robimy.

A potem targi się kończą. Emocje opadają. Na drugi, może trzeci dzień myślimy o tym, co się wydarzyło, już inaczej. Nagle okazuje się, że obiecane „Odezwiemy się” nie wydaje się już zasadne w każdym wypadku. No, może do kilku osób warto, ale przecież nie do wszystkich. To znów emocje i racjonalizacja. Jesteśmy teraz w innym stanie emocjonalnym, już ochłonęliśmy. Inaczej patrzymy na te same sytuacje i na zebrane kontakty. A mózg znów racjonalizuje: „Nie mam tyle czasu, więc… odezwę się tylko do niektórych, albo jeszcze lepiej do nikogo. Poczekam, aż to oni się odezwą. Przecież telefon działa w dwie strony”. Znasz to?

Jeśli rozmowa toczy się w miłej atmosferze, proponuję spotkanie. Najlepiej na żywo, ale jeśli mamy do siebie daleko, kawa online będzie czymś lepszym niż brak spotkania. Jeśli rozmowa się nie klei, delikatnie ją kończę z głębokim postanowieniem (o którym rozmówcy nie mówię), że za jakiś czas jeszcze się odezwę.

Ten trzeci follow-up, wykonywany jeśli drugi nie dał mi jeszcze spotkania, przeprowadzam po miesiącu od wydarzenia. Dążę w nim do tego samego, co
w drugim. Może wcześniej trafiłem na niewłaściwy czas. Może mieli gorszy dzień. Nie zrażam się i daję tej relacji jeszcze jedną szansę.

W wiadomościach tych dziękuję za możliwość spotkania i rozmowy. Często odnoszę się do jakiegoś wątku z rozmowy z daną osobą, jeśli tylko coś godnego odnotowania padło i zapisałem to sobie na wizytówce danej osoby lub w notatniku (może być takim w smartfonie). Jest to element budujący poczucie wyjątkowości i zaufanie. Zauważ więc, że warto mieć ze sobą coś do pisania. Ja na eventy zabieram ze sobą pisak permanentny, którym mogę notować na folii (część osób ma foliowane wizytówki), oraz papierowy notes (jestem jeszcze analogowy), bo niektórzy nie mają wizytówek albo są one czarne czy granatowe i nie da się na nich nic zanotować.

Jednocześnie, odzywając się do wszystkich, 
bardziej selektywnie przyglądam się pozyskanym kontaktom.

Po tym pierwszym follow-upie wiem już, że wykonałem swoją obiecaną pracę pt. „Odezwiemy się” oraz że w wielu przypadkach piłeczka jest po ich stronie. Oznacza to, że nie będę parł do dalszego kontaktu. Jeśli się odezwą, odwzajemnią follow-up, to w zależności od tego, co napiszą lub powiedzą, podejmę decyzję, co dalej.

Wskazówka!

Nigdy nie wolno podczas pierwszego follow-upu dążyć do twardych rozmów o biznesie. Chyba że wcześniej było to ustalone.

Jaki jest efekt?

Zamiast wrzucać sobie na głowę do wykonania niemożliwie dużo, tzn. odezwać się do wszystkich telefonicznie od razu, dzielę pracę na 2–3 etapy. Pierwszy spełnia obietnicę „Odezwiemy się”, ale oddaje trochę odpowiedzialności za dalszy kontakt drugiej stronie. Drugi i trzeci są wykonywane trochę później i selektywnie, dzięki czemu kontakt jest naturalniejszy, odbierany jako spokojny i wyważony. Bardziej biznesowy i poważny.

Najgorsze, co możesz zrobić, to:

  • a) nie odezwać się do nikogo, bo przytłoczyła cię liczba follow-upów do wykonania,
  • b) poobdzwaniać na drugi dzień po targach wszystkich „po łebkach” i spalić relacje.

Pamiętaj, że targi nie kończą się, gdy wychodzisz z hali targowej, ani nawet wtedy, gdy organizator zaczyna wielkie sprzątanie stoisk. Na dobrą sprawę symbolicznie mogą nie zakończyć się nigdy, bo relacje, które podczas nich zadzierzgniesz (uwielbiam to rzadko stosowane słowo), mogą trwać do końca Twojego życia.

Tylko daj sobie na to szansę. Bo relacje to nie to samo co kolekcjonowanie kontaktów, z którymi potem nic nie zrobisz.

A więc: do follow-upu marsz!

Ważne!

24–48 godzin: podziękuj i przypomnij się.
7 dni: zadzwoń do najważniejszych kontaktów.
30 dni: wróć do tych relacji, które rokują.

Ale wiem też, bo analizowałem na zimno w trakcie robienia follow-upu, na których kontaktach zależy mi szczególnie. Można więc powiedzieć, że nadaję priorytet części z poznanych osób. Z nimi planuję kolejne kroki. Niezależnie od tego, czy odpowiedzą na mój pierwszy kontakt, po 7 dniach do nich zadzwonię. Jeśli nie odpowiedzieli, w krótkiej rozmowie telefonicznej powiem im w zasadzie to samo, co wcześniej napisałem. Potem zapytam o ich wrażenia, czy mają już pierwsze efekty po targach itp. Delikatny small talk. Nigdy nie wolno podczas pierwszego follow-upu dążyć do twardych rozmów o biznesie. Chyba że wcześniej było to ustalone.

31 października, 2026

Marketing

Więcej z: Marketing →

Sprzedaż

Więcej z: Sprzedaż →
event w sklepie

Eventy w sklepie, czyli jak przywiązać do siebie klienta

23 stycznia, 2024
pies w sklepie scaled

Jak przygotować sklep na sezon wakacyjny?

22 czerwca, 2026
klient w sklepie scaled

Masz 7 sekund, żeby zatrzymać klienta – praktyczny poradnik

5 czerwca, 2026
mechanizm decyzji zakupowej scaled

Mechanizm decyzji zakupowej, czyli emocje wygrywają z logiką

20 maja, 2026
PetExpo 2027 · dla wystawców

Pokaż swoją markę na największych targach zoologicznych w Polsce

Trzy dni, podczas których cała branża zoologiczna spotyka się w jednym miejscu. Zapytaj o stoisko, a przygotujemy ofertę dla Twojej firmy.

PetExpo 2026 w liczbach
140+wystawców
600+marek
10 900 m²ekspozycji
Termin
10–12.09.2027
BCTW Bydgoszcz
Zapytaj o stoisko

Zwierzęta

Więcej z: Zwierzęta →

Prawo

Więcej z: Prawo →
zdjecie opakowania scaled

Od 12 sierpnia 2026 r. zaczną być stosowane zasadnicze obowiązki wynikające z nowego unijnego rozporządzenia w sprawie opakowań i odpadów opakowaniowych, czyli PPWR (Packaging and Packaging Waste Regulation). Choć nazwa tego aktu prawnego kojarzy się przede wszystkim z producentami opakowań, w praktyce przepisy będą miały znaczenie również dla sprzedawców detalicznych, hurtowni i sklepów internetowych, które oferują gotowe produkty w opakowaniach.

Dotyczy to m.in. karm dla zwierząt, kosmetyków, żwirków, smyczy i innych produktów zoologicznych. Warto więc wiedzieć, kiedy sklep lub hurtownia staje się dystrybutorem w rozumieniu PPWR i jakie obowiązki będą z tego wynikały.

Z artykułu dowiesz się:

  • kogo PPWR uznaje za dystrybutora i dlaczego przepisy dotyczą także sklepów zoologicznych, hurtowni oraz sprzedaży online;
  • jakie obowiązki weryfikacyjne będą miały podmioty sprzedające gotowe produkty w opakowaniach;
  • co warto sprawdzić u dostawcy, aby ograniczyć ryzyko sprzedaży produktów niezgodnych z nowymi przepisami.

Kto jest dystrybutorem w PPWR?

Zgodnie z art. 3 ust. 1 pkt 18 PPWR dystrybutor oznacza każdą osobę fizyczną lub prawną w łańcuchu dostaw, inną niż wytwórca lub importer, która udostępnia opakowanie na rynku.

W praktyce dystrybutorem będzie podmiot, który sprzedaje produkt w opakowaniu już wcześniej wprowadzony do obrotu na terenie Unii Europejskiej przez inny podmiot, na przykład przez wytwórcę albo importera. Dotyczy to sytuacji, w której sklep, hurtownia lub sprzedawca online dalej udostępnia ten sam produkt, bez modyfikowania jego opakowania.

Może to być zarówno sprzedaż konsumentowi, jak i sprzedaż w relacji B2B. W tym kontekście pod pojęciem „opakowania” należy rozumieć również produkt w opakowaniu, niezależnie od kategorii asortymentu.

Ważne!

Warto pamiętać, że PPWR posługuje się kilkoma pojęciami dotyczącymi podmiotów w łańcuchu dostaw. W uproszczeniu dla sklepu najważniejsze jest ustalenie, kto odpowiada za produkt w opakowaniu, kto wprowadził go na rynek UE i czy na opakowaniu znajdują się wymagane dane tego podmiotu.

opakownanie 2

Obowiązki dystrybutora

Główne obowiązki dystrybutora określa art. 19 PPWR. Zgodnie z tym przepisem dystrybutorzy mają działać z należytą starannością. Oznacza to przede wszystkim konieczność sprawdzenia, czy:

  1. Producent objęty obowiązkami rozszerzonej odpowiedzialności producenta jest zarejestrowany w odpowiednim rejestrze producentów. W Polsce takim rejestrem jest BDO, czyli Baza Danych o Produktach i Opakowaniach oraz o Gospodarce Odpadami.
  2. Wytwórca PPWR oraz importer PPWR, jeżeli występuje w danym przypadku, zamieścili na opakowaniu wymagane dane identyfikacyjne i kontaktowe, w tym środki kontaktu elektronicznego, na przykład adres e-mail.
  3. Produkt jest przechowywany i transportowany w warunkach zgodnych z informacjami przekazanymi przez dostawcę.
  4. Opakowanie nie budzi uzasadnionych wątpliwości co do zgodności z wymaganiami PPWR, w szczególności w zakresie oznakowania i podstawowych wymogów środowiskowych.

Jeżeli dystrybutor wie albo ma powody przypuszczać, że produkt w opakowaniu nie spełnia wymogów PPWR, nie powinien dalej udostępniać go na rynku do czasu usunięcia niezgodności. Dotyczy to także sytuacji, w której na opakowaniu brakuje wymaganych danych wytwórcy lub importera albo informacje te są niepełne.

PPWR nie oznacza, że sklep zoologiczny musi samodzielnie badać każde opakowanie. Oznacza jednak, że powinien działać z należytą starannością.

Deklaracje zgodności PPWR

W praktyce duże znaczenie będą miały deklaracje zgodności PPWR. Obowiązek ich sporządzenia ciąży zasadniczo na wytwórcach PPWR, czyli najczęściej na faktycznych producentach, producentach produktów w opakowaniach albo właścicielach marek własnych, zależnie od konkretnego modelu sprzedaży i oznakowania produktu.

Dystrybutor nie ma co do zasady obowiązku gromadzenia deklaracji zgodności dla każdego sprzedawanego produktu. Może jednak zwracać się o nie do dostawców, zwłaszcza wtedy, gdy chce potwierdzić zgodność produktu w opakowaniu z PPWR albo gdy pojawiają się wątpliwości dotyczące oznakowania, recyklingu, zawartości surowców wtórnych lub innych deklaracji środowiskowych.

Green claims, czyli ryzyko przy oznaczeniach środowiskowych

Dystrybutor powinien również zachować ostrożność przy sprzedaży produktów, których opakowania zawierają środowiskowe oznaczenia lub deklaracje, tzw. green claims. Chodzi na przykład o oznaczenia sugerujące, że opakowanie nadaje się do recyklingu, zawiera określony poziom surowców z recyklingu albo jest bardziej ekologiczne, niż wynika to z rzeczywistych danych.

Wymogi dotyczące takich oznaczeń określa m.in. art. 14 PPWR. W praktyce oznacza to, że hasła środowiskowe nie powinny być ogólne, niezweryfikowane ani niepoparte dowodami. Jeżeli na opakowaniu pojawiają się tego typu informacje, dystrybutor powinien zachować szczególną ostrożność i w razie potrzeby poprosić dostawcę o potwierdzenie ich prawdziwości.

opakownanie 2 1

Odpowiedzialność prawna

Każdy dystrybutor w łańcuchu dostaw odpowiada za własne obowiązki wynikające z PPWR. Dotyczy to zarówno weryfikacji podstawowych informacji, jak i reakcji na stwierdzone niezgodności.

Jeżeli dystrybutor uzna albo ma powody sądzić, że produkt w opakowaniu jest niezgodny z PPWR, powinien podjąć odpowiednie działania, w tym poinformować właściwe podmioty w łańcuchu dostaw, a w określonych przypadkach także organ nadzoru rynku.

Projekt polskiej ustawy o opakowaniach i odpadach opakowaniowych, oznaczony jako UC100, przewiduje kompetencje kontrolne dla Inspekcji Handlowej oraz administracyjne kary pieniężne. Przykładowo za sprzedaż produktu z nieprawidłowym oznaczeniem wytwórcy dystrybutor może być narażony na karę od 5 tys. do 50 tys. zł.

Na moment przygotowania niniejszego tekstu polskie przepisy wdrażające część rozwiązań organizacyjnych i sankcyjnych nadal znajdują się na etapie prac legislacyjnych. Projekt UC100 nie został jeszcze uchwalony przez parlament, dlatego zakres krajowych sankcji oraz praktyka kontroli mogą jeszcze ulec zmianie.

Co sklep powinien sprawdzić u dostawcy?

PPWR nie oznacza, że sklep zoologiczny musi samodzielnie badać każde opakowanie. Oznacza jednak, że powinien działać z należytą starannością. W praktyce warto uporządkować komunikację z dostawcami i poprosić ich o podstawowe potwierdzenia dotyczące produktów w opakowaniach.

Przed wprowadzeniem produktu do sprzedaży sklep powinien sprawdzić:

  • Czy producent lub podmiot odpowiedzialny za produkt w opakowaniu jest zarejestrowany w odpowiednim rejestrze (w Polsce w BDO).
  • Czy na opakowaniu znajdują się pełne dane wytwórcy oraz importera, jeżeli produkt pochodzi spoza UE.
  • Czy na opakowaniu podano możliwość kontaktu elektronicznego, na przykład adres e-mail.
  • Czy dostawca może potwierdzić zgodność opakowania z wymaganiami PPWR, zwłaszcza jeśli pojawiają się oznaczenia środowiskowe.
  • Czy deklaracje typu „recykling”, „eko”, „z recyklingu” albo „nadaje się do recyklingu” są poparte dokumentacją lub wiarygodnym uzasadnieniem.
  • Czy produkt powinien być przechowywany w szczególnych warunkach, które mogą mieć wpływ na jego zgodność, bezpieczeństwo albo jakość.
  • Czy dostawca ma przygotowaną deklarację zgodności PPWR albo inną dokumentację, którą może udostępnić na żądanie.

Ważne!

Sklep nie musi przejmować obowiązków producenta, ale nie powinien ignorować oczywistych braków na opakowaniu. Jeżeli produkt nie ma wymaganych danych, zawiera niejasne oznaczenia środowiskowe albo dostawca nie potrafi potwierdzić jego zgodności, sklep powinien wstrzymać się z jego dalszą sprzedażą do czasu wyjaśnienia sprawy.

opakowanie butelka

Podsumowanie

PPWR nie dotyczy wyłącznie producentów opakowań. Od 12 sierpnia 2026 r. jego stosowanie będzie miało znaczenie także dla dystrybutorów, w tym sklepów stacjonarnych, sklepów internetowych i hurtowni oferujących produkty w opakowaniach.

Dystrybutorzy powinni pamiętać przede wszystkim o tym, że:

  • PPWR obejmuje także sprzedaż gotowych produktów w opakowaniach.
  • Dystrybutor powinien sprawdzać podstawowe informacje o zgodności produktu i opakowania.
  • Należy zwracać uwagę na dane wytwórcy, importera i producenta objętego obowiązkami EPR.
  • Szczególnej ostrożności wymagają oznaczenia środowiskowe, takie jak „recykling”, „eko” czy informacje o zawartości surowców z recyklingu.
  • W kolejnych latach należy spodziewać się dalszych wymogów oraz kontroli ze strony właściwych organów.

Pierwsze miesiące stosowania PPWR mogą mieć w praktyce charakter dostosowawczy, ale dystrybutorzy nie powinni odkładać przygotowań. Im wcześniej uporządkują komunikację z dostawcami i podstawową weryfikację dokumentów, tym mniejsze będzie ryzyko sprzedaży produktów, które po 12 sierpnia 2026 r. mogą zostać zakwestionowane.

5 sierpnia, 2026
ECO scaled

Co zmienia Dyrektywa (UE) 2024/825 w sprawie wzmocnienia pozycji konsumentów w procesie transformacji ekologicznej?

Klienci branży zoologicznej coraz częściej oczekują, że karma, żwirek czy smycz będą „lepsze dla środowiska”. To dobra wiadomość – pod warunkiem, że zielone hasła na etykiecie są prawdziwe i możliwe do sprawdzenia. Dyrektywa (UE) 2024/825 zaostrza zasady komunikacji środowiskowej (czyli ogranicza pseudoekologiczny marketing) oraz porządkuje informowanie o trwałości, naprawach i aktualizacjach w produktach z elementami cyfrowymi. W Polsce wdrożenie ma nastąpić przez nowelizację dwóch ustaw konsumenckich.

Kiedy te przepisy zaczną obowiązywać?

Dyrektywa przewiduje, że państwa członkowskie mają przyjąć i opublikować przepisy wdrażające do 27 marca 2026 r., a stosować je od 27 września 2026 r. Polski projekt ustawy o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym oraz ustawy o prawach konsumenta (z 16 grudnia 2025 r.) zakłada rozpoczęcie stosowania tych przepisów właśnie 27 września 2026 r.

WSKAZÓWKA!
Etykiety, opisy produktów w sklepach stacjonarnych i internetowych oraz materiały reklamowe (papierowe i elektroniczne) warto przejrzeć już teraz.

Pięć zakazów pseudoekologicznego marketingu

Dyrektywa dopisuje (załącznik I do dyrektywy 2005/29/WE dotyczącej nieuczciwych praktyk handlowych stosowanych przez przedsiębiorstwa wobec konsumentów) do tzw. czarnej listy praktyk zakazanych w każdych okolicznościach schematy, które szczególnie łatwo „wpadają” na opakowania i do reklam:

•    „Eko” bez doprecyzowania: same hasła typu „przyjazne dla środowiska”, „zielone” nie wystarczą. Jeśli firma nie potrafi sensownie wykazać efektywności ekologicznej wyrobu, to lepiej tak nie pisać. A jeżeli ma podstawy, to dodać od razu obok hasła, co dokładnie oznacza to „eko” i na czym polega w tym konkretnym produkcie.

•    „Neutralne dla klimatu” oparte na kompensowaniu emisji: zakazane ma być twierdzenie o neutralnym/pozytywnym wpływie pod kątem emisji gazów cieplarnianych, gdy argumentem jest wyłącznie kompensowanie emisji poza łańcuchem wartości (np. „posadziliśmy drzewa”).

•    Efekt „halo”: nie wolno sugerować, że cały produkt lub cała firma jest „eko”, gdy realnie chodzi tylko o jeden element, np. tylko o opakowanie z recyklingu albo tylko o jedną linię produktów.

•    Samozwańcze „eko znaczki”: zakazane ma być używanie własnych „zielonych odznak” (typu „EcoFriendly”, „Green” czy „W zgodzie z naturą”) bez systemu certyfikacji albo bez ustanowienia takiego oznaczenia przez organ publiczny. Sama grafika, nazwa czy znak jakości nie wystarczy.

•    „Chwalimy się tym, co i tak jest obowiązkowe”: nie można sprzedawać jako wyjątkowej zalety czegoś, co jest standardem wymaganym przez prawo dla całej kategorii produktów. Komunikaty typu „zgodne z prawem UE” jako przewaga będą ryzykowne, bo to po prostu obowiązek do spełnienia przed wprowadzeniem wyrobu do obrotu.

WAŻNE!
Od 27 września 2026 r. hasła typu „eko”, „zielone”, „przyjazne dla środowiska” czy „neutralne klimatycznie” będą mogły być używane tylko wtedy, gdy firma potrafi je jasno wyjaśnić i udowodnić. Nie wystarczy ogólne wrażenie aniwłasny „zielony” znaczek.

ekologia

Porównania i rankingi: „najbardziej ekologiczna karma” pod lupą

Jeżeli firma porównuje produkty pod kątem cech środowiskowych lub społecznych (np. „mniejszy wpływ na klimat”, „bardziej recyklingowalne opakowanie”), konsument ma otrzymać istotne informacje: metodę porównania, wskazanie produktów objętych porównaniem oraz ich dostawców, a także działania zapewniające aktualność danych. W praktyce oznacza to: porównanie musi być policzone, opisane i możliwe do obrony, także w sprzedaży internetowej.

Nie tylko „eko”. Również trwałość i naprawy czy aktualizacje w produktach typu smart

Nowe przepisy obejmują też praktyki związane z trwałością wyrobu i oprogramowaniem. Dla branży zoologicznej to ważne, bo rośnie sprzedaż podajników karmy, fontann, nadajników GPS czy zabawek elektronicznych. Na czarną listę trafiają m.in. sytuacje, gdy przedsiębiorca zataja, że aktualizacja oprogramowania pogorszy działanie urządzenia albo przedstawia ją jako niezbędną, choć ta aktualizacja jedynie dodaje jakieś funkcje. Ryzykowne są też hasła o trwałości i naprawialności, jeśli nie są prawdziwe. Chodzi zarówno o proste komunikaty, typu „bardzo trwałe”, „na lata”, „wyjątkowo odporne”, „łatwe w naprawie”, jak i o bardziej „techniczne” zapewnienia, np. że dany automat do karmienia, fontanna czy lokalizator dla zwierząt będzie działał przez określony czas, że części zamienne są dostępne, że sprzęt da się naprawić w rozsądnym koszcie albo że serwis jest realnie osiągalny. Jeśli w rzeczywistości producent nie przewiduje napraw, nie zapewnia części, urządzenie jest konstrukcyjnie jednorazowe, a po krótkim czasie wsparcie się kończy – takie przekazy mogą zostać uznane za wprowadzające w błąd.

Co zrobić już dziś, żeby przygotować się na nowe przepisy?

Sześć kroków, które zwykle najszybciej porządkują komunikację w firmie:

  1. Zebranie w jednym miejscu wszystkich „zielonych” i „etycznych” haseł stosowanych przy produktach: na opakowaniu, w sklepie internetowym, w reklamach oraz w grafice (np. listki, ziemia, kolorystyka, symbole).
  2. Jeśli firma używa ogólników (np. „ekologiczne”, „zrównoważone”), dobrze jest zamienić je na prosty konkret: co dokładnie jest lepsze, w jakim zakresie i na jakiej podstawie (liczby, certyfikat, badanie). I podać te dane od razu tam, gdzie pada hasło.
  3. Sprawdzenie komunikatów typu „neutralne klimatycznie”. Jeżeli opierają się głównie na kompensowaniu emisji (np. sadzeniu drzew lub zakupie certyfikatów), firma powinna rozważyć zmianę albo wycofanie takiego przekazu.
  4. Audyt „zielonych znaczków” i deklaracji jakości. Jeśli to własny znak firmy, a nie element wiarygodnego systemu certyfikacji z niezależną kontrolą, może wymagać przebudowy albo usunięcia.
  5. Przy stosowaniu porównań z innymi produktami („mniej emisji”, „bardziej recyklingowalne”, „najbardziej ekologiczne”) należy przygotować krótką notkę: jak liczone jest porównanie, jakie produkty obejmuje i skąd są dane – tak, by dało się ją pokazać klientowi w sklepie stacjonarnym czy w sprzedaży online.
  6. Dla urządzeń z aplikacją lub oprogramowaniem (np. automatyczne podajniki, fontanny, lokalizatory) powinny być ustalone jasne zasady informowania o aktualizacjach: kiedy są, co zmieniają i czy mogą pogorszyć działanie urządzenia.

A tak naprawdę po co to wszystko?

Dyrektywa 2024/825 nie blokuje mówienia o środowisku. Blokuje zielone skróty myślowe, które nie mają przełożenia na rzeczywistość. Dla firm, które podejmują realne działania w zakresie ochrony środowiska, zmniejszenia emisji czy stosowania gospodarki obiegu zamkniętego, to w praktyce wzmocnienie ich wiarygodności w oczach konsumentów. Co przekłada się na zwiększenie przychodów i rozwój biznesu.

27 kwietnia, 2026
Prenumerata papierowa

Odbieraj PetInsider w wersji drukowanej

Bezpłatna prenumerata dla firm z branży zoologicznej. Co miesiąc prosto pod Twój adres.

Zamów bezpłatnie