marzec to miesiąc, w którym plan przestaje być teorią, a zaczyna pracować na wyniki. To dobry moment, żeby uporządkować ofertę, przygotować zespół i sprawdzić, czy sklep – zarówno stacjonarny, jak i online – jest gotowy na wiosenny ruch.
W tym wydaniu PetInsidera patrzymy na branżę z kilku stron jednocześnie.
Podpowiadamy, jak przygotować się do pierwszej wizyty na targach, żeby wrócić z kontaktami i konkretnymi ustaleniami, a nie tylko z torbą materiałów.
Dużo miejsca poświęcamy temu, co dziś najmocniej wpływa na decyzje zakupowe: dobrej karmie w rozsądnej cenie, zmianom w sposobie karmienia kotów i produktom, które realnie budują powtarzalność, takim jak żwirek. Przyglądamy się też tematowi, którego nie da się już odkładać: kleszcze w 2026 roku – co „sezon bez końca” oznacza dla Twojej półki i rozmów z klientami.
Nie zabraknie również praktyki biznesowej: checklisty na marzec w e-commerce pet, wskazówek, jak czytać etykiety, tematów dotyczących rozpoznawalności marki i obecności na platformie LinkedIn, a także szerszego spojrzenia na rynek: private label, premiumizację i szkolenie personelu. W numerze znajdziesz też krótki kącik prawny – prosto, konkretnie i z uwzględnieniem tego, co może Cię kosztować najwięcej, jeśli zlekceważysz szczegóły.
Ten numer jest dla tych, którzy nie szukają inspiracji na chwilę, tylko rozwiązań, które da się wdrożyć i utrzymać przez cały sezon.
Miłej lektury – i dobrych decyzji.
Edyta Winiarska-Joniec redaktor naczelna
Spis artykułów - marzec 2026
Pierwsza wizyta na targach – jak się przygotować
Nowości branżowe
Dobra karma w rozsądnej cenie. Dlaczego klienci dziś poszukują dobrej jakości karmy bez przepłacania?
Jak zmienia się sposób karmienia kotów? Trendy żywieniowe
Dlaczego żwirek buduje lojalność klienta bardziej niż karma
Kleszcze w 2026 roku dlaczego sezon już się nie kończy i co to oznacza dla sklepów
Żywienie do zadań specjalnych. Karmy Vet Gussto dla kotów
Araton jakość która się opłaca
Marzec w e-commerce pet. Co sprawdzić, żeby nie tracić sprzedaży?
Jak czytać etykietę karmy, żeby nie dać się złapać na marketing
Jak „łapa w kółku” buduje Twoją anonimowość zamiast rozpoznawalność?
Czym jest LinkedIn i po co mi on?
Maszynka do marży czy wizerunkowa mina? Private label po lupą
Premiumizacja w dobie zaciskania pasa
Jak skutecznie szkolić personel sklepu zoologicznego: sprawdzone techniki sprzedaży
Jeszcze kilka lat temu takie pytanie mogłoby brzmieć jak żart albo scena rodem z filmu science fiction. Dziś jednak, w świecie, w którym niemal każdy korzysta ze sztucznej inteligencji, naprawdę warto je sobie zadać. Branża zoologiczna nie jest tu wyjątkiem. Codziennie obserwujemy wyścig między tradycyjnymi metodami sprzedaży a nowoczesnymi rozwiązaniami bazującymi na algorytmach.
Z jednej strony mamy sprzedawcę z krwi i kości. Sympatyczną osobę, która potrafi spojrzeć klientowi w oczy, wysłuchać historii o jego psie i zaproponować karmę idealnie dopasowaną do potrzeb pupila. Z drugiej – coraz bardziej zaawansowane systemy AI, które analizują dane, zdjęcia zwierząt, a nawet ton rozmowy w sklepie internetowym, by w kilka sekund wygenerować spersonalizowaną rekomendację. I to taką, która działa. Pytanie brzmi: kto z tego pojedynku wychodzi zwycięsko?
Z tego artykułu dowiesz się:
jak sztuczna inteligencja zmienia sprzedaż,
dlaczego ludzka intuicja i empatia sprzedawcy nie są zastępowalne przez algorytmy,
czy możliwa jest współpraca AI i człowieka prowadząca do synergii szybkości technologii z autentycznością doradcy.
Algorytmy na straży psich potrzeb
Nowoczesne rozwiązania wykorzystujące sztuczną inteligencję potrafią dziś znacznie więcej, niż tylko zasugerować najpopularniejszy produkt. Algorytmy analizują zdjęcia wrzucane przez klientów do aplikacji sklepowych, rozpoznając m.in. rasę psa, jego przybliżony wiek, kondycję fizyczną czy nawet wskaźniki zdrowotne widoczne w budowie ciała. Jeśli system zauważy, że pies ma nadwagę, zasugeruje karmę light; jeśli dostrzeże młodego szczeniaka, podsunie mieszankę wspierającą rozwój kości i odporności. Dzięki temu właściciel nie musi już godzinami porównywać etykiet i pytać na forach. Otrzymuje dopasowaną rekomendację od razu, w kilka sekund.
To jednak dopiero początek. AI analizuje również zachowania zakupowe. Jeśli klient wcześniej kupował przysmaki bezzbożowe, system z dużym prawdopodobieństwem podsunie mu również karmę bez glutenu. Jeżeli ktoś regularnie zamawia karmę w większych opakowaniach, AI zaproponuje subskrypcję z dostawą co miesiąc, oszczędzając mu czas, pieniądze i… miejsce na liście rzeczy do zapamiętania. Co więcej, algorytmy uczą się z każdej interakcji. Im dłużej klient korzysta ze sklepu, tym lepiej system rozumie jego potrzeby i preferencje. To trochę tak, jakby każdy opiekun zwierzaka miał własnego cyfrowego doradcę, który pamięta o wszystkim za niego.
Według badań już 38% firm z branży pet care wdrożyło rozwiązania wykorzystujące sztuczną inteligencję w sprzedaży i marketingu. Część korzysta z prostych chatbotów odpowiadających na pytania w e-sklepie, inne firmy inwestują w zaawansowane systemy rekomendacyjne, które przewidują, co kupisz następne. Jeszcze inne rozwijają technologie analizy obrazu czy predykcji zakupów, pozwalające planować stany magazynowe na podstawie tego, jakie karmy będą wkrótce najbardziej popularne.
Efekt jest jasny: sztuczna inteligencja nie tylko ułatwia życie klientowi, ale też daje sklepom przewagę – pomaga sprzedawać szybciej, trafniej i bardziej personalnie niż kiedykolwiek wcześniej.
Serce i doświadczenie sprzedawcy
Przyjrzyjmy się jednak drugiej stronie. W Polsce – tak jak i w wielu innych krajach – pracują tysiące doświadczonych sprzedawców, którzy wcale nie potrzebują algorytmu, by doradzać klientowi. Bazują na latach praktyki i dziesiątkach rozmów z właścicielami psów. Wystarczy, że klient powie: „Mój pies ostatnio drapie się częściej niż zwykle”, a sprzedawca już wie, że powinien zapytać o dotychczasową dietę, alergie, rodzaj karmy i ewentualne wizyty u weterynarza.
Ludzka intuicja to coś więcej niż analiza danych. To empatia i zdolność do nawiązania relacji.
Ludzka intuicja to coś więcej niż analiza danych. To empatia i zdolność do nawiązania relacji. Sprzedawca, który sam ma psa, potrafi podzielić się osobistą historią: „Mój Puszek też miał okropny problem z łupieżem i pomogła mu właśnie ta karma”. Taka rekomendacja brzmi zupełnie inaczej niż zimny komunikat algorytmu. Ma w sobie autentyczność i ludzkie emocje.
Co więcej, człowiek w odróżnieniu od AI potrafi reagować na sygnały niewerbalne. Jeśli doświadczony sprzedawca zauważy w oczach klienta zawahanie albo usłyszy je w tonie głosu, od razu zrozumie, że nie chodzi o skład karmy, ale o cenę. I zaproponuje mniejsze opakowanie na próbę. Algorytm takich subtelności po prostu nie wychwyci.
Szybkość kontra empatia – kto ma przewagę?
Sztuczna inteligencja wygrywa tam, gdzie najważniejsze są skala, szybkość i precyzyjna analiza danych. Algorytmy w kilka sekund przejrzą tysiące rekordów zakupowych, porównają je z bieżącymi zachowaniami klientów i wskażą, który produkt najlepiej odpowiada ich potrzebom. W branży zoologicznej szczególnie widać to w dużych e-commerce’ach, które każdego dnia obsługują tysiące właścicieli psów i kotów. Człowiek nie jest w stanie samodzielnie przeanalizować tak ogromnej liczby danych. Algorytm nie tylko zrobi to błyskawicznie, ale też wskaże wzorce, które dla ludzkiego oka pozostałyby niewidoczne. AI wygrywa również w automatyzacji: potrafi obsłużyć setki zapytań klientów równocześnie, nigdy się nie męczy i zawsze pamięta, co klient kupił wcześniej. Dzięki temu marki mogą zapewnić spójne doświadczenie zakupowe przez całą dobę.
Człowiek natomiast wygrywa tam, gdzie o decyzji zakupowej decydują emocje, zaufanie i subtelne niuanse. Doświadczony sprzedawca potrafi dopytać o szczegóły, których klient sam z siebie by nie podał, a które okazują się kluczowe, np. czy pies jest po kastracji, czy ma wrażliwy żołądek, czy ostatnio zmieniał dietę. Sprzedawca wnosi też coś, czego algorytm nie potrafi: własne doświadczenie i historię. Kiedy opiekun psa słyszy, że inny labrador miał podobne problemy i dobrze zareagował na konkretną karmę, taka rekomendacja brzmi o wiele bardziej wiarygodnie niż najlepiej dopasowana podpowiedź systemu.
Człowiek wygrywa także w momentach kryzysowych, kiedy trzeba nie tylko doradzić, ale również okazać wsparcie i zrozumienie. Jeśli klient przychodzi zdenerwowany, bo pies źle się poczuł po nowym produkcie, to właśnie rozmowa ze sprzedawcą – pełna empatii i troski – może uratować relację i sprawić, że klient nie straci zaufania do sklepu. W takich chwilach nie liczy się już szybkość podania składu karmy ani porównania wartości odżywczych. Najważniejsze jest poczucie, że po drugiej stronie stoi ktoś, kto naprawdę rozumie emocje opiekuna i potrafi odpowiedzieć na jego potrzeby. Sprzedawca może zaproponować, aby klient przyniósł opakowanie karmy, by wspólnie przeanalizować skład. Może podzielić się doświadczeniem innego opiekuna, którego pies miał podobne problemy, i wskazać skuteczną alternatywę. Często wystarczy spokojny ton, zapewnienie o wsparciu i szczera chęć rozwiązania problemu, by klient poczuł, że nie jest sam. To właśnie buduje lojalność.
Algorytm w takich momentach zawodzi. Może podsunąć inny produkt, ale nie usłyszy drżenia w głosie, nie dostrzeże łez w oczach, nie wyczuje napięcia w sposobie zadawania pytań. Tylko człowiek potrafi dostosować język do emocji rozmówcy: uspokoić, podziękować za szczerość, obiecać sprawdzenie problemu i zaproponować realne rozwiązania, jak kontakt z producentem czy zwrot pieniędzy. I to właśnie takie momenty często przesądzają o tym, czy klient zostanie wierny marce.
Gdy dane spotykają się z emocjami
Najbardziej fascynujące w zestawieniu sztucznej inteligencji i ludzkiej intuicji jest to, że wcale nie musimy wybierać zwycięzcy. Coraz wyraźniej widać, że przyszłość sprzedaży w branży zoologicznej nie polega na rywalizacji, lecz na współpracy. Na mądrej synergii między możliwościami AI a doświadczeniem sprzedawcy. To właśnie w takim partnerstwie technologia i człowiek uzupełniają się nawzajem, tworząc duet, który działa szybciej, precyzyjniej i jednocześnie bardziej autentycznie.
Ważne!
Najlepsze wyniki osiągają ci, którzy potrafią połączyć oba światy. Wykorzystać AI jako narzędzie wspierające, a nie zastępujące sprzedawcę.
Wyobraźmy sobie taki scenariusz: właściciel psa robi zdjęcie swojemu pupilowi i wrzuca je do aplikacji sklepu. Algorytm w kilka sekund analizuje wygląd zwierzaka, rozpoznaje jego rasę i wiek, a następnie proponuje trzy karmy najlepiej dopasowane do potrzeb. Klient z zainteresowaniem przegląda rekomendacje, ale wciąż ma wątpliwości. Wtedy do gry wchodzi doradca, żywy człowiek, który dopytuje o szczegóły: czy pies jest aktywny, czy ma wrażliwy żołądek, jak wygląda jego codzienna dieta. Doradca dzieli się własnym doświadczeniem, przywołuje historię innego psa z podobnymi problemami i krok po kroku rozwiewa obawy.
Efekt? Klient nie tylko kupuje karmę, ale wychodzi z poczuciem, że został wysłuchany i zaopiekowany. Z jednej strony skorzystał z nowoczesnych możliwości algorytmu, który zawęził wybór i oszczędził mu czas. Z drugiej – otrzymał coś, czego żaden system nie zapewni: autentyczną relację, zrozumienie i pewność, że decyzja była najlepsza dla jego psa. To połączenie daje mu poczucie bezpieczeństwa i sprawia, że wróci do sklepu nie tylko po kolejny produkt, ale przede wszystkim po kolejne dobre doświadczenie.
Najlepsze wyniki osiągają ci, którzy potrafią połączyć oba światy. Wykorzystać AI jako narzędzie wspierające, a nie zastępujące sprzedawcę. Bo algorytmy mogą błyskawicznie wskazać możliwości, ale to człowiek nadaje im sens i kontekst. To właśnie taka równowaga daje realną przewagę konkurencyjną – pozwala budować relacje bazujące na zaufaniu, a nie jedynie na technologii.
Ostateczny wybór należy do klienta
Na końcu, niezależnie od tego, czy decyzję podsunie algorytm, czy człowiek, klient wybiera nie tylko produkt. Wybiera zaufanie, historię i troskę o swojego pupila. I właśnie w tym tkwi przyszłość sprzedaży w branży zoologicznej – w połączeniu zimnej logiki danych z ciepłem ludzkiej empatii, która potrafi przemienić zwykłą rekomendację w opowieść, a zakupy – w relację pełną szacunku i bliskości.
Negocjacje to element życia przedsiębiorcy, który często najbardziej nas frustruje. Negocjować z nami chcą klienci, dostawcy, pracownicy. Wszyscy prezentują swoje stanowiska i twardo przy nich obstają. I kiedy rzeczywiście są to negocjacje, w dodatku takie oparte na obiektywnych kryteriach i zasadach etycznych, to wszystko jest w porządku. Gorzej, kiedy mamy do czynienia z targowaniem się, niczym na arabskim bazarze.
Niestety, w swojej praktyce trenerskiej obserwuję, że większość problemów związanych z negocjacjami i brakiem tzw. zamknięcia sprzedaży wcale nie ma nic wspólnego z samymi negocjacjami. A ściślej: nie miałoby, gdyby sprzedawca nie popełnił błędów na wcześniejszych etapach procesu sprzedaży.
Dlatego przejdźmy przez proces sprzedaży, omówmy każdy jego etap. Poszukajmy usprawnień, dziur w naszym lejku, które sprawiają, że klienci „wyciekają bokami”. A na samym końcu zajmiemy się negocjacjami jako takimi.
Z tego artykułu dowiesz się:
czym różni się marketing od sprzedaży,
dlaczego negocjacje nie działają,
jakie trzy wartości wpływają na skuteczność sprzedaży,
jak lepiej targetować marketing.
WAŻNE!
Jednym z najczęstszych błędów popełnianych przez przedsiębiorców jest próba rozwiązania problemu bez zebrania danych. Przypomnij sobie, czego uczono na matematyce w szkole podstawowej: najpierw przeczytaj polecenie, wypisz dane, a dopiero potem zabieraj się do rozwiązywania. Dlatego zacznijmy od naszych danych.
Od czego zacząć?
Po pierwsze musisz zrozumieć, czym jest marketing, a czym sprzedaż. Oba te zagadnienia są nam potrzebne, ale mieszanie ich i niewłaściwe zachowywanie się w ich kontekście może nas drogo kosztować. A więc pokrótce: marketing to działania zmierzające ku przyciągnięciu klientów. Często nie wiemy, do kogo dokładnie kierujemy przekaz, kiedy ta osoba go odbierze i jak na niego zareaguje.
Henry Ford miał kiedyś powiedzieć, że połowa pieniędzy wydawana na marketing jest wyrzucana w błoto. Niestety nie wiadomo, która połowa.
Sprzedaż dla odmiany to proces polegający na wymianie wartości z klientem. My robimy coś dla niego (usługa) lub przekazujemy mu produkt, w zamian otrzymujemy wynagrodzenie. Tutaj mamy większą sprawczość. Wiemy, z kim rozmawiamy, jakim kanałem komunikacji, jak klient reaguje na nasze komunikaty itd. Całkiem inna specyfika, prawda?
Co więcej, marketing ma wobec sprzedaży funkcję służebną! To sprzedaż przynosi pieniądze firmie. Marketing je z firmy zabiera, bo przecież kosztuje. Teoretycznie zabiera je po to, żeby dostarczyć sprzedaży – tzw. leady, czyli okazje do dokonania transakcji, która przyniesie większe pieniądze, niż te zainwestowane w cały proces.
Dlaczego o tym piszę? Często rozmawiam z przedsiębiorcami, którzy w sytuacji kryzysu finansowego swoich biznesów (większe wydatki niż przychody) rzucają się od ściany do ściany, wymyślając nowe działania… marketingowe. Zamiast po prostu zabrać się za sprzedaż.
Trzy wartości w marketingu i sprzedaży
Planując swoje działania, pamiętaj więc o tej triadzie – bez jej opanowania zarówno Twoje działania marketingowe, jak i sprzedażowe spalą na panewce. Mamy trzy wartości:
wartość produktu,
wartość obsługi (szybkość, to „coś więcej”, niż daje konkurencja),
wartość dodaną (np. edukacja klienta, jakieś dodatkowe elementy dodane do produktu).
Konkurencja
Istotnym czynnikiem w naszych rozważaniach i w naszym „równaniu” biznesowym jest konkurencja. Można ją sklasyfikować na wiele sposobów. Na nasze potrzeby jednak skupmy się na podziale konkurencji według kryterium jej rodzaju.
WAŻNE!
Konkurencja cenowa (rywalizacja poprzez obniżanie ceny) vs konkurencja pozacenowa (rywalizacja poprzez jakość, obsługę, innowacyjność, reklamę).
Konkurencja bezpośrednia (firmy oferujące podobne produkty) vs konkurencja pośrednia (firmy zaspokajające tę samą potrzebę w inny sposób).
I tutaj kluczową sprawą jest ciągła zmiana na rynku. Na przykład fakt, że wiele akcesoriów dla zwierząt można kupić już nie tylko w hipermarketach czy dyskontach, ale także w sklepach ze sprzętem RTV/AGD i oczywiście w internecie.
Ćwiczenie: mapa naszych mocnych stron
Proponuje Ci wykonać w tym momencie ćwiczenie (na czas jego wykonywania odłóż na bok PetInsider, do artykułu wrócisz później), które jest bardzo ważne dla dalszej lektury.
Weź trzy karki papieru albo stwórz w Wordzie (lub innym programie do pisania) tabelę składającą się z trzech kolumn:
Pierwszą (kolumnę lub kartkę papieru) podpisz na górze: Dlaczego nowi klienci mają do mnie przyjść?
Drugą zatytułuj: Dlaczego obecni klienci mają ze mną zostać (zamiast pójść do konkurencji)?
Trzecią: Dlaczego klienci konkurencji mają od niej odejść i przejść do mnie?
Następnie, najbardziej wyczerpująco jak się tylko da, odpowiedz na te pytania. Weź pod uwagę, że wykonując to ćwiczenie potrzebujesz krytycyzmu. Nie będzie ono miało żadnej wartości, jeśli będziesz oszukiwać samego siebie. Jeśli chcesz dostarczać jakąś wartość, ale póki co tego nie robisz, nie wpisuj jej.
Oczywiście weź pod uwagę, że niektóre Twoje argumenty mogą działać w kontekście jednego rodzaju konkurencji, np. innych sklepów zoologicznych, a już nie w przypadku hipermarketów. Inne natomiast odwrotnie. I to będzie dla nas bardzo ważny element, gdy już przejdziemy do negocjacji z klientem. Ćwiczenie wykonane? Jeśli tak, zapraszam do dalszej lektury artykułu.
Klienci
Tutaj również można wymienić całą masę różnych klasyfikacji. Dla nas będzie ważna ta dzieląca klientów ze względu na ich potrzeby:
klient cenowy (szuka najniższej ceny),
klient jakościowy (szuka najwyższej jakości lub prestiżu),
klient emocjonalny (kupuje pod wpływem emocji),
klient pragmatyczny (kupuje funkcjonalnie i rozsądnie),
klient leniwy czy też wygodny (kupuje to, co najłatwiej dostępne).
Ale również, co może Cię zaskoczyć, B2B, B2C i B2G.
B2B oznacza, że sprzedajesz innym firmom, B2C, że do klienta indywidualnego, a B2G (Business to Government), że do klienta samorządowego/rządowego (przetargi, konkursy itp.).
Te dwie klasyfikacje klientów będą potrzebne do naszych dalszych rozważań na temat wzrostu sprzedaży.
Marketing do…
Każde działanie marketingowe powinno uwzględniać grupę docelową. To, do kogo to działanie jest kierowane. Najlepsze firmy swój mix marketingowy konstruują tak, że najróżniejszymi kanałami komunikacji docierają do odpowiednich potencjalnych klientów z komunikatem, który pasuje do tych potencjalnych klientów. To znaczy, że jeśli przykładowo prowadzisz kanał na TikToku, robisz to inaczej, innym językiem i zwracasz uwagę na inne aspekty swojego działania, niż wtedy, gdy wystawiasz się jako sponsor podczas zawodów agility. Ba! Jeśli chcesz zrobić kampanię ulotkową, warto rozważyć, czy nie zróżnicować treści ulotek w zależności od tego, która partia trafi do skrzynek pocztowych na miejskim blokowisku, a która na podmiejskie „bogate” osiedle domków. Słowem: wszystko ma znaczenie.
Jak już pisałem wyżej, absolutnie każde działanie marketingowe ma sprawić, aby do naszego sprzedażowego lejka trafił potencjalny klient. Pierwszym etapem procesu sprzedaży jest bowiem tzw. kontakt z klientem. Jeśli marketing trafia w próżnię, nie sprowadza do nas klientów, żadna sprzedaż nie dojdzie do skutku. Jeśli marketing trafia do niewłaściwej grupy docelowej i nawet sprowadza ją do nas, nadal żadna sprzedaż się nie wydarzy. I nie będzie to winą sprzedawcy, tylko marketingu. Dlatego właśnie tak ważne jest zoptymalizowanie swoich działań marketingowych.
po styczniowych podsumowaniach i planach przychodzi czas na konkrety: co rozwijać, w co inwestować, z czego zrezygnować? Rynek zoologiczny nie zwalnia – zmienia się szybciej niż kiedykolwiek, a właściciele sklepów coraz częściej muszą łączyć rolę sprzedawcy, stratega i lidera zespołu.
W tym wydaniu PetInsidera patrzymy na branżę z kilku perspektyw jednocześnie. Analizujemy globalny rynek private label w karmach dla zwierząt i jego wpływ na lokalne decyzje zakupowe. Przyglądamy się kondycji rynku pet – bez uproszczeń, za to z faktami, trendami i realnymi wyzwaniami, które już dziś odczuwasz w swoim sklepie.
Dużo miejsca poświęcamy zdrowiu – bo karmy weterynaryjne przestały być niszą, a stały się odpowiedzią na realne potrzeby opiekunów psów i kotów. Pokazujemy, jak prowadzić skuteczną rozmowę sprzedażową, mądrze i odpowiedzialnie. Uzupełnieniem są naturalne przysmaki oraz praktyczne argumenty przekonujące do zakupu, które realnie wspierają rozmowę z klientem.
Nie zabraknie też tematów stricte biznesowych: marketing bez budżetu, redesign sklepu, sprzedaż w trudnej lokalizacji, budowanie zespołu i delegowanie zadań tak, żeby sklep nie opierał się wyłącznie na Tobie. Bo stabilny biznes to nie tylko dobre produkty, ale też procesy, ludzie i lojalni klienci.
Ten numer jest dla tych, którzy nie szukają inspiracji „na chwilę”, ale rozwiązań, które pracują przez cały rok.
Miłej lektury – i dobrych decyzji.
Edyta Winiarska-Joniec redaktor naczelna
Spis artykułów - luty 2026
Privet label w karmach dla zwierząt – analiza globalnego rynku 2025–2035
Kondycja rynku pet. Fakty, trendy, wyzwania
Nowości branżowe
Karmy weterynaryjne odpowiedź na realne potrzeby zdrowotne kotów
Karmy weterynaryjne sprecyzowana odpowiedź na realne potrzeby zdrowotne psów
Naturalne przysmaki dla psów – prosty skład, realna wartość sprzedażowa
Mały sklep, wielka misja. Jak zrobić 12-miesięczny marketing bez agencji i bez budżetu
Redesign sklepu zoologicznego od zera w 2026 roku
10 kroków do dream teamu: jak profesjonalna systematyka tworzy najlepsze zespoły
Stały klient to Twój najlepszy ambasador – jak to wykorzystać sprzedażowo
Jak zwiększyć sprzedaż sklepu w słabej lokalizacji?
Jak delegować zadania i stworzyć samodzielny zespół w 90 dni: sprawdzony plan menedżera. Część II
Rozporządzenie EUDR a branża pet – czyli jak wylesianie spotyka się z karmą, gryzakami, zabawkami i akcesoriami dla zwierząt
W każdej branży występują mniej lub bardziej wyraźne peaki sprzedażowe czy sezonowość. W Twojej także. Warto więc je przeanalizować, wyciągnąć wnioski, zaplanować i wdrożyć odpowiednie działania. „Sekret sukcesu to robienie tego, co trzeba, wtedy, gdy trzeba, niezależnie od tego, czy mamy na to ochotę” – mawiał angielski biolog i filozof Thomas Huxley. Nie podejrzewam Cię o to, że Ci się nie chce, że nie masz ochoty. Ale może nie wiesz, „co trzeba” robić. Zainspirowanie Cię do odkrycia tego jest moim dzisiejszym celem.
Z tego artykułu dowiesz się:
czym różni się peak sprzedażowy od sezonowości,
jakie okazje i czynniki mogą wywoływać peaki,
jak wykorzystać święta i okazje do budowania zaangażowania i sprzedaży,
jak wdrożyć skuteczny program lojalnościowy.
Peaki sprzedażowe a sezonowość
Peak sprzedażowy to nagły i intensywny wzrost sprzedaży. Czasami powtarzalny, choć nie zawsze. Jest krótki, trwa maksymalnie kilka dni. Choć widać tendencję wydłużania go do nawet kilku tygodni. Najczęściej związany jest z określoną okazją: mikołajki, Święta Bożego Narodzenia, Black Friday (tutaj tendencję do wydłużania widać najbardziej: Black Week, Black Month), ale także Dzień Kota obchodzony w naszym kraju 17 lutego już od 2006 roku, a międzynarodowy 8 sierpnia (obchodzony od 2002 roku) czy Dzień Psa 1 lipca w Polsce, 26 sierpnia międzynarodowo. Jak widzisz, każdy z tych zwierzaków daje Ci dwie okazje w roku. Ale peak sprzedażowy może być wywołany również nagłą zmianą pogody, gdy np. ze względu na duże upały zwiększa się sprzedaż mat chłodzących.
Sezonowość charakteryzuje się powtarzalnością „jak w zegarku”. Co roku na wiosnę sprzedaje się więcej preparatów przeciwkleszczowych, ale i wszelkich produktów spacerowych i podróżnych. Latem prym wiodą transportery dla zwierzaków. Ludzie przecież podróżują ze względu na wakacje i często zabierają swoje pupile ze sobą. Jesienią królują suplementy wspierające odporność, a tuż przed zimą – ubranka dla psów itp.
Co z tym zrobić?
Warto stworzyć kalendarz, w którym zaznaczysz wszystkie okazje do zwiększenia sprzedaży dzięki sezonowości i przewidywanym peakom. Przed rozpoczęciem każdego takiego „zdarzenia” przeprowadź akcję marketingową. Zaplanuj poszczególne kroki i to, kiedy je zrobisz. Pamiętaj, że klienci często potrzebują zetknąć się z konkretnym komunikatem 5–7 razy, aby byli gotowi się do niego zastosować. Promocje „z dnia na dzień” niestety nie będą skuteczne (wyjątek stanowi tzw. real time marketing).
Ważne!
Pamiętaj, że klienci często potrzebują zetknąć się z konkretnym komunikatem 5–7 razy, aby byli gotowi się do niego zastosować. Promocje „z dnia na dzień” niestety nie będą skuteczne (wyjątek stanowi tzw. real time marketing).
Przykłady
Pomyśl o kampaniach marketingowych polegających na konkursach, edukacji, akcjach CSR (społecznej odpowiedzialności biznesu), takich jak zbiórki produktów dla lokalnego schroniska dla zwierząt czy edukacja skierowana do dzieci na temat adopcji zwierzaków lub dbania o ich dobrostan. Nie zapominaj o kampaniach w formie powiązanych ze sobą serii angażujących postów w social mediach (wybierz takie portale społecznościowe, które odwiedza Twoja grupa docelowa). I nie zapominaj o współpracy z influencerami.
Potencjał marketingowy Dnia Psa/Dnia Kota
Pomyśl o promocjach i rabatach na produkty dla danego pupila. Może warto zaangażować w to któregoś producenta? Rabaty mogą obejmować jeden rodzaj produktów lub wszystkie. Jedną markę lub więcej. Wszystko należy dobrze przemyśleć pod kątem zlojalizowania klienta (czy docenienia tego już stałego).
W social mediach, ale także w samym sklepie możesz przeprowadzić konkurs pt. „Pokaż swojego psa/kota”. Może warto tę koncepcję rozbudować i poprosić o tylko śmieszne zdjęcia albo zdjęcia z produktami określonej marki. Możesz też rozdawać klientom, którzy przekroczyli swoimi zakupami jakąś kwotę, gadżet (np. niedużą kartonową ramkę z kreatywnym napisem reklamującym Twój sklep). Gadżet ten może być elementem koniecznym do wzięcia udziału w konkursie.
A skoro mowa o gadżetach: możesz stworzyć poradnik, pełen ciekawostek czy wkładu edukacyjnego i również go rozdawać – albo wszystkim klientom, albo umieścić go za pay wallem i dostęp do niego rozdawać określonej grupie.
Ważne!
Możesz stworzyć poradnik, pełen ciekawostek czy wkładu edukacyjnego i również go rozdawać – albo wszystkim klientom, albo umieścić go za paywallem i dostęp do niego rozdawać określonej grupie.
Black Month w branży zoologicznej
Coraz więcej firm przedłuża Black Friday. Tradycja tego dnia wyprzedażowego sięga lat 60. ubiegłego wieku i oczywiście narodziła się w Stanach Zjednoczonych. Pojęcie Black Week natomiast stało się popularne w latach 2010–2015. Od 2020 roku duża liczba firm rozpoczęła Black Week już na początku listopada i przeciągnęła go do końca miesiąca. I tak przyjęło się określać listopad mianem Black Month.
Dla Ciebie może to być doskonała okazja do sprzedaży produktów wolniej rotujących. Udzielenie rabatów na produkty premium może sprawić, że część klientów, która normalnie nie sięgnęłaby po nie, zrobi to. Być może przyzwyczają się do jakości i nie będą chcieli wrócić do tańszych odpowiedników.
Ale warto też przygotować jakieś pakiety prezentowe. Według badań Petco Health and Wellness Company, jednej z największych amerykańskich sieci handlowych specjalizujących się w produktach i usługach dla zwierząt domowych, ponad 80% właścicieli zwierząt kupuje im prezenty na święta. Badanie to przeprowadzone zostało w 2021 roku w USA. Jednakże postępująca humanizacja zwierząt (słynne: psiecko i kociecko) w połączeniu z odwieczną ludzką potrzebą rytuałów i celebracji, podlewane paliwem z social mediów sprawiają, że i w Polsce jest to coraz popularniejszy trend.
Black Friday Sale illustration in neon style. Luminous neon words on the wall. Vector illustration for web or print adverts for black friday sales.
Ciekawostka
Według badań Petco Health and Wellness Company, jednej z największych amerykańskich sieci handlowych specjalizujących się w produktach i usługach dla zwierząt domowych, ponad 80% właścicieli zwierząt kupuje im prezenty na święta.
W pewnym sensie możesz jeszcze bardziej przyśpieszyć Black Month. Halloween, które zadomowiło się w naszym kraju, może być okazją do sprzedaży przebrań dla pupili, dekoracji i specjalnie znakowanych smakołyków. Czasem mam wrażenie, że połowa internetu to śmieszne filmiki ze zwierzakami – i tu wracamy do koncepcji konkursu: może tym razem tzw. rolki ze zwierzakami w przebraniach wampirów i innych straszydeł? Klienci mogą wrzucać je na swoje social media z oznaczeniem profilu Twojego sklepu.
A skoro zwierzaki mogą nas straszyć, to mogą też rozczulać. A więc kolejna ludzka okazja: walentynki, może stać się pretekstem do zwierzęcych przebieranek itp.
Ciekawym zagraniem, które może wygenerować peak sprzedażowy (gdy Ci na tym szczególnie zależy, np. zbliża się koniec terminu przydatności czy potrzebujesz zwolnić miejsce w magazynie/na półkach dla nowego towaru), może być tzw. dzień darmowej dostawy. Wyjdź poza schemat. Nawet gdy prowadzisz sprzedaż jedynie stacjonarną, możesz obiecać na swoich social mediach darmową dostawę na określonym obszarze lub dla zamówień powyżej jakiejś kwoty (problematyczna może być tylko kwestia paragonów i przyjęcia płatności, ale skoro pizza i kebab jakoś sobie z tym radzą…).
Za darmo to uczciwa cena
Nie znoszę tego sloganu. Ale coś w nim jest. Klienci uwielbiają dostawać coś gratis. Nawet jeśli wiedzą, że nie jest to za darmo. Pomyśl o dodaniu jakiegoś drobnego prezentu do zamówień powyżej jakiejś kwoty. Albo wprowadź kartę lojalnościową. W mniejszych firmach często jest to wizytówka, na której odwrocie zbiera się pieczątki za każde zakupy powyżej ustalonej kwoty, np. 100 zł. Po zebraniu 10 pieczątek klient otrzymuje rabat na jedenaste zakupy lub drobny prezent.
Ciekawostka
Badania wskazują, że jeśli po pierwszych zakupach klient dostanie kartę, na której trzeba zebrać 11 pieczątek i od razu wbijesz mu 2, jest mniejsza szansa, że porzuci ten program lojalnościowy, niż jeśli dostanie kartę z 10 miejscami na pieczątki i po pierwszych zakupach wbijesz mu jedną. Dla ciebie to to samo, ale dla klienta, który ma już 2/11, motywacja jest sporo większa niż 1/10.
Co teraz?
„Sekret sukcesu to robienie tego, co trzeba, wtedy, gdy trzeba, niezależnie od tego, czy mamy na to ochotę”. Teraz już wiesz, co trzeba. A przynajmniej masz sporo inspiracji. Odłóż więc magazyn, weź kartkę i długopis, laptopa czy telefon komórkowy i stwórz kalendarz okazji do wywoływania peaków sprzedażowych, a następnie zaplanuj swoje działania.
Nowy rok to nie nowe kolory. To nowe nawyki klientów.
W 2026 roku UX/UI przestaje być tłem dla e-commerce i zaczyna grać pierwsze skrzypce w sprzedaży. Opiekunowie zwierząt kupują szybciej, wracają po te same produkty i mają coraz mniej cierpliwości do bałaganu na ekranie telefonu. Jeśli sklep nie nadąża za tym tempem, klient nie analizuje powodów – po prostu znika. Ten artykuł pokazuje, które trendy UX/UI w 2026 roku naprawdę robią różnicę w sklepach zoologicznych i jak przekładają się na sprzedaż, a nie tylko na ładny interfejs.
Z tego artykułu dowiesz się:
które trendy UX/UI 2026 faktycznie przekładają się na decyzje zakupowe w zoologii,
jak zmienia się rola interfejsu w powtarzalnych zakupach karmy, żwirku i akcesoriów,
na co warto zwrócić uwagę w 2026 roku, jeśli chcesz sprzedawać więcej bez zwiększania ruchu.
Jedna zmiana, wiele konsekwencji
Wyobraźmy sobie zwykłą sytuację. Klientka ma już swój zestaw: ta sama karma, ten sam żwirek, te same przysmaki, które sprawdziły się u jej zwierzaka. W 2024 roku była jeszcze gotowa przejść przez kilka ekranów, porównać warianty, doczytać opisy i przeklikać opinie, żeby upewnić się, że wybiera dobrze. Traktowała zakup jak decyzję, która wymaga uwagi i czasu. W 2026 roku ten schemat się zmienia. Klientka nie chce już kupować w klasycznym sensie – chce po prostu uzupełnić zapas i wrócić do swoich spraw. Nie planuje analizować interfejsu, nie zastanawia się, gdzie coś przeniesiono ani dlaczego proces wygląda inaczej niż ostatnio. Jeśli strona nie podpowiada jej kolejnego kroku, nie skraca drogi i nie daje poczucia kontroli, reakcja jest prosta: zamyka kartę i szuka miejsca, które zrobi to szybciej. Bez pretensji i bez refleksji.
I właśnie w tym momencie trendy UX/UI przestają być teorią z prezentacji czy blogów branżowych. W zoologii, gdzie zakupy są powtarzalne i często wykonywane „między jednym a drugim obowiązkiem”, każda sekunda zwłoki i każdy dodatkowy wybór działają na niekorzyść sklepu. To nie design decyduje o sprzedaży, tylko to, czy interfejs potrafi nadążyć za intencją klienta. Jeśli nie, koszyk się nie domknie – nawet przy najlepszej ofercie.
Statystyka!
Czy wiesz, że 9 na 10 firm deklaruje, że chce konkurować przede wszystkim doświadczeniem (obsługą i wygodą), a nie samym produktem czy ceną? To sygnał, że UX/UI w 2026 roku przestaje być „ładnym dodatkiem” i staje się realnym narzędziem sprzedaży.
UX oparty na intencji, nie na eksploracji
Jednym z najmocniejszych trendów UX 2026 jest projektowanie pod konkretną intencję użytkownika, a nie pod przeglądanie oferty. W sklepach zoologicznych ta intencja jest wyjątkowo czytelna: uzupełnić zapas, znaleźć zamiennik, kupić dokładnie to samo. Interfejsy coraz częściej skracają drogę do celu, eliminując elementy, które nie pomagają w decyzji tu i teraz. Strona główna przestaje być witryną promocyjną, a zaczyna działać jak panel sterowania. Historia zakupów, ostatnio oglądane produkty, szybkie skróty do kategorii weterynaryjnych – to wszystko nie jest już funkcją premium, tylko standardem oczekiwanym przez użytkownika.
Po czym poznasz, że to działa? Użytkownicy rzadziej wracają do listy kategorii, szybciej trafiają na produkt i częściej zaczynają ścieżkę od znanych elementów, a nie od wyszukiwania.
A business professional touches a glowing digital screen showing growth trends and projections. The futuristic interface highlights future data points, symbolizing innovation and strategic planning.
Decyzja ma zapaść bez czytania instrukcji
Trend UX/UI 2026 wyraźnie pokazuje jedno: interfejs ma tłumaczyć się sam. W zoologii oznacza to odejście od długich opisów i przeniesienie sensu decyzji bliżej góry ekranu. Karta produktu coraz częściej odpowiada na kluczowe pytania, zanim użytkownik zacznie scrollować. Co to jest, dla jakiego zwierzaka, ile kosztuje i czy jest dostępne – to absolutne minimum. W tej branży dochodzą jeszcze dwie rzeczy: informacja, na jak długo wystarczy opakowanie, oraz czy skład wyklucza alergeny. Gdy te elementy są widoczne od razu, użytkownik nie musi analizować zakupu, tylko go finalizuje.
W 2026 roku projektowanie kart produktów coraz częściej polega na usuwaniu wahań, a nie dodawaniu treści. Im mniej miejsc, w których klient musi się domyślać, tym większa szansa, że kliknie „dodaj”.
Personalizacja bez deklaracji
Jednym z ciekawszych trendów UX/UI 2026 jest personalizacja, która nie wymaga konfiguracji. Użytkownik nie chce zaznaczać preferencji, tworzyć profilu ani odpowiadać na pytania. Oczekuje, że system „pamięta”, co robił wcześniej. W sklepach zoologicznych oznacza to coraz większą rolę automatycznych podpowiedzi: znane smaki, pasujące zamienniki, logiczne rekomendacje przy braku towaru. Interfejs nie pyta, czy to dla psa, czy kota, bo już to wie. Nie proponuje losowych bestsellerów, tylko produkty zgodne z dotychczasową rutyną.
Efekt? Mniej porzuceń na „brak w magazynie” i więcej domkniętych koszyków mimo niedostępności pierwotnego wyboru.
Ważne! Trendy UX/UI na 2026 roku nie polegają na nowym wyglądzie. One przesuwają odpowiedzialność za sprzedaż z reklamy na interfejs: to ekran ma skracać decyzję, usuwać wątpliwości i prowadzić do kolejnego zakupu bez tarcia.
Spokój zamiast efektów
UI w 2026 roku wyraźnie skręca w stronę spokojnych, przewidywalnych interakcji. Animacje, przejścia i efekty nadal istnieją, ale mają jedno zadanie: potwierdzić, że system działa. W zoologii ma to ogromne znaczenie. Klient, który kupuje na telefonie, często robi to w biegu. Gdy cena się przelicza, wariant zmienia albo dostępność aktualizuje, strona nie może „skakać”. Trend 2026 to interfejs, który reaguje subtelnie i nie wyrywa użytkownika z kontekstu.
Po czym widać różnicę? Mniej cofnięć, mniej przypadkowych kliknięć i krótszy czas między wyborem wariantu a dodaniem do koszyka.
UX jako narzędzie utrzymania klienta
W 2026 roku UX/UI coraz częściej przejmuje rolę, którą jeszcze niedawno przypisywano głównie marketingowi. To nie kampania przypomina o potrzebie zakupu, lecz sam interfejs robi to w odpowiednim momencie i w naturalny sposób. Strona podpowiada, że kończą się zapasy, skraca drogę do znanego produktu i pozwala wrócić dokładnie tam, gdzie klient był ostatnio. Dzięki temu kolejne zakupy nie wymagają impulsu z zewnątrz – dzieją się wtedy, gdy faktycznie są potrzebne.
W sklepach zoologicznych ten trend widać szczególnie wyraźnie, bo zakupy mają charakter rutynowy i powtarzalny. Przypomnienia o karmie, szybkie „kup ponownie”, sensowne zamienniki w razie braku produktu oraz historia zakupów dostępna jednym tapnięciem sprawiają, że klient nie musi niczego planować ani pamiętać. Wraca nie dlatego, że zobaczył kolejną reklamę, ale dlatego, że proces jest prosty, przewidywalny i dopasowany do jego codzienności. W efekcie UX/UI staje się cichym mechanizmem lojalności – takim, który działa w tle i realnie wpływa na sprzedaż, bez krzyczenia promocjami.
Wskazówka! Weź 10 ostatnich zamówień swoich stałych klientów i sprawdź, czy Twój sklep potrafi je odtworzyć w 30–60 sekund: ten sam produkt, ten sam wariant, podobna dostawa. Jeśli za każdym razem trzeba szukać od zera, to nie problem marketingu – tylko UX.
Co sprawdzić na początku 2026 roku
Zanim zaczniesz planować nowe kampanie, warto spojrzeć na swój sklep z innej perspektywy. Przejdź całą ścieżkę na telefonie i zadaj sobie proste pytania: czy da się szybko wrócić do znanego produktu, czy karta usuwa wątpliwości bez czytania, czy brak towaru kończy się ścianą. Taki przegląd można zrobić samodzielnie albo z pomocą doświadczonej agencji UX/UI, która przełoży obserwacje na konkretne wnioski i makiety zmian. W 2026 roku to właśnie te detale decydują, czy ruch zamienia się w sprzedaż.
Na progu nowego roku
Rok 2026 w zoologii nie wygra się budżetem ani hałasem. Wygrają sklepy, w których UX/UI realnie pomaga kupić: szybciej, spokojniej, bez wahania. Jeśli interfejs prowadzi i szanuje rutynę klienta, sprzedaż domyka się sama. Jeśli nie – nawet najlepszy produkt przegra z prostszym doświadczeniem u konkurencji.