targi to nie wycieczka. To inwestycja – w wiedzę, relacje i rozwój biznesu. Ale by ta inwestycja się opłaciła, trzeba się dobrze przygotować. W tym numerze PetInsidera pomagamy przygotować się do targów tak, by nie wrócić tylko z torbą ulotek, ale z notesem pełnym konkretnych kontaktów, produktowych odkryć i planów, które od razu możecie wprowadzić w życie.
Podpowiadamy, które stoiska warto odwiedzić i gdzie szukać nowości mogących wzmocnić ofertę sklepu. Przypominamy, że skuteczne przygotowanie to nie tylko lista wystawców, ale też gotowość do rozmów – i umiejętność ich prowadzenia. Dlatego w tym numerze znajdziecie również praktyczne wskazówki, jak rozpocząć spotkanie z efektem WOW i jak finalizować sprzedaż, a dodatkowo dowiecie się, dlaczego czasem przegrywamy negocjacje… zanim jeszcze je zaczniemy.
Poruszamy też ważne tematy doradcze: jak rozmawiać z klientami o nadwadze ich pupila, jakie karmy i suplementy polecać oraz jak wspierać zwierzęta przez pracę z emocjami i behawiorem. To wiedza, która przekłada się na zaufanie – i na lepszą sprzedaż.
W dziale „Prawo” przybliżamy temat European Accessibility Act – nowego rozporządzenia, które zmienia wymagania wobec e-sklepów. To ważny krok ku większej dostępności, ale też wyzwanie, na które warto przygotować się już dziś.
Z kolei w rozmowie z Karolem Krykwińskim przyglądamy się dynamicznym cenom – tematowi, który dotyka dziś każdej branży. A jeśli zastanawiacie się, jak zaangażować zespół w działania targowe – mamy dla Was pięć sprawdzonych sposobów.
Na koniec zapraszamy na chwilę oddechu – wakacyjne absurdy pokazują, że dystans i poczucie humoru bywają równie potrzebne, co dobra strategia sprzedaży.
Życzymy inspirującej lektury i mądrych przygotowań do targów – takich, które naprawdę zaprocentują.
Edyta Winiarska-Joniec redaktor naczelna
Spis artykułów - lipiec 2025
Targi to nie wycieczka. Jak się przygotować, żeby coś z nich wynieść
Nowości branżowe
Czas to zmiany: to, co najlepsze, w nowym wydaniu
Jakie stoiska warto odwiedzić na PetExpo
Odkryj najlepsze produkty i nowości na PetExpo
Za gruby kot – jak wspierać opiekuna kota z nadwagą
Jak zapobiegać nadwadze i otyłości u psów? Karmy niskokaloryczne
Emocje, relacje, nauka: jak terapie behawioralne zmieniają życie zwierząt
Pozycjonowanie strony internetowej marki oraz e-commerce poza własną stroną
Dlaczego przegrywasz negocjacje, zanim zaczniesz?
Finalizacja sprzedaży – jak skutecznie domknąć transakcję?
Jak zrobić mocne rozpoczęcie spotkania w sklepie – z efektem WOW! Część I
Dynamiczne ceny w branży pet – wywiad z Karolem Krykwińskim
5 skutecznych sposobów na zwiększenie zaangażowania zespołu na targach
European Accessibility Act a sklep internetowy. Co oznacza nowa ustawa dla e-commerce?
W artykule Budowanie widoczności strony internetowej w Google: 9 wskazówekktóry ukazał się w lutowym wydaniu PetInsidera, opisałem kilka sposobów, jak zacząć samodzielnie budować widoczność strony marki lub sklepu internetowego w wynikach wyszukiwania Google. W tym wydaniu skoncentruję się na jednym z kluczowych czynników mających wpływ na budowanie organicznej widoczności w wynikach wyszukiwania Google – tworzeniu treści blogowych.
Z artykułu dowiesz się:
dlaczego artykuły poradnikowe pomagają budować widoczność w Google,
jak pisać treści przyjazne zarówno dla użytkowników, jak i algorytmów,
skąd brać pomysły na tematy blogowe i jak często publikować.
Dlaczego artykuły poradnikowe mają znaczenie w pozycjonowaniu?
Wyszukiwarka Google to główne źródło informacji dla użytkowników internetu na całym świecie. W lutym bieżącego roku jej udział w rynku wyszukiwarek wyniósł 90%. To źródło informacji o produktach, usługach, sposobach dotarcia do różnych miejsc. Wyszukiwarka Google pełni również funkcję agregatora treści poradnikowych na różnorodne tematy. Mimo że interfejs wyszukiwarki zmienia się od lat, w dalszym ciągu jej filarowym narzędziem jest zestawianie najbardziej trafnych artykułów na poszukiwane przez użytkowników tematy.
Co ważne, artykuły poradnikowe idealnie wpisują się w tzw. search intent – czyli intencję wyszukiwania. Gdy ktoś pyta: „jak wybrać drapak dla kota” lub „czym karmić starszego psa”, Google szuka treści, które najlepiej odpowiedzą na te konkretne pytania.
Pisząc wprost: Google utrzymuje swoją dominującą pozycję dzięki twórcom treści, które wyszukiwarka podpowiada użytkownikom, a nawet kompiluje. Dlatego jeden dobrze napisany artykuł może generować wejścia na stronę marki lub sklepu przez wiele miesięcy.
Jako ekspert w swojej branży możesz samodzielnie – i z dobrymi efektami – zacząć tworzyć treści poradnikowe, które z czasem mogą generować wejścia na Twoją stronę internetową. Musisz jednak wiedzieć, że sama wiedza ekspercka to za mało, ponieważ Google zwraca uwagę na nieco inne aspekty artykułów niż czytelnicy.
keywords on a website for content businessman Search keywords on a laptop, browse in the office, optimize SEO engine communication on the computer, find data analysis, and advertise on the internet.
Jak Google „czyta” strony internetowe?
Google nie analizuje artykułów tak jak człowiek – roboty indeksujące czytają kod, strukturę nagłówków, analizują linki i sprawdzają, czy artykuł odpowiada na potrzeby użytkownika. Najważniejsze dla algorytmów jest jednak to, co i jak piszesz. Im lepiej dopasujesz treść do zapytań i intencji wyszukiwanych przez ludzi, tym większa szansa, że Google pokaże Twoją stronę wyżej.
Dla Google liczy się:
unikalność i użyteczność treści,
aktualność (czy tekst nie jest przestarzały),
głębokość informacji (czy temat jest wyczerpany),
doświadczenie i autorytet autora (czy wiadomo, kto za tym stoi).
EEAT (czyli Expertise, Experience, Authoritativeness, Trustworthiness) to sposób, w jaki Google ocenia jakość treści. W skrócie: Google promuje treści tworzone przez osoby, które naprawdę znają się na rzeczy i potrafią to udowodnić.
Co to znaczy w praktyce?
Podpisuj artykuły imieniem i nazwiskiem.
Pokaż, że masz doświadczenie w branży (np. „od 14 lat prowadzę sklep zoologiczny”).
Linkuj do badań, źródeł, publikacji.
Nie kopiuj – twórz własne treści na podstawie fachowej wiedzy.
Jak pisać artykuły dla czytelników i algorytmu?
Google pracuje nad swoimi algorytmami już od ponad 20 lat. Ich ewolucja doprowadziła do momentu, w którym artykuły sztucznie upakowane frazami tracą na znaczeniu. Obecnie algorytmy Google potrafią rozpoznać kontekst i zamiar użytkownika. Dlatego najważniejsze jest, żeby pisać językiem naturalnym – czyli jasno, konkretnie i bez zbędnych zapychaczy.
Algorytm analizuje, co użytkownicy wpisują do wyszukiwarki Google, skanuje treści artykułów i proponuje najbardziej trafne odpowiedzi. To oznacza, że przed napisaniem artykułu konieczne jest przygotowanie jego struktury.
Dobrze zbudowana struktura to fundament skutecznego artykułu blogowego. Dzięki niej użytkownik szybciej odnajdzie potrzebne informacje, a algorytm lepiej zrozumie tematykę tekstu.
W artykule stosuje się nagłówki hierarchiczne – jak w drzewie:
H1 – tytuł wpisu blogowego (np. „Kocimiętka dla kota – co warto wiedzieć?”). Każdy tekst ma tylko jeden nagłówek H1 – to jak tytuł książki.
H2 – główne sekcje tematyczne artykułu (np. „Jak działa kocimiętka na kota?”). To rozdziały tekstu. Dobrze, by każdy zawierał frazę kluczową w naturalnym kontekście.
H3 – podrozdziały, które rozwijają daną sekcję (np. „Dlaczego nie każdy kot reaguje na kocimiętkę?”). Możesz tu rozwijać tematy szczegółowe, np. „formy podania”, „bezpieczeństwo”.
H4 – dodatkowe szczegóły, np. w punktach, tabelach czy opisach produktów.
Dobrze zaplanowane nagłówki pomagają użytkownikowi odnaleźć się w treści, ułatwiają wyszukiwanie konkretnych informacji, zatrzymują go na dłużej i jednocześnie sygnalizują algorytmom Google, jaka jest struktura tematyczna tekstu.
Wskazówka! Pisząc plan tekstu, zacznij od nagłówków H2 i H3. Dopiero później wypełnij je treścią. To oszczędza czas i pozwala uporządkować myśli.
Skąd czerpać pomysły na artykuły?
Tworząc pomysły na artykuły, kieruj się zawsze jedną podstawową zasadą: nie wymyślaj ich w przypadkowy sposób. By pisanie było celowe, powinno odpowiadać na potrzeby użytkowników wyszukiwarki Google. Najlepsze tematy to te, które wynikają z realnych pytań, jakie ludzie wpisują do wyszukiwarki. I tutaj z pomocą przychodzi kilka prostych, darmowych narzędzi.
Pierwszym z nich jest Google „Inne pytania” (People Also Ask). Po wpisaniu dowolnej frazy Google pokaże powiązane pytania, które zadają inni użytkownicy. Z kolei Google Suggest, czyli automatyczne podpowiedzi podczas wpisywania frazy w wyszukiwarkę, to kolejne źródło popularnych zapytań.
Prawidłową praktyką jest też przeglądanie blogów konkurencji, szczególnie tych, które regularnie pojawiają się w top 10 wyników wyszukiwania. Sprawdź, o czym piszą, jak tytułują swoje artykuły, jakie pytania poruszają. To doskonałe źródło inspiracji – ale nie do kopiowania, tylko do tworzenia lepszych, bardziej wyczerpujących i aktualnych treści.
Kiedy już masz listę pytań, pora zamienić je w konkretne tematy. Za każdą frazą stoi konkretna intencja. Twoim zadaniem jako autora jest zrozumieć, czego użytkownik szuka – informacji, porady, opinii? Przykład: zapytanie „czy kocimiętka jest bezpieczna dla kota?” możesz przerobić na temat blogowy: „Czym jest kocimiętka i jak działa na kota?”.
Jak często publikować i jak długie powinny być artykuły?
W internecie można znaleźć wiele wskazówek dotyczących idealnej długości artykułów blogowych. Najlepiej wykonać prostą analizę konkurencji. Sprawdź długość trzech pierwszych artykułów w wynikach wyszukiwania na interesujące Cię zapytanie. Wystarczy policzyć średnią liczbę znaków ze spacjami (możesz to zrobić np. za pomocą darmowej wtyczki do Chrome – Character Count).
Pamiętaj jednak, że długość to tylko jeden z wielu czynników rankingowych. Google promuje przede wszystkim treści, które w pełni odpowiadają na potrzeby użytkowników, więc czasem wystarczy 800 słów, a czasem potrzeba nawet 2500, jeśli temat jest złożony.
Jeśli chodzi o częstotliwość publikowania, dobrze jest przyjrzeć się, jak robią to liderzy w Twojej branży. Jeżeli Twoi konkurenci publikują 10, 15 czy 20 wpisów miesięcznie, warto mieć to na uwadze. Ale uwaga: nie chodzi o to, by ich „przepisać”, tylko dostosować tempo do swoich możliwości. Bezpieczniejszą i skuteczniejszą strategią jest trzymanie się średniej liczby publikacji dla branży i utrzymywanie regularności publikacji artykułów.
Czy warto pisać samodzielnie, czy lepiej zlecić pisanie agencji?
Własnoręczne pisanie artykułów ma najwyższą wartość. Budujesz w ten sposób swoją rozpoznawalność i eksperckość, co ma znaczenie również dla algorytmu Google, który analizuje, jak często publikuje dany autor w internecie. Pisząc samodzielnie, porządkujesz wiedzę, lepiej rozumiesz potrzeby użytkowników wyszukiwarki i tworzysz unikalny głos marki, którego nie da się podrobić.
Z drugiej strony pisanie artykułów na bloga to czasochłonny proces. Jeśli chcesz publikować regularnie i zadbać o optymalizację pod kątem SEO, grafiki, formatowanie i analizę wyników – warto rozważyć współpracę z copywriterem lub agencją. Możesz w ten sposób zyskać czas i skupić się na prowadzeniu firmy.
Optymalnym rozwiązaniem może więc być podział obowiązków według kompetencji:
Ty piszesz teksty eksperckie, bazujące na Twoim doświadczeniu.
Agencji lub freelancerowi zlecasz artykuły ogólne, poradnikowe, które nie wymagają specjalistycznej wiedzy.
Blogowanie a strategia pozycjonowania
Pisanie artykułów poradnikowych nie może być w dłuższej perspektywie czasu oderwane od szerokiej strategii pozycjonowania strony marki lub sklepu internetowego. Jak w przypadku większości działań w internecie, tworzenie bloga na stronie marki lub w sklepie internetowym powinno być nakierowane na określone, mierzalne cele i wspierane innymi działaniami z zakresu pozycjonowania, takimi jak social media marketing, link building czy SEO (o czym więcej napiszę w kolejnym artykule).
czy targi to tylko wycieczka? Na pewno nie, jeśli prowadzicie sklep zoologiczny i chcecie wycisnąć maksimum korzyści z udziału w wydarzeniu. Czerwcowy PetInsider to konkretne wsparcie przed sezonem wyjazdowym – i przed kolejnymi targami, które mogą być impulsem do realnych zmian w Waszych biznesach.
W tym numerze znajdziecie praktyczny przewodnik: jak przygotować się do targów, by nie wrócić z torbą ulotek, tylko z głową pełną pomysłów i planem na rozwój. Doradzamy też, co warto mieć na sklepowych półkach latem – od chłodzących akcesoriów po sezonowe suplementy.
Sprawdzimy, jak rozmawiać z klientami o żywieniu – konkretnie, odpowiedzialnie i z empatią. Podpowiadamy, jak wyjaśniać działanie karm typu urinary dla kotów, jak prowadzić rozmowę z opiekunem ciężarnej suki i na co zwrócić uwagę przy wyborze naturalnych przysmaków. To właśnie taka wiedza pozwala budować zaufanie i sprzedawać mądrze.
Nie zabraknie tematów sprzedażowych: rozwijamy cykl o skutecznej rozmowie z klientem, pokazujemy, jak radzić sobie z obiekcjami i co zrobić, by nie być tylko sprzedawcą, ale prawdziwym doradcą. Dla tych, którzy chcą budować mocne zaplecze, mamy tekst o tym, jak być liderem, który inspiruje. Dla cyfrowych strategów – materiał o monitoringu digital shelf i o tym, jak UX sklepu online wpływa na zysk.
Na koniec ważna informacja prawna: przybliżamy Wam GPSR – nowe unijne rozporządzenie o ogólnym bezpieczeństwie produktów, które każdy właściciel sklepu zoologicznego powinien znać.
Wierzymy, że ten numer będzie dla Was wsparciem – nie tylko na sezon letni, ale też w długofalowym budowaniu sklepu, który doradza, inspiruje i wyróżnia się na tle konkurencji.
Życzymy owocnej lektury i udanych przygotowań do targów!
Spis artykułów - czerwiec 2025
Jak wyciągnąć maksimum z targów zoologicznych
Nowości branżowe
Żywienie suki w ciąży jak doradzić klientowi mądrze i odpowiedzialnie
Jakie naturalne przysmaki dla psa warto polecać klientom
Karma urinary – klucz do zdrowia układu moczowego kota
Suplementy w sklepie zoologicznym: jak edukować i sprzedawać odpowiedzialnie
Wakacyjny must have w Twoim sklepie zoologicznym
Marka własna? Zrób to w stylu premium
Nie obniżaj ceny. Popraw UX
Nie pytasz – nie sprzedajesz! Rozmowa o potrzebach w sklepie zoologicznym
Nie bądź tylko sprzedawcą – zostań doradcą: etapy skutecznej sprzedaży
Jak skutecznie radzić sobie z obiekcjami klienta?
Jak wykorzystać monitoring digital shelf, aby zdominować rynek zoologiczny?
Lider na zapleczu: jak być szefem, który inspiruje, a nie tylko rozdziela zadania?
GPSR – nowe rozporządzenie w sprawie ogólnego bezpieczeństwa produktów
za nami Zoomark 2025 – jedno z najważniejszych wydarzeń w branży zoologicznej. W tym numerze podsumowujemy to, co warto zapamiętać z tegorocznej edycji targów w Bolonii. Przypominamy też, że ruszyła rejestracja na PetExpo 2025 – największe wydarzenie zoologiczne w Polsce. To dobry moment, by zaplanować udział, zarezerwować czas i miejsce na rozwój kontaktów handlowych.
W części eksperckiej i poradnikowej stawiamy na tematy, które mają praktyczne zastosowanie w codziennej sprzedaży. Znajdziecie tu m.in. artykuł o tym, jak edukować klientów i uzasadniać wyższą cenę karm premium i superpremium dla szczeniąt, jak rozmawiać o saszetkach dla kotów i dlaczego ten drobny produkt może mieć duży potencjał sprzedażowy. Omawiamy też zasady holistycznej pielęgnacji sierści oraz wskazujemy, w jaki sposób suplementy, np. od marki BEMO, mogą wspierać zdrowie i wygląd psa.
Nie zapominamy o rozwijaniu kompetencji sprzedażowych – kontynuujemy cykl „Sprzedaż krok po kroku” oraz publikujemy drugi odcinek tekstu o wspieraniu pracowników w kryzysie. Wierzymy, że troska o zespół, dobre relacje i odpowiednia atmosfera w pracy są równie ważne jak dobrze dobrany asortyment.
Z kolei dla tych, którzy chcą rozwijać markę i sklep w internecie, przygotowaliśmy materiały o UX w e-commerce, a także o tym, dlaczego brand potrzebuje nie tylko dobrego logo, ale też charakterystycznego bohatera, który pomoże wyróżnić się na tle konkurencji.
Całość uzupełnia druga część poradnika o monitorowaniu cen – temat, który wraca nie bez powodu. W czasach dynamicznych zmian cen i dużej konkurencji kontrola nad polityką cenową staje się kluczowa.
Wierzymy, że ten numer będzie dla Was wartościowym narzędziem – zarówno w codziennej pracy, jak i w długofalowym planowaniu rozwoju.
Spis artykułów - maj 2025
Zoomark 2025 – podsumowanie targów w Bolonii
PetExpo 2025 – już możesz się zarejestrować!
Nowości branżowe
Karmy premium i superpremium dla szczeniąt – jak uzasadnić wyższą cenę?
Saszetki dla kota – mały produkt, duży potencjał sprzedażowy
Holistyczna pielęgnacja sierści psa – szampony, odżywki i suplementy
Piękna sierść? Tak, poproszę!
UX w e-commerce dla branży zoologicznej
Nie tylko logo ma znaczenie. Dlaczego Twój brand potrzebuje własnego bohatera
Jak skutecznie monitorować ceny w sklepie zoologicznym. Część II
Prezentacja produktu – jak przekonać klienta do zakupu
Sztuka rozpoczynania rozmowy, czyli jak zagajać, aby wzbudzić emocje i zainteresowanie klienta!
Jak skutecznie wspierać pracowników w kryzysie: praktyczny przewodnik. Część II
„Kolor jest siłą, która bezpośrednio wpływa na duszę”– mawiał Johannes Itten, szwajcarski artysta i teoretyk sztuki. Gdyby zajmował się marketingiem w branży zoologicznej, pewnie dodałby: „…a także na decyzje zakupowe opiekunów zwierząt”. Kolory nie tylko przyciągają wzrok, ale też wywołują określone emocje i podświadomie kierują nas w stronę konkretnego produktu. Co więcej, nie tylko ludzie reagują na kolory – nasze czworonogi również! Zatem jak skutecznie wykorzystać psychologię barw w sprzedaży zoologicznej? Czas to sprawdzić!
Z artykułu dowiesz się:
które kolory najlepiej przyciągają klientów w sklepie zoologicznym,
jak barwy wpływają na emocje i decyzje zakupowe,
jak zwierzęta postrzegają kolory i dlaczego ma to znaczenie.
Kolor daje głos!
Wyobraź sobie, że właśnie wchodzisz do swojego sklepu i widzisz klienta stojącego w głębokiej zadumie przed półką z karmami. W jednej ręce trzyma opakowanie biało-niebieskie, w drugiej – intensywnie czerwone. Które wybierze? Odpowiedź brzmi: to zależy. A konkretnie – od jego potrzeb i tego, jakie emocje wywołuje w nim dany kolor. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, jak błyskawicznie barwy wpływają na decyzje zakupowe. Nasz mózg przetwarza kolor w mniej niż 100 milisekund – szybciej niż szczeniak dopadnie upuszczony smakołyk. I co najważniejsze, barwy docierają do części mózgu odpowiedzialnej za emocje, a nie za logiczne myślenie. To dlatego czasem klient mówi: „Nie wiem dlaczego, ale czuję, że to dobry wybór!”.
Czerwony
Nieprzypadkowo czerwień króluje w akcjach promocyjnych. Badania pokazują, że czerwone przyciski „Kup teraz” zwiększają konwersję o 21% w porównaniu do zielonych. Ten kolor podnosi tętno, pobudza do działania i… zachęca do natychmiastowego zakupu. W branży zoologicznej czerwień często pojawia się na opakowaniach przysmaków, zwłaszcza tych, które mają być nagrodą. A teraz wróćmy do Twojego klienta. Właśnie adoptował szczeniaka, który jest istnym wulkanem energii. Widząc czerwone opakowanie, podświadomie myśli: „O! Coś pysznego, mój psiak to pokocha!”.
Niebieski
A co, jeśli ma starszego, schorowanego pupila? Wtedy intensywna czerwień może go wręcz odstraszyć. W końcu szuka czegoś sprawdzonego, bezpiecznego, polecanego przez weterynarzy. I tutaj na scenę wkracza niebieski, kojarzony z profesjonalizmem i zaufaniem.
Ciekawostka
Czy wiesz, że aż 33% marek z listy Fortune 500 używa go w swoich logotypach. Strony internetowe z niebieskim tłem osiągają o 17% wyższe wskaźniki wiarygodności.
Biały
A biel – symbol sterylności i czystości – jest podstawą w klinikach weterynaryjnych i na opakowaniach karm leczniczych. Twój klient patrzy na niebiesko-białą paczkę i myśli: „To bezpieczny wybór, eksperci wiedzą, co robią”. Nic dziwnego, że marki takie jak Royal Canin czy Hill’s bazują na tych kolorach, podkreślając swoje naukowe podejście do żywienia zwierząt.
Kolory oczami czworonogów
A jak to wygląda w świecie zwierząt? Psy i koty widzą kolory inaczej niż ludzie, ale to nie znaczy, że nie reagują na ich obecność. Koty na przykład nie rozpoznają czerwieni, ale za to doskonale widzą kontrasty. To dlatego przysmaki i zabawki dla kotów często mają intensywne, kontrastujące kolory, np. fioletowy, żółty czy czerwony. Wyobraź sobie, że kot ma do wyboru dwie zabawki: jedną w neutralnych barwach, drugą w jaskrawych. Którą wybierze? Oczywiście tę, która się wyróżnia!
Morał tej historii? Kolor nie jest przypadkowy, to narzędzie, które może działać na korzyść Twojego biznesu. Warto o tym pamiętać, kiedy wybierasz asortyment do swojego sklepu!
Ważne!
Niebieski – profesjonalizm i zaufanie
Czerwony – energia i impuls do zakupu
Zielony – zdrowie i naturalność
Żółty – szybkie decyzje i optymizm
Pomarańczowy – entuzjazm i zabawa
Biel – czystość i bezpieczeństwo
Najpierw poznaj naturę kolorów
Czy wiesz, że aż 85% konsumentów przyznaje, że barwa ma kluczowe znaczenie w podejmowaniu decyzji zakupowych? To oznacza jedno: dobrze dobrane kolory mogą sprawić, że Twój sklep zoologiczny stanie się magnesem na klientów. Pierwszy krok do sukcesu to poznać ich kod.
Sprzedajesz głównie karmy weterynaryjne, suplementy lub oferujesz usługi profesjonalnej opieki nad zwierzętami? Postaw na odcienie niebieskiego i biel. Naukowcy odkryli, że niebieski aktywuje obszary mózgu związane z zaufaniem o 18% szybciej niż neutralne barwy, a jego obecność w brandingu zwiększa postrzeganą wiarygodność o 17%. Biel natomiast kojarzy się z czystością i profesjonalizmem – nieprzypadkowo dominuje w klinikach weterynaryjnych.
Jeśli Twój sklep promuje produkty bio, wybierz odcienie zieleni i żółci. Zielony to symbol zdrowia i naturalności – badania pokazują, że 68% konsumentów łączy go z produktami premium bazującymi na naturalnych składnikach. A żółty? Przyspiesza decyzje zakupowe – opakowania z tym kolorem są wybierane o 55% szybciej!
Jeśli dużą część Twojego asortymentu stanowią przysmaki, zabawki i akcesoria, postaw na czerwień i pomarańcz! Czerwień pobudza ciało migdałowate w mózgu, wywołując impuls do natychmiastowego zakupu. To dlatego dominuje w fast foodach – i równie skutecznie zadziała w Twoim sklepie zoologicznym!
Dla marek promujących wartości ekologiczne ziemiste barwy, jak terakota i szałwia, to strzał w dziesiątkę. Kampanie z ich wykorzystaniem notują 33% większą skuteczność, a ich obecność na opakowaniach zwiększa skojarzenia z ekologią o 79%. Co ciekawe, ptaki otoczone tymi kolorami odczuwają 28% mniej stresu – idealny wybór do działu z akcesoriami dla pierzastych przyjaciół!
Chcesz przyciągnąć młodszych odbiorców, szczególnie w mediach społecznościowych? Neonowe, wyraźne kolory to Twoi sprzymierzeńcy. Dobrym wyborem będą odcienie koralowe i turkusowe. Produkty w tych barwach generują 57% więcej treści tworzonych przez użytkowników na Instagramie i TikToku.
Jeśli Twoja marka ma kojarzyć się z luksusem, postaw na monochromatyczne gradienty. Produkty z takim brandingiem są postrzegane jako bardziej ekskluzywne, a ich wartość oceniana jest o 44% wyżej. Nawet strony internetowe z gradientami przyciągają uwagę użytkowników o 68% dłużej.
W kolejnym kroku spróbuj zrozumieć naturę social mediów
Kolor – skojarzenie – gotowy wybór. Gdyby to było takie proste… Zanim dokonasz wyboru, weź pod uwagę jedno z najpotężniejszych narzędzi marketingowych dla sklepów zoologicznych: social media. Odpowiedni dobór kolorystyki w postach, reklamach i grafikach może znacząco zwiększyć ich skuteczność.
Na Instagramie, gdzie dominują treści wizualne, najlepiej sprawdzają się żywe, nasycone odcienie zieleni.
Na Facebooku, gdzie użytkownicy często szukają rzetelnych informacji, stonowane odcienie błękitu w reklamach weterynaryjnych obniżają wskaźnik odrzuceń o 34%, co oznacza, że ludzie chętniej czytają treści i podejmują działania.
Na TikToku, który opiera się na szybkim, dynamicznym przekazie, najlepiej działają neonowe akcenty w filmikach z zabawkami dla zwierząt, które zwiększają liczbę udostępnień o 41%. Kontrastowe kolory sprawiają, że treści są bardziej czytelne i zapadają w pamięć, co jest kluczowe na tej platformie.
Na LinkedIn, który skupia się na budowaniu wizerunku eksperta i networkingu, dobrze sprawdzają się granatowe i niebieskie akcenty, które budują poczucie profesjonalizmu i zaufania.
Profile marek zoologicznych używających tej kolorystyki w postach edukacyjnych i materiałach B2B odnotowują 17% wyższe zaangażowanie w treści eksperckie. Co więcej, publikacje z grafikami w odcieniach błękitu i bieli mają o 23% większy współczynnik kliknięć, co sprawia, że LinkedIn jest świetnym miejscem do promowania weterynaryjnych produktów i konsultacji specjalistycznych.
Nie tylko same kolory, ale również sposób ich wykorzystania ma znaczenie. Kontrastowe połączenia sprawiają, że treści są bardziej czytelne i zapadają w pamięć. Warto zwrócić uwagę na zasady kontrastu zgodne z wytycznymi ADA – minimalny stosunek 4,5 do 1 sprawia, że tekst na tle grafiki jest czytelny dla największej liczby osób.
Istotnym elementem wizualnej strategii marki w social mediach jest również dostosowanie kolorystyki do emocji i celów kampanii. Na przykład pomarańczowe przyciski „Adoptuj mnie” w kampaniach schronisk zwiększają liczbę zapytań o zwierzęta o 19%, a użycie sezonowych schematów kolorystycznych (np. odcieni dyni w październiku) zwiększa sprzedaż o 22%. Dzięki świadomemu podejściu do kolorów i ich dopasowaniu do platformy oraz grupy docelowej marki zoologiczne mogą osiągnąć 31% lepsze wyniki w konwersji sprzedaży i 23–45% szybsze rozpoznawanie brandu.
A teraz: wybierz pigułkę neo
Niczym pigułka od Morfeusza – kolory mają podobną moc. Dobrze wybrane mogą sprawić, że klienci będą nie tylko kupować więcej, ale również chętnie wracać. Aby maksymalnie wykorzystać ich potencjał, warto podejść do tego procesu w uporządkowany sposób. Jak skorzystać z informacji, które przedstawiłam?
Zacznij od określenia tożsamości swojej marki: jakie wartości chcesz podkreślić i jaką historię opowiedzieć? Z czym mają kojarzyć Cię klienci?
Zbadaj swoją grupę docelową: przeanalizuj preferencje klientów, sprawdź, jakie kolory najlepiej rezonują z ich oczekiwaniami i jak postrzegają konkurencyjne marki.
Przeprowadź audyt konkurencji: korzystając z narzędzi takich jak Adobe Color CC, można sprawdzić, jakie barwy dominują w brandingach konkurencyjnych marek. Jeśli na przykład w Twojej okolicy większość sklepów zoologicznych używa klasycznych zieleni i brązów, możesz rozważyć mniej oczywiste, ale równie efektywne połączenia, np. błękitu z ciepłym odcieniem pomarańczu, by nadać marce unikalny charakter.
Zastanów się, jakie działania marketingowe podejmiesz: postaw na kolory, które dobrze sprawdzą się na wybranych przez Ciebie platformach.
Uwzględnij psychologię kolorów.
Odrzuć kolory, które na pewno nie pasują, i przetestuj kilka pasujących wariantów: dobrym pomysłem są A/B testy w mediach społecznościowych, próbne wydruki i opinia ekspertów z branży albo wręcz zlecenie im tych działań.
Jeśli dokonałeś wyboru, dbaj o spójność: utrzymuj jednolitą identyfikację wizualną w każdym kanale komunikacji, ale pamiętaj o sezonowych dostosowaniach, np. ciepłych odcieniach jesienią czy pastelach wiosną.
Czy teraz jesteś gotów uwolnić moc koloru w swoim sklepie zoologicznym? Nie pozwól, aby Twoje półki były przechowalnią zmarnowanych okazji. Paleta jest Twoja!
autor: Aldona Bochen
Z wykształcenia biolog. Od wielu lat zajmuje się social mediami. Obecnie jest współwłaścicielką i szefem produkcji w agencji social media Ghost Writers.
Reklama dźwignią handlu – mówiło stare porzekadło. A że jest stare, to i już obecnie nie do końca prawdziwe. Teraz można raczej mówić o reklamach, a nie pojedynczej reklamie. Usługi te bowiem tak mocno się rozwinęły, tak bardzo podzieliły, że pewne ich rodzaje będą działać w określonych sytuacjach, a inne nie. Jedną z nielicznych form, które pozytywnie zadziałają zawsze, jest marketing szeptany.
Z artykułu dowiesz się:
czym jest marketing szeptany,
dlaczego jest skuteczny,
jakie są rodzaje takiego marketingu,
czym się one od siebie różnią.
Marketing szeptany. Reklama a reputacja
Tym, co sprawia, że marketing szeptany, inaczej zwany pocztą pantoflową, działa doskonale, jest fakt, że pierwotnie nie miał on nic wspólnego z reklamą.
Reklama bowiem to wszelkie płatne działania. A skoro są płatne, to z założenia niekoniecznie prawdziwe. Poczta pantoflowa, czyli informacje przekazywane potencjalnym klientom przez obecnych klientów, nabiera w tym kontekście nowego znaczenia. Nie jest reklamą, tylko świadectwem reputacji.
Z premedytacją napisałem o informacjach przekazywanych przez obecnych klientów. Nie dodałem przymiotnika: zadowolonych. Dlaczego? Bo to działa w dwie strony. Również niezadowoleni klienci będą o nas mówić. Możemy mieć więc dobrą lub złą reputację. Nie ma natomiast złej reklamy (w tym znaczeniu, że reklamodawca sam o sobie źle mówi). Miewamy oczywiście wojny cenowe. Ostatnimi czasy obserwujemy absurdalną kampanię dwóch sieci marketów, polegającą na uwypuklaniu wysokich cen konkurencji. Ale to też nie jest zła reklama, bo wszyscy spodziewamy się, że dostawca A nie będzie mówił o dostawcy B dobrze, tylko raczej źle. I tak po prawdzie te markety nie mówią nawet źle o sobie. Mówią tylko źle o cenach poszczególnych koszyków produktów u tych drugich. Nowością jest tylko to, że teraz robią to oficjalnie, głośno i publicznie. Co nie zmienia faktu, że część ludzi, podobnie jak ja, za każdym razem, gdy słyszy taką reklamę, myśli sobie: „A to dranie, oczerniają innych, a sami pewnie nie są lepsi”.
Nie mówimy tu też o reklamach nietrafionych. Jest cała masa złych reklam (w tym znaczeniu, że nie trafiły w gusta odbiorców, czy zostały zrobione niepoprawnie technicznie).
Zła reputacja to co innego. Niezadowolony klient nie mówi nigdy: „Wiesz, to dobra firma tylko zbyt długo obsługiwali reklamację”. Zazwyczaj w takiej sytuacji słyszymy: „To złodzieje, trzymaj się od nich z daleka”.
I uwaga: nie ma nic złego w tym, że masz niezadowolonych klientów. Bo przecież to ci klienci mogli być „jacyś nie tacy”. Zbyt wymagający, żądający cudów, sfrustrowani czy wprost niezrównoważeni emocjonalnie. Każdy, kto ma wielu klientów, trafi i na takich. Źle się dzieje, gdy masz ich zbyt wielu. Gdy ich liczba niebezpiecznie odbiega od rynkowej średniej. Wtedy negatywna reputacja rozprzestrzenia się i zaczyna szkodzić. (Czemu nie rozprzestrzenia się mocno, gdy niezadowolonymi klientami są frustraci? Bo znajomi frustratów wiedzą, z kim mają do czynienia i ich opinie dzielą przez 4). Niektórzy twierdzą nawet, że jeden niezadowolony klient powie o Tobie dziesięciu znajomym. Podczas gdy tylko co któryś (tu pojawiają się różne liczby – o czym poniżej) zadowolony powie komukolwiek.
WAŻNE!
Pozytywny marketing szeptany zaczyna się od jakości usług i produktów. Zadbaj o to, zanim przejdziesz do drugiego kroku.
You don’t ask, you don’t get
Nie prosisz? To nie dostajesz! – powiadają Amerykanie, którzy do chwytliwych haseł mają talent niczym starożytni Rzymianie (z tym że łaciny już niemal nikt nie zna).
Tylko 20% Twoich zadowolonych klientów poleca Cię innym – z takimi liczbami spotkałem się w literaturze poświęconej temu zagadnieniu. Już tak mają, z natury. Lubią promować dobre produkty i usługi, nawet niepytani. Tylko 20% zadowolonych klientów (te liczby dotyczą TYLKO tych zadowolonych!) nigdy Cię nie poleci. Już tak mają, z natury. Kierują się po prostu taką zasadą, że „nie biorą odpowiedzialności” (bzdurny argument, ale takiego najczęściej używają) i nie polecają, nawet jeśli są zadowoleni.
WAŻNE!
Natomiast aż 60% zadowolonych klientów mogłoby Cię polecać, ale tego nie robią. Dlaczego? Bo nikt ich o to nie poprosił i nie poinstruował, jak mają to robić. Jeśli Twój produkt i usługa są dobrej jakości, nie pozwól, żeby pozostawało to tajemnicą. Proś klientów o polecenia!
Zauważ, że ludzie otaczają się osobami podobnymi do nich. Ci, którzy kochają zwierzaki, zazwyczaj otaczają się innymi ludźmi, którzy je kochają. Często to pupile są zresztą jakimś łącznikiem dla ludzi.
Przykład z życia wzięty
Lata temu, gdy wraz z żoną mieszkaliśmy na sporym osiedlu mieszkaniowym w Warszawie, zakumplowaliśmy się z jedną z sąsiednich rodzin właśnie dzięki wzajemnej pomocy w dokarmianiu swoich kotów, gdy ci drudzy wyjeżdżali na weekend. Wielokrotnie słyszałem, jak żona polecała sąsiadce i odwrotnie jakąś nową karmę itp. Większość naszych rozmów dotyczyła kotów i opieki nad nimi.
Polecenia to nie to samo co rekomendacje
Polecenia są w porządku. Ale ja wolę rekomendacje. Oczywiście mechanizm ten bardziej działa na rynku B2B niż B2C, ale kto wie? Może warto zastosować go w przypadku naszych najlepszych klientów, czyli kupujących najwięcej lub najdrożej (prestiżowe marki itp.), najczęściej ludzi dobrze sytuowanych, otaczających się innymi dobrze sytuowanymi ludźmi.
Rekomendacja różni się od polecenia przede wszystkim sprawczością sprzedawcy. Zwróć uwagę: w poleceniu oczekujemy, że klient będzie o nas mówił dobrze swoim znajomym. Czy oni później do nas przyjdą, to druga sprawa. Sprawczość jest po ich stronie. My możemy co najwyżej agresywnie czekać.
Rekomendacje zakładają, że oprócz takiego polecenia nasz klient zdobędzie zgodę na przekazanie nam numeru telefonu do klienta, a co za tym idzie – zgody na to, żebyśmy to my zadzwonili. Potencjalny klient natomiast ma się spodziewać, że zadzwonimy (nie ma być zaskoczony). W takiej sytuacji sprawczość jest po naszej stronie. I o ile w przypadku polecenia potencjalny klient może o nas zapomnieć, może zgubić namiary na nas czy też może trafić do konkurencji, zanim do nas dotrze, o tyle w przypadku rekomendacji my nie zapomnimy zadzwonić do potencjalnego klienta, nie zgubimy namiarów ani nie będziemy czekać, aż znajdzie go konkurencja. Po prostu załatwimy temat niezwłocznie.
UWAGA!
Jeśli identyfikujesz się jako sprzedawca produktów takich czy innych marek, rekomendacje nie są dla Ciebie. Jeśli jednak identyfikujesz się jako DORADCA, a Twoją główną zaletą jest wiedza ekspercka, którą dzielisz się z klientem, zawsze wygrasz.
Przykład z życia wzięty
Ludzie, którzy kupują rasowego psa z hodowli (mam teraz na myśli konkretną koleżankę, prawniczkę), nie będą na nim oszczędzali. Wyszukując lekarza weterynarii, nie będą wpisywać w wyszukiwarkę internetową: „najtańszy weterynarz”. Będą szukać w opiniach tego najlepszego! I nieważne, że będzie najdroższy. (Przy okazji: opinie w Google czy na różnych portalach to też jakiś rodzaj marketingu szeptanego, ale… można je kupić, coraz więcej osób patrzy więc na nie z przymrużeniem oka, są ważne, ale musi ich być naprawdę dużo i muszą być szczegółowe, żeby robiły wrażenie).
Kilka lat temu, gdy jeden z naszych kotów poważnie chorował i – co tu dużo mówić – kończył swój żywot, jeździliśmy z nim do wyspecjalizowanego lekarza weterynarii 40 km (czyli z Warszawy 1,5 godziny w jedną stronę), choć nadzieja, że w czymkolwiek to pomoże, była tak znikoma, że z logicznego punktu widzenia było to bez sensu. Ale jakoś w przypadku naszych pupili racjonalizm nie ma prawa bytu. Liczą się emocje.
Tacy ludzie szukają nie najtańszego produktu, a najlepszego serwisu (doradztwa, poświęconego im czasu). Potraktuj więc swoją wiedzę (a także wiedzę Twoich pracowników) jako zasób. Postaw je w centrum. Zrób z niej produkt dla klientów premium.
Nowoczesny marketing szeptany online
Przyszedł czas na tę część marketingu szeptanego, której nie lubię. I nie chodzi o to, że jest to online. Bo jeśli potraktujemy internet jako kanał komunikacji do poleceń czy rekomendacji w znaczeniu, jakie przedstawiłem powyżej, to wszystko jest w porządku. Problematyczne jest co innego. Otóż kiedy do marketingu szeptanego wprowadzamy element finansowania tego zjawiska, to staje się on reklamą. Traci swoją moc wiarygodności. Jakąś moc cały czas oczywiście ma, ale jej źródło jest już gdzie indziej.
Product seeding
Możemy więc spotkać się z tzw. product seeding. Co nie jest niczym więcej, jak tylko promowaniem produktów czy usług poprzez udostępnienie ich blogerom czy influencerom. Ich recenzja jest więc dla nas reklamą. Trzeba się tutaj liczyć z faktem, że nie jest to reklama w sensie tradycyjnym, ponieważ owi influencerzy mogą też nasz produkt czy usługę skrytykować. Koszt niewielki, bo najczęściej jest to jedynie cena produktu czy usługi, a rozpoznawalność może być duża. Pod warunkiem, że produkt czy usługa ma mało wad i są one nieistotne.
Trendsettings
Podobne działanie ma tzw. trendsettings. Do współpracy angażujemy osoby wpływowe, które dla potencjalnego odbiorcy są wzorem do naśladowania. Ich działania są więc dla odbiorcy wiarygodne i potencjalny klient chce podążać za swoim idolem. Celem jest wytworzenie mody. To działanie jest już jednak dużo droższe, bo taki influencer chce monetyzować swój wpływ. Im więc ma większą grupę odbiorców, tym większego wynagrodzenia sobie zażyczy.
O ile w przypadku product seeding influencer zrecenzuje nasz produkt czy usługę i na tym współpraca się prawdopodobnie zakończy, o tyle influencer-trendsetter chce, żeby nasza sprzedaż rosła, bo wtedy i on zarabia, dlatego ominie negatywy produktu czy usługi i będzie zaangażowany w ich promocję.
Evangelist marketing
A stąd już blisko do tzw. evangelist marketingu,który polega na zbudowaniu plemienia fanów wokół danej marki. Ich zadaniem jest marketing szeptany, o jakim wyżej pisałem, bo tacy „ewangeliści” działają w pełnej wierze w dany produkt, a przy tym są naturalni i autentyczni. Są to zwykli użytkownicy, a nie influencerzy. Trudności nastręcza jedynie kwestia aktywnego moderowania takiej społeczności, „ubrania” jej w jakiś klub, stworzenia poczucia przynależności. W dawnych latach byłem członkiem Klubu Świata Książki, moi rodzice mieli Paszport Polsatu. To wszystko działania mające na celu zinstytucjonalizowanie marketingu szeptanego. Obecnie doskonale nadają się do tego przestrzenie w internecie: zamknięte grupy na Facebooku, Messengerze, WhatsAppie albo strefy klienta dostępne po zalogowaniu na stronie WWW.
Community marketing
A skoro już mowa o grupach na Facebooku (tych zamkniętych, ale i otwartych), to należy wspomnieć o community marketingu, czyli aktywności w grupach społecznościowych, forach internetowych. Nie trzeba nawet zakładać nowego wątku, wystarczy nawiązywać dialogi w istniejących już dyskusjach. Wypowiadać się kulturalnie, nikogo nie obrażać, nie wdawać w kłótnie i nie być nachalnym. Raczej budować pozycję eksperta, z którego zdaniem inni użytkownicy będą się liczyć.
Marketing wirusowy
Często jako formę marketingu szeptanego w internecie podaje się też tzw. marketing wirusowy. Polega on na tworzeniu tzw. memów – śmiesznych obrazków albo gifów z celnym komentarzem. Problem w tym, że nie da się stworzyć „wirala”. Możesz stworzyć mem, a to czy stanie się wiralem, rozniesie się wirusowo po sieci, nie zależy od Ciebie. Trudno więc traktować tę formę poważnie.
Społeczna odpowiedzialność biznesu
Na koniec chcę zwrócić Twoją uwagę na fakt, że wiarygodność mocno buduje (a co za tym idzie – wpłynie na Twój marketing szeptany) także społeczna odpowiedzialność biznesu (CSR). Wspieranie organizacji prozwierzęcych, niepozostawiających żadnych wątpliwości, że są pozytywne, na pewno pomoże. Zwracam tylko uwagę, że same wspierane przez nas organizacje muszą być jednoznacznie pozytywne. Unikajmy więc stowarzyszeń czy fundacji zaangażowanych w bieżącą politykę. Nie chcemy przy okazji pozytywnych działań być obarczani odpowiedzialnością za jakieś niepoprawne akcje wspieranej organizacji.
Takie wspieranie nie zawsze musi (i według mnie nigdy nie powinno) polegać na finansowaniu. Pomyśl o wspólnych akcjach: konkurach, zawodach, promocjach w adopcji itd. Słowem: włącz kreatywność.
Do dzieła
A teraz, skoro masz już wiedzę na temat podstawowych narzędzi marketingu szeptanego, stwórz swój własny miks. Wybierz te elementy, które Ci pasują. Rozpisz plan działania i wdrażaj go od razu. Na bieżąco monitoruj efekty, tak aby móc wprowadzać ulepszenia.
Jestem przekonany, że już wkrótce zauważysz pozytywny wpływ marketingu szeptanego na Twój biznes.