Kategoria

Marketing

Praktyczne porady, trendy i strategie marketingowe dla sklepów i firm z branży zoologicznej.

Największym skarbem każdego przedsiębiorcy jest lojalny klient. To truizm. Wszyscy to wiemy. Ale co z tą wiedzą robimy? Albo czego nie robimy? Bardzo często nie robimy na przykład newsletterów (czyli biuletynów). I to jest wieki błąd, bo taki rodzaj komunikacji z klientami ma wielką moc. Czytelniku, z pewnością i Ty subskrybujesz przynajmniej jeden, jeśli nie kilka. Czemu więc samemu, korzystając jako użytkownik, nie dajesz takiej szansy swoim klientom?

Z tego artykułu dowiesz się:

  • jak newsletter pomaga budować lojalność klientów i dlaczego jest to skuteczne narzędzie marketingowe,
  • jak zaplanować newsletter – znaczenie jasnej koncepcji i odpowiedzi na pytanie: „Co klient z tego będzie miał?”,
  • jak legalnie i efektywnie zbierać adresy e-mail,
  • jak tworzyć atrakcyjne i angażujące treści.

Dlaczego biuletyny są tak skuteczne?

No dobrze, zacznijmy od tego, że wcale nie muszą być skuteczne. Są tylko wtedy, jeśli zadbamy o cały proces: od koncepcji, przez zebranie początkowej bazy subskrybentów, stworzenie kolejnych biuletynów (numerów), aż po… mierzenie rezultatów. Zaraz po tym proces trzeba powtórzyć.

Koncepcja

Odpowiedz sobie na pytanie: „Po co mi to?”. A zaraz po tym na… to samo pytanie, ale z perspektywy klienta. Usłyszałem kiedyś podczas jednej z konferencji bardzo mądre zdanie, „sprzedane” publiczności w humorystyczny sposób. Prelegent napisał na tablicy WIIFM i zapytał, co to. Po chwili ciszy powiedział z przepięknym amerykańskim akcentem: „Dabylju aj aj ef em”. Wymówił to jak nazwę stacji radiowej. A potem wyjaśnił, że chodzi o: „What’s In It For Me?”, co po polsku oznacza „Co ja z tego będę miał?”. Zawsze, absolutnie zawsze powinniśmy pamiętać, że klient zadaje sobie to pytanie. Jeśli nie znajdzie dobrej odpowiedzi, nie otworzy maila z newsletterem.

Biuletyn to narzędzie, dzięki któremu możesz:
• informować o promocjach i nowościach,
• edukować klientów, np. poprzez porady dotyczące pielęgnacji zwierząt czy historie ich pupili,
• budować społeczność wokół marki – to dziś jeden z najważniejszych trendów marketingowych,
• zachęcać do odwiedzin w sklepie na różne kreatywne sposoby.

Wszystko to są dobre pomysły, pod warunkiem że klient też będzie coś z tego miał. Pamiętaj, nie piszesz newslettera dla siebie, tylko dla swoich klientów.

skuteczny newsletter
Email marketing concept. Mail newsletter send. Receive envelope email. Message contact reminder. Technology marketing. laptop smartphone typing letter cover notification.

Baza adresowa

To najtrudniejszy etap. Potrzebujesz zebrać adresy e-mailowe zgodnie z obowiązującymi przepisami. Możesz zbierać je zarówno w sklepie stacjonarnym, jak i online. Pamiętaj tylko o RODO. Nie wpisuj cudzych adresów samowolnie. Może Cię to bardzo drogo kosztować.

Koniecznie dodaj formularz zapisu na newsletter na swojej stronie WWW. Stwórz odpowiednie posty na social media. Jeśli da się je „przypiąć” czy wyróżnić, zrób to. Do zapisów możesz zachęcać również na tematycznych grupach i forach dyskusyjnych. Pamiętaj tylko o sprawdzeniu regulaminów takich społeczności. Jeśli zbyt pochopnie dodasz taką zachętę wbrew regulaminowi grupy, nic nie zyskasz, tylko stracisz.

Zachęcaj do zapisów do biuletynu każdego klienta. Jeśli chcesz mieć pewność, że skorzysta z tej opcji większa liczba osób, zaoferuj w zamian rabat na zakupy (może być dopiero na kolejne) albo jakiś drobny prezent czy udział w konkursie (tutaj również uważaj na kwestie prawne, np. dotyczące loterii).

W trakcie zbierania adresów wybierz narzędzie, którym roześlesz biuletyn. Dostępnych na rynku jest ich całkiem dużo. Niektóre oferują darmowy dostęp w ramach określonego limitu – liczby adresów e-mail lub częstotliwości wysyłek. Z pewnością warto sprawdzić MailChimp, MailerLite, GetResponse. Sam znam FreshMaila, który niedawno połączył się z MailerLite.

Stworzenie numeru

Warto pomyśleć o nazwie dla Twojego biuletynu. Skoro będzie pojawiać się co jakiś czas, niech buduje własną markę. Pomyśl więc o czymś chwytliwym. Nazwa może być związana z nazwą Twojego sklepu, ale nie musi. Byle była kreatywna, niemylona z niczym innym i szybko zbudowała pozytywne skojarzenia. Gra słów, może melodyjność, może dowcip – sposobów na nazwanie takiego wydawnictwa jest wiele.

Co będzie zawierać? – to kolejne ważne pytanie

Warto pomyśleć o stałych kolumnach, cyklach, które uporządkują czytelnikom zawartość. Pomogą konsumować treść.

Przykłady takich cykli to:
„Produkt miesiąca” lub „Nowość tygodnia” – czyli regularne polecanie konkretnego artykułu,
• „Kącik porad”– np. jak zadbać o psa lub kota latem, podczas burzy czy w podróży,
„Ciekawostka numeru”– możesz opisać historię konkretnej rasy czy intrygujące fakty ze świata zwierząt.

Ogranicza Cię tylko własna kreatywność! Tak, tylko własna, bo możesz zrobić konkurs-ankietę i zapytać swoich klientów, co chcieliby otrzymywać w takim biuletynie.

Ba! Jedną kolumnę możesz zaoferować właśnie swoim czytelnikom. W taki sposób buduje się społeczność. Myślę, że szczególnie dzieci chętnie opiszą swoje zwierzaki, a potem porozsyłają Twój newsletter znajomym i rodzinie, aby się pochwalić. Chyba nie muszę dodawać, że w każdym newsletterze powinna być zachęta do rozsyłania go znajomym, sąsiadom i… możliwość zapisania się do kolejnych wydań.

Pomyśl o częstotliwości. Jeśli będziesz wysyłać maile za często, stracisz wielu czytelników. Jeśli za rzadko, newsletter nie przyniesie owoców. Warto zapytać klientów, jaka częstotliwość im odpowiada i/lub na początku poeksperymentować. Raz w miesiącu, a może raz na dwa tygodnie. Nie polecam częściej.

Ważne!

Zadbaj o odpowiednią częstotliwość. Zbyt częste wysyłki zniechęcają, zbyt rzadkie – nie przynoszą efektów. Na starcie warto poeksperymentować lub zapytać klientów. Raz w miesiącu to bezpieczny punkt wyjścia.

Gdy będziesz rozeznawać się w narzędziach do rozsyłki, zauważysz, że czasami oferują też możliwość wysyłania SMS. Mnie pewien „znany owad” napastuje SMS-ami niemal codziennie. Zazwyczaj pisze w nich o promocjach. Zastanów się nad tym. Może nie tak często, ale… raz na jakiś czas warto zaoferować mały rabat, żeby zrobić sobie peak sprzedażowy.

dobry newsletter

Mierz efektywność

Regularnie sprawdzaj, ile osób otworzyło e-mail, ile kliknęło zawarty w wiadomości link, ile się z newslettera wypisało. Na tej podstawie modyfikuj kolejny numer. A potem zrób to samo. Ten cykl już się nie kończy. No chyba, za zakończysz działanie biuletynu.

Pamiętaj jednak, że newsletter może mieć wielki wpływ na lojalizowanie klientów. A klient lojalny to skarb (o czym na początku pisałem), bo tylko raz ponosisz tzw. koszt pozyskania klienta, a on ciągle kupuje. Klient jednorazowy również okupiony jest kosztem pozyskania, ale – że jest jednorazowy – to koszt ten nigdy się nie zamortyzuje.

Ważne!
Newsletter może realnie wpływać na lojalność klientów. A lojalny klient to prawdziwy skarb, bo koszt jego pozyskania ponosisz tylko raz, a on wraca i kupuje dalej. Klient jednorazowy też kosztuje, ale ten wydatek nigdy się nie zwróci.

Najczęstsze obawy i dobre rady

Sporo osób uważa, że nie potrafi pisać tego typu treści. Rozumiem to doskonale, gdyby nie takie osoby agencja social media Ghost Writers, którą mam przyjemność wraz ze wspólniczkami prowadzić, nie miałaby co robić. Pamiętaj więc, że nie musisz tworzyć wszystkiego samodzielnie. Są agencje, jak nasza, czy copywriterzy – freelancerzy, którzy mogą Cię wesprzeć. Oczywiście możesz też skorzystać z narzędzi AI. Nie ufaj im jednak zbyt mocno. Ich styl pisania nie jest atrakcyjny. Nie ma w nim duszy. I to niestety może wpłynąć na efektywność, a właściwie jej brak. Do tego zdarza się im „halucynować”, czyli dopowiadać do faktów zmyślone rzeczy.

Warto swoich odbiorców nagradzać. Na przykład dawać im w prezencie jakiś wartościowy e-book, zaproszenie na webinar, czy jakąś specjalną ofertę cenową na określoną kategorię produktów, oczywiście określoną w czasie i ilości (dokładnie tak, jak robi to „znany owad”).

Zadbaj o regularność. To ważne, aby czytelnicy w określonym czasie, czyli np. co drugi poniedziałek o 8.00 otrzymywali biuletyn. Niech wykształcają nawyki.

I nigdy nie zapominaj o call to action! Wezwanie do działania to ważny element. Nie przesadzaj z nim. Nie dodawaj go co chwilę, ale jedno w każdym numerze nie będzie przesadą. Ma być dobrze widoczne, czytelne i nienachalnie zachęcające do skorzystania z oferty.

3 listopada, 2025

Negocjacje to chyba najbardziej znienawidzony element prowadzenia biznesu. Zgodzisz się z tym? Dlaczego jednak tak się dzieje? Ponieważ mało kto stara się to zjawisko zrozumieć oraz do niego przygotować. Poniższy artykuł pomoże Ci w tych właśnie zagadnieniach.

Z tego artykułu dowiesz się:

  • czym są dobre negocjacje i jak się do nich przygotować,
  • czym jest BATNA i jak ją przygotować,
  • jak radzić sobie z twardym lub manipulującym negocjatorem.

Czym są negocjacje?

Jedna z najprostszych definicji negocjacji mówi, że jest to proces komunikacji, najczęściej między dwiema (ale bywa również więcej) stronami. Celem tego procesu jest osiągnięcie porozumienia w sprawie rozbieżnych interesów. Strony dążą do wypracowania akceptowalnego rozwiązania, które w jak największym stopniu zaspokaja ich oczekiwania, przy jednoczesnym uwzględnieniu interesów drugiej strony.

Definicja ta ilustruje pierwszy z dwóch wykluczających się celów negocjacji, czyli zawarcie porozumienia. Drugim celem negocjacji jest – i to może Cię zaskoczyć – niezawieranie niekorzystnego porozumienia!

Ważne!
Jeśli nie założysz, że negocjacje mogą zakończyć się fiaskiem, że możesz „wstać od stołu” i to też będzie w porządku, bo dzięki takiemu działaniu uniknąłeś strat, zawsze przegrasz!

Tak, powtórzę to: negocjacje nie muszą zakończyć się zawarciem porozumienia, żeby były dobre. Czasem dobre negocjacje to takie, które uchroniły Cię przed porozumienie, które okazałoby się dla Ciebie niekorzystne.

Cztery elementy dobrych negocjacji

Jest kilka rzeczy, które należy sobie uświadomić, zanim w ogóle zasiądziemy do stołu negocjacyjnego. Pierwszą z nich jest fakt, że negocjatorzy są przede wszystkim ludźmi. Rządzą nimi emocje, mogą mieć słabszy dzień itd. Dlatego tak ważne jest, aby oddzielać ludzi od problemu. Możemy być dla siebie mili i miękcy wobec siebie, pozostając twardzi wobec problemu.

Druga sprawa to umiejętność odróżniania interesów i stanowisk. One są czymś innym. Najczęściej stanowisko jest komunikowane, ale za nim kryje się jakiś interes. Może się okazać, że odkrycie interesu pozwoli wspólnie wypracować rozwiązanie, które go zaspokoi, ale w ogóle nie będzie dotyczyło stanowiska. Ono może być już nieaktualne.

Przykład!

Piękny przykład to dwie siostry i jedna pomarańcza. Ala i Ola chciały (stanowiska) całą pomarańczę dla siebie. Ale dostępna była tylko jedna. Siostry nie znalazły innego sposobu, jak tylko przekroić owoc na równe połowy w i ten sposób się podzielić. Tak zrobiły. Każda była zadowolona w 50%. Po czym Ala obrała ze skórki swoją połowę. Miąższ zjadła, a skórkę wyrzuciła. Ola natomiast starła skórkę ze swojej połowy do przygotowywanego ciasta, a miąższ wyrzuciła.

Stanowiska były takie same: chcę pomarańczę. Ale interesy były różne i niewykluczające się: chcę skórkę z całej pomarańczy vs chcę miąższ z całej pomarańczy.

Pamiętaj, stanowiska to nie to samo co interesy. Zaspokój interes, a stanowisko przestanie mieć znaczenie.

Istotne jest też to, że interesy mogą być złożone. Jeśli naszym partnerem negocjacyjnym jest grupa ludzi (np. dział handlowy producenta), to każdy z członków tej grupy może mieć inny interes (handlowiec potrzebuje sukcesu, więc chce sprzedać, nawet dając duży rabat, szef sprzedaży swoje cele osiągnął dzięki działaniom innych handlowców, nie zależy mu więc na tej konkretnej transakcji tak bardzo i nie zgadza się na rabat).

Trzecia kwestia: najczęściej możliwych jest wiele rozwiązań problemu. Naucz się więc tworzyć rozwiązania. I koniecznie myśl nieszablonowo! Trudno mi jest się odnieść do Twojej branży, ale jako przykład, który – mam nadzieję – Cię zainspiruje, podam swoją własną sytuację.

Przykład!

Klient – lokalne stowarzyszenie – chciał, żebym przyjechał wystąpić na konferencji. Budżet, jaki był na to przeznaczony, nie był jednak satysfakcjonujący. Po kilku rozmowach i wspólnym wymyślaniu znaleźliśmy rozwiązanie. Stowarzyszenie zdobyło sponsorów, którzy kupili 100 egzemplarzy książki mojego autorstwa (to mogli zasponsorować, wystąpienia na konferencji nie – przepisy „korporacyjne”). Książka miała zostać rozdana uczestnikom jako prezent od sponsorów. Ja obiecałem ją dostarczyć osobiście, a że – i tu piszę z przymrużeniem oka oczywiście – byłem już i tak na miejscu, to wystąpiłem bezpłatnie („swoje ugrałem”, sprzedając książkę).

Negocjacje 1

Czwarta sprawa: negocjacje ZAWSZE powinny być oparte na obiektywnych kryteriach.
Takimi kryteriami mogą być: cena rynkowa, koszty zastąpienia, amortyzacja, ceny konkurencyjne itd. Jak przygotować odpowiednie obiektywne kryteria, którymi będziemy chcieli posługiwać się we własnych negocjacjach? To proste! Obiektywne kryteria to takie, które:

  • są niezależne od woli obu stron,
  • są uzasadnione i praktyczne,
  • są możliwe do zastosowania w przypadku obu stron.

Warto zadbać, aby przed podjęciem negocjacji ustalić (może również wynegocjować) kryteria, przy pomocy których będziemy szukali porozumienia. Takie, które obie strony uznają za uczciwe. Zawsze przypomina mi się tu dzieciństwo. Kto miał rodzeństwo, ten doskonale wie, o czym mówię! Dzielimy się czekoladą: jeden dzieli, drugi wybiera swoją część. W ten sposób dzielący zrobi wszystko, aby było po równo.

Cały czas pamiętaj, jakie są cele negocjacji:

  1. albo osiągnąć porozumienie korzystne dla obu stron,
  2. albo nie osiągnąć porozumienia, które mogłoby Ci szkodzić.

Gdy będziesz mieć to na uwadze i będziesz przypominać o tym drugiej stronie, będzie o wiele łatwiej. Pod warunkiem oczywiście, że znasz swoją BATNA.

Czym właściwie jest BATNA i dlaczego musisz ją znać?

Zanim usiądziesz do negocjacji, musisz wiedzieć jedno: możesz odejść od stołu. Ale żeby to było możliwe, musisz znać swoją alternatywę. Właśnie tym jest BATNABest Alternative to a Negotiated Agreement, czyli najlepsza alternatywa na wypadek braku porozumienia.

W praktyce to Twój plan B. Co zrobisz, jeśli nie uda się dogadać? Jakie masz inne opcje? Im lepiej znasz swoją BATNA, tym pewniej się czujesz – bo wiesz, kiedy się wycofać, żeby nie stracić.

Wyznacz sobie ramy:

  • Poniżej jakiej ceny nie możesz zejść, jeśli jesteś sprzedającym?
  • Powyżej jakiej ceny nie chcesz kupić, jeśli negocjujesz jako kupujący?

Oczywiście, nie tylko cena się liczy – BATNA obejmuje wszystko, co składa się na Twój interes: czas, jakość, dodatkowe warunki.

Gdy znasz swoją BATNA, to trochę tak, jakbyś znał swoje karty w pokerze. I chociaż nie masz wglądu w karty przeciwnika, możesz próbować je przewidzieć. Bo jego BATNA też istnieje – i może być lepsza, gorsza albo… żadna.

Negocjacje 3

A co z trudnymi negocjatorami?

Wszystko, co przytoczyłem powyżej, to podstawy, które należy znać i umieć zastosować. Ale co, jeśli spotkamy na swojej drodze tzw. trudnego negocjatora?
Kogoś, kto:

  • domaga się stanowczo uznania jego interesu,
  • próbuje wykorzystać swoją przewagę,
  • atakuje Twoje pomysły – albo wprost Ciebie?

Nie odpowiadaj atakiem. Często sprytny negocjator chce wyprowadzić nas z równowagi i gdy to mu się uda, wykorzystać naszą słabość do „przepchnięcia” stanowiska, na które „z zimną głową” nigdy byśmy się nie zgodzili.

Nie akceptuj i nie odrzucaj stanowiska partnera, nawet jeśli naciska.

  • Zachowaj spokój.
  • Szukaj ukrytych interesów partnera, bo – jak już pisałem – za każdym stanowiskiem takowe są.
  • Wróć do obiektywnych kryteriów. Poproś o ich stosowanie.
  • Jeśli nie ustaliliście ich, przerwijcie negocjacje, aby nadrobić ten aspekt.

Dopiero kiedy będziecie wiedzieli, według jakich zasad gracie, możecie wejść na negocjacyjne boisko (wyobraź sobie zamieszanie spowodowane tym, że jedna drużyna gra w piłę nożną, a druga w ręczną).

Zawsze wysłuchaj stanowiska do końca.

  • Nawet jeśli od razu masz odpowiedź na końcu języka – pozwól partnerowi „wypuścić parę”.
  • Następnie sparafrazuj to, co usłyszałeś – ale przekieruj atak z osoby na problem.
  • I gdy tylko możesz, zapewniaj partnera, że gracie do jednej bramki.

Dodatkowo:

  • Używaj pytań zamiast twierdzeń.
  • Używaj ciszy.
  • Jeśli trzeba – poproś o przerwę (choćby po to, by partner ochłonął).

Gdy widzisz, że partner z premedytacją bije poniżej pasa, używa technik manipulacyjnych itp., powiedz mu, że to widzisz. Oczywiście zrób to w sposób, który nie zostanie odebrany jako atak personalny. Gdy nazwiesz trick stosowany przeciwko Tobie, partner będzie wiedział, że to nie zadziała i przestanie go używać. I zawsze, gdy widzisz manipulacje, poproś o powrót do ustalonych wcześniej zasad, na które obie strony się zgodziły i które uznały za uczciwe.

Gdy nie da się porozumieć…

A gdy wszystko zawodzi i nie widzisz szans na pozytywne zakończenie negocjacji, pamiętaj, że możesz powiedzieć: „Uważam, że sposób, w jaki prowadzicie negocjacje, nie zbliża nas do satysfakcjonującego zakończenia. Znacie mój numer telefonu. Gdybym się mylił, śmiało dzwońcie, umówimy się na kolejną rozmowę. A tymczasem spróbuję…” i podaj swoją BATNA.

Negocjacje 4

Negocjacje to nie teatr

Negocjacje to nie teatr, w którym wygrywa ten, kto głośniej mówi albo pierwszy rzuci ostateczną ofertę. To proces, w którym wygrywają ci, którzy myślą strategicznie, potrafią słuchać i… wiedzą, kiedy odejść od stołu.

Im lepiej znasz siebie, swoje interesy i granice, tym pewniej prowadzisz rozmowę – bez uległości, ale też bez zbędnych emocji. A gdy dbasz o obiektywne kryteria, nie tylko bronisz swojej pozycji, ale też tworzysz przestrzeń do uczciwego porozumienia.

Dlatego, zanim wejdziesz do sali negocjacyjnej, przygotuj się. Nie po to, żeby wygrać za wszelką cenę, ale żeby wiedzieć, kiedy wygrać znaczy… nie przegrać.

Zdaję sobie oczywiście sprawę, że to wszystko nie jest tak łatwe jak przeczytanie tego tekstu. Łatwe nie jest jednak również zawarcie wiedzy na temat negocjacji w jednym artykule, w dodatku w oderwaniu od realnych przykładów z branży, która to czyta. Tekst ten powstał na bazie jednej z najlepszych książek dotyczących negocjacji, jakie kiedykolwiek powstały: „Dochodząc do TAK. Negocjowanie bez poddawania się” (autorzy: Roger Fisher, William Ury). Zachęcam do jej przeczytania i konsekwentnego ćwiczenia. Jak mawiają amerykanie „Fake it till you make it” (w wolnym tłumaczeniu: Próbuj, aż to zrobisz).

Polecamy również:

Najlepsze strategie negocjacyjne z wystawcami z branży zoologicznej

2 września, 2025

W artykule Budowanie widoczności strony internetowej w Google: 9 wskazówek który ukazał się w lutowym wydaniu PetInsidera, opisałem kilka sposobów, jak zacząć samodzielnie budować widoczność strony marki lub sklepu internetowego w wynikach wyszukiwania Google. W tym wydaniu skoncentruję się na jednym z kluczowych czynników mających wpływ na budowanie organicznej widoczności w wynikach wyszukiwania Google – tworzeniu treści blogowych.

Z artykułu dowiesz się:

  • dlaczego artykuły poradnikowe pomagają budować widoczność w Google,
  • jak pisać treści przyjazne zarówno dla użytkowników, jak i algorytmów,
  • skąd brać pomysły na tematy blogowe i jak często publikować.

Dlaczego artykuły poradnikowe mają znaczenie w pozycjonowaniu?

Wyszukiwarka Google to główne źródło informacji dla użytkowników internetu na całym świecie. W lutym bieżącego roku jej udział w rynku wyszukiwarek wyniósł 90%. To źródło informacji o produktach, usługach, sposobach dotarcia do różnych miejsc. Wyszukiwarka Google pełni również funkcję agregatora treści poradnikowych na różnorodne tematy. Mimo że interfejs wyszukiwarki zmienia się od lat, w dalszym ciągu jej filarowym narzędziem jest zestawianie najbardziej trafnych artykułów na poszukiwane przez użytkowników tematy.

Co ważne, artykuły poradnikowe idealnie wpisują się w tzw. search intent – czyli intencję wyszukiwania. Gdy ktoś pyta: „jak wybrać drapak dla kota” lub „czym karmić starszego psa”, Google szuka treści, które najlepiej odpowiedzą na te konkretne pytania.

Pisząc wprost: Google utrzymuje swoją dominującą pozycję dzięki twórcom treści, które wyszukiwarka podpowiada użytkownikom, a nawet kompiluje. Dlatego jeden dobrze napisany artykuł może generować wejścia na stronę marki lub sklepu przez wiele miesięcy.

Jako ekspert w swojej branży możesz samodzielnie – i z dobrymi efektami – zacząć tworzyć treści poradnikowe, które z czasem mogą generować wejścia na Twoją stronę internetową. Musisz jednak wiedzieć, że sama wiedza ekspercka to za mało, ponieważ Google zwraca uwagę na nieco inne aspekty artykułów niż czytelnicy.

Przeczytaj również: Budowanie widoczności strony internetowej w Google: 9 wskazówek

AdobeStock 622508879
keywords on a website for content businessman Search keywords on a laptop, browse in the office, optimize SEO engine communication on the computer, find data analysis, and advertise on the internet.

Jak Google „czyta” strony internetowe?

Google nie analizuje artykułów tak jak człowiek – roboty indeksujące czytają kod, strukturę nagłówków, analizują linki i sprawdzają, czy artykuł odpowiada na potrzeby użytkownika. Najważniejsze dla algorytmów jest jednak to, co i jak piszesz. Im lepiej dopasujesz treść do zapytań i intencji wyszukiwanych przez ludzi, tym większa szansa, że Google pokaże Twoją stronę wyżej.

Dla Google liczy się:

  • unikalność i użyteczność treści,
  • aktualność (czy tekst nie jest przestarzały),
  • głębokość informacji (czy temat jest wyczerpany),
  • doświadczenie i autorytet autora (czy wiadomo, kto za tym stoi).

EEAT (czyli Expertise, Experience, Authoritativeness, Trustworthiness) to sposób, w jaki Google ocenia jakość treści. W skrócie: Google promuje treści tworzone przez osoby, które naprawdę znają się na rzeczy i potrafią to udowodnić.

Co to znaczy w praktyce?

  • Podpisuj artykuły imieniem i nazwiskiem.
  • Pokaż, że masz doświadczenie w branży (np. „od 14 lat prowadzę sklep zoologiczny”).
  • Linkuj do badań, źródeł, publikacji.
  • Nie kopiuj – twórz własne treści na podstawie fachowej wiedzy.

Jak pisać artykuły dla czytelników i algorytmu?

Google pracuje nad swoimi algorytmami już od ponad 20 lat. Ich ewolucja doprowadziła do momentu, w którym artykuły sztucznie upakowane frazami tracą na znaczeniu. Obecnie algorytmy Google potrafią rozpoznać kontekst i zamiar użytkownika. Dlatego najważniejsze jest, żeby pisać językiem naturalnym – czyli jasno, konkretnie i bez zbędnych zapychaczy.

Algorytm analizuje, co użytkownicy wpisują do wyszukiwarki Google, skanuje treści artykułów i proponuje najbardziej trafne odpowiedzi. To oznacza, że przed napisaniem artykułu konieczne jest przygotowanie jego struktury.

Dobrze zbudowana struktura to fundament skutecznego artykułu blogowego. Dzięki niej użytkownik szybciej odnajdzie potrzebne informacje, a algorytm lepiej zrozumie tematykę tekstu.

W artykule stosuje się nagłówki hierarchiczne – jak w drzewie:

  • H1 – tytuł wpisu blogowego (np. „Kocimiętka dla kota – co warto wiedzieć?”). Każdy tekst ma tylko jeden nagłówek H1 – to jak tytuł książki.
  • H2 – główne sekcje tematyczne artykułu (np. „Jak działa kocimiętka na kota?”). To rozdziały tekstu. Dobrze, by każdy zawierał frazę kluczową w naturalnym kontekście.
  • H3 – podrozdziały, które rozwijają daną sekcję (np. „Dlaczego nie każdy kot reaguje na kocimiętkę?”). Możesz tu rozwijać tematy szczegółowe, np. „formy podania”, „bezpieczeństwo”.
  • H4 – dodatkowe szczegóły, np. w punktach, tabelach czy opisach produktów.

Dobrze zaplanowane nagłówki pomagają użytkownikowi odnaleźć się w treści, ułatwiają wyszukiwanie konkretnych informacji, zatrzymują go na dłużej i jednocześnie sygnalizują algorytmom Google, jaka jest struktura tematyczna tekstu.

Wskazówka!
Pisząc plan tekstu, zacznij od nagłówków H2 i H3. Dopiero później wypełnij je treścią. To oszczędza czas i pozwala uporządkować myśli.

Pozycjonowanie a SEO

Skąd czerpać pomysły na artykuły?

Tworząc pomysły na artykuły, kieruj się zawsze jedną podstawową zasadą: nie wymyślaj ich w przypadkowy sposób. By pisanie było celowe, powinno odpowiadać na potrzeby użytkowników wyszukiwarki Google. Najlepsze tematy to te, które wynikają z realnych pytań, jakie ludzie wpisują do wyszukiwarki. I tutaj z pomocą przychodzi kilka prostych, darmowych narzędzi.

Pierwszym z nich jest Google „Inne pytania” (People Also Ask). Po wpisaniu dowolnej frazy Google pokaże powiązane pytania, które zadają inni użytkownicy. Z kolei Google Suggest, czyli automatyczne podpowiedzi podczas wpisywania frazy w wyszukiwarkę, to kolejne źródło popularnych zapytań.

Prawidłową praktyką jest też przeglądanie blogów konkurencji, szczególnie tych, które regularnie pojawiają się w top 10 wyników wyszukiwania. Sprawdź, o czym piszą, jak tytułują swoje artykuły, jakie pytania poruszają. To doskonałe źródło inspiracji – ale nie do kopiowania, tylko do tworzenia lepszych, bardziej wyczerpujących i aktualnych treści.

Kiedy już masz listę pytań, pora zamienić je w konkretne tematy. Za każdą frazą stoi konkretna intencja. Twoim zadaniem jako autora jest zrozumieć, czego użytkownik szuka – informacji, porady, opinii? Przykład: zapytanie „czy kocimiętka jest bezpieczna dla kota?” możesz przerobić na temat blogowy: „Czym jest kocimiętka i jak działa na kota?”.

Jak często publikować i jak długie powinny być artykuły?

W internecie można znaleźć wiele wskazówek dotyczących idealnej długości artykułów blogowych. Najlepiej wykonać prostą analizę konkurencji. Sprawdź długość trzech pierwszych artykułów w wynikach wyszukiwania na interesujące Cię zapytanie. Wystarczy policzyć średnią liczbę znaków ze spacjami (możesz to zrobić np. za pomocą darmowej wtyczki do Chrome – Character Count).

Pamiętaj jednak, że długość to tylko jeden z wielu czynników rankingowych. Google promuje przede wszystkim treści, które w pełni odpowiadają na potrzeby użytkowników, więc czasem wystarczy 800 słów, a czasem potrzeba nawet 2500, jeśli temat jest złożony.

Jeśli chodzi o częstotliwość publikowania, dobrze jest przyjrzeć się, jak robią to liderzy w Twojej branży. Jeżeli Twoi konkurenci publikują 10, 15 czy 20 wpisów miesięcznie, warto mieć to na uwadze. Ale uwaga: nie chodzi o to, by ich „przepisać”, tylko dostosować tempo do swoich możliwości. Bezpieczniejszą i skuteczniejszą strategią jest trzymanie się średniej liczby publikacji dla branży i utrzymywanie regularności publikacji artykułów.

Czy warto pisać samodzielnie, czy lepiej zlecić pisanie agencji?

Własnoręczne pisanie artykułów ma najwyższą wartość. Budujesz w ten sposób swoją rozpoznawalność i eksperckość, co ma znaczenie również dla algorytmu Google, który analizuje, jak często publikuje dany autor w internecie. Pisząc samodzielnie, porządkujesz wiedzę, lepiej rozumiesz potrzeby użytkowników wyszukiwarki i tworzysz unikalny głos marki, którego nie da się podrobić.

Z drugiej strony pisanie artykułów na bloga to czasochłonny proces. Jeśli chcesz publikować regularnie i zadbać o optymalizację pod kątem SEO, grafiki, formatowanie i analizę wyników – warto rozważyć współpracę z copywriterem lub agencją. Możesz w ten sposób zyskać czas i skupić się na prowadzeniu firmy.

Optymalnym rozwiązaniem może więc być podział obowiązków według kompetencji:

  • Ty piszesz teksty eksperckie, bazujące na Twoim doświadczeniu.
  • Agencji lub freelancerowi zlecasz artykuły ogólne, poradnikowe, które nie wymagają specjalistycznej wiedzy.
AdobeStock 1070032422

Blogowanie a strategia pozycjonowania

Pisanie artykułów poradnikowych nie może być w dłuższej perspektywie czasu oderwane od szerokiej strategii pozycjonowania strony marki lub sklepu internetowego. Jak w przypadku większości działań w internecie, tworzenie bloga na stronie marki lub w sklepie internetowym powinno być nakierowane na określone, mierzalne cele i wspierane innymi działaniami z zakresu pozycjonowania, takimi jak social media marketing, link building czy SEO (o czym więcej napiszę w kolejnym artykule).

26 czerwca, 2025

„Kolor jest siłą, która bezpośrednio wpływa na duszę”– mawiał Johannes Itten, szwajcarski artysta i teoretyk sztuki. Gdyby zajmował się marketingiem w branży zoologicznej, pewnie dodałby: „…a także na decyzje zakupowe opiekunów zwierząt”. Kolory nie tylko przyciągają wzrok, ale też wywołują określone emocje i podświadomie kierują nas w stronę konkretnego produktu. Co więcej, nie tylko ludzie reagują na kolory – nasze czworonogi również! Zatem jak skutecznie wykorzystać psychologię barw w sprzedaży zoologicznej? Czas to sprawdzić!

Z artykułu dowiesz się:

  • które kolory najlepiej przyciągają klientów w sklepie zoologicznym,
  • jak barwy wpływają na emocje i decyzje zakupowe,
  • jak zwierzęta postrzegają kolory i dlaczego ma to znaczenie.

Kolor daje głos!

Wyobraź sobie, że właśnie wchodzisz do swojego sklepu i widzisz klienta stojącego w głębokiej zadumie przed półką z karmami. W jednej ręce trzyma opakowanie biało-niebieskie, w drugiej – intensywnie czerwone. Które wybierze? Odpowiedź brzmi: to zależy. A konkretnie – od jego potrzeb i tego, jakie emocje wywołuje w nim dany kolor. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, jak błyskawicznie barwy wpływają na decyzje zakupowe. Nasz mózg przetwarza kolor w mniej niż 100 milisekund – szybciej niż szczeniak dopadnie upuszczony smakołyk. I co najważniejsze, barwy docierają do części mózgu odpowiedzialnej za emocje, a nie za logiczne myślenie. To dlatego czasem klient mówi: „Nie wiem dlaczego, ale czuję, że to dobry wybór!”.

Czerwony

Nieprzypadkowo czerwień króluje w akcjach promocyjnych. Badania pokazują, że czerwone przyciski „Kup teraz” zwiększają konwersję o 21% w porównaniu do zielonych. Ten kolor podnosi tętno, pobudza do działania i… zachęca do natychmiastowego zakupu. W branży zoologicznej czerwień często pojawia się na opakowaniach przysmaków, zwłaszcza tych, które mają być nagrodą. A teraz wróćmy do Twojego klienta. Właśnie adoptował szczeniaka, który jest istnym wulkanem energii. Widząc czerwone opakowanie, podświadomie myśli: „O! Coś pysznego, mój psiak to pokocha!”.

AdobeStock 1263285760

Niebieski

A co, jeśli ma starszego, schorowanego pupila? Wtedy intensywna czerwień może go wręcz odstraszyć. W końcu szuka czegoś sprawdzonego, bezpiecznego, polecanego przez weterynarzy. I tutaj na scenę wkracza niebieski, kojarzony z profesjonalizmem i zaufaniem.

Ciekawostka

Czy wiesz, że aż 33% marek z listy Fortune 500 używa go w swoich logotypach. Strony internetowe z niebieskim tłem osiągają o 17% wyższe wskaźniki wiarygodności.

Biały

A biel – symbol sterylności i czystości – jest podstawą w klinikach weterynaryjnych i na opakowaniach karm leczniczych. Twój klient patrzy na niebiesko-białą paczkę i myśli: „To bezpieczny wybór, eksperci wiedzą, co robią”. Nic dziwnego, że marki takie jak Royal Canin czy Hill’s bazują na tych kolorach, podkreślając swoje naukowe podejście do żywienia zwierząt.

Kolory oczami czworonogów

A jak to wygląda w świecie zwierząt? Psy i koty widzą kolory inaczej niż ludzie, ale to nie znaczy, że nie reagują na ich obecność. Koty na przykład nie rozpoznają czerwieni, ale za to doskonale widzą kontrasty. To dlatego przysmaki i zabawki dla kotów często mają intensywne, kontrastujące kolory, np. fioletowy, żółty czy czerwony. Wyobraź sobie, że kot ma do wyboru dwie zabawki: jedną w neutralnych barwach, drugą w jaskrawych. Którą wybierze? Oczywiście tę, która się wyróżnia!

Morał tej historii? Kolor nie jest przypadkowy, to narzędzie, które może działać na korzyść Twojego biznesu. Warto o tym pamiętać, kiedy wybierasz asortyment do swojego sklepu!

Ważne!

  • Niebieski – profesjonalizm i zaufanie
  • Czerwony – energia i impuls do zakupu
  • Zielony – zdrowie i naturalność
  • Żółty – szybkie decyzje i optymizm
  • Pomarańczowy – entuzjazm i zabawa
  • Biel – czystość i bezpieczeństwo

Najpierw poznaj naturę kolorów

Czy wiesz, że aż 85% konsumentów przyznaje, że barwa ma kluczowe znaczenie w podejmowaniu decyzji zakupowych? To oznacza jedno: dobrze dobrane kolory mogą sprawić, że Twój sklep zoologiczny stanie się magnesem na klientów. Pierwszy krok do sukcesu to poznać ich kod.

Sprzedajesz głównie karmy weterynaryjne, suplementy lub oferujesz usługi profesjonalnej opieki nad zwierzętami? Postaw na odcienie niebieskiego i biel. Naukowcy odkryli, że niebieski aktywuje obszary mózgu związane z zaufaniem o 18% szybciej niż neutralne barwy, a jego obecność w brandingu zwiększa postrzeganą wiarygodność o 17%. Biel natomiast kojarzy się z czystością i profesjonalizmem – nieprzypadkowo dominuje w klinikach weterynaryjnych.

Jeśli Twój sklep promuje produkty bio, wybierz odcienie zieleni i żółci. Zielony to symbol zdrowia i naturalności – badania pokazują, że 68% konsumentów łączy go z produktami premium bazującymi na naturalnych składnikach. A żółty? Przyspiesza decyzje zakupowe – opakowania z tym kolorem są wybierane o 55% szybciej!

Jeśli dużą część Twojego asortymentu stanowią przysmaki, zabawki i akcesoria, postaw na czerwień i pomarańcz! Czerwień pobudza ciało migdałowate w mózgu, wywołując impuls do natychmiastowego zakupu. To dlatego dominuje w fast foodach – i równie skutecznie zadziała w Twoim sklepie zoologicznym!

Dla marek promujących wartości ekologiczne ziemiste barwy, jak terakota i szałwia, to strzał w dziesiątkę. Kampanie z ich wykorzystaniem notują 33% większą skuteczność, a ich obecność na opakowaniach zwiększa skojarzenia z ekologią o 79%. Co ciekawe, ptaki otoczone tymi kolorami odczuwają 28% mniej stresu – idealny wybór do działu z akcesoriami dla pierzastych przyjaciół!

Chcesz przyciągnąć młodszych odbiorców, szczególnie w mediach społecznościowych? Neonowe, wyraźne kolory to Twoi sprzymierzeńcy. Dobrym wyborem będą odcienie koralowe i turkusowe. Produkty w tych barwach generują 57% więcej treści tworzonych przez użytkowników na Instagramie i TikToku.

Jeśli Twoja marka ma kojarzyć się z luksusem, postaw na monochromatyczne gradienty. Produkty z takim brandingiem są postrzegane jako bardziej ekskluzywne, a ich wartość oceniana jest o 44% wyżej. Nawet strony internetowe z gradientami przyciągają uwagę użytkowników o 68% dłużej.

AdobeStock 1151240851

W kolejnym kroku spróbuj zrozumieć naturę social mediów

Kolor – skojarzenie – gotowy wybór. Gdyby to było takie proste… Zanim dokonasz wyboru, weź pod uwagę jedno z najpotężniejszych narzędzi marketingowych dla sklepów zoologicznych: social media. Odpowiedni dobór kolorystyki w postach, reklamach i grafikach może znacząco zwiększyć ich skuteczność.

  • Na Instagramie, gdzie dominują treści wizualne, najlepiej sprawdzają się żywe, nasycone odcienie zieleni.
  • Na Facebooku, gdzie użytkownicy często szukają rzetelnych informacji, stonowane odcienie błękitu w reklamach weterynaryjnych obniżają wskaźnik odrzuceń o 34%, co oznacza, że ludzie chętniej czytają treści i podejmują działania.
  • Na TikToku, który opiera się na szybkim, dynamicznym przekazie, najlepiej działają neonowe akcenty w filmikach z zabawkami dla zwierząt, które zwiększają liczbę udostępnień o 41%. Kontrastowe kolory sprawiają, że treści są bardziej czytelne i zapadają w pamięć, co jest kluczowe na tej platformie.
  • Na LinkedIn, który skupia się na budowaniu wizerunku eksperta i networkingu, dobrze sprawdzają się granatowe i niebieskie akcenty, które budują poczucie profesjonalizmu i zaufania.

Profile marek zoologicznych używających tej kolorystyki w postach edukacyjnych i materiałach B2B odnotowują 17% wyższe zaangażowanie w treści eksperckie. Co więcej, publikacje z grafikami w odcieniach błękitu i bieli mają o 23% większy współczynnik kliknięć, co sprawia, że LinkedIn jest świetnym miejscem do promowania weterynaryjnych produktów i konsultacji specjalistycznych.

Nie tylko same kolory, ale również sposób ich wykorzystania ma znaczenie. Kontrastowe połączenia sprawiają, że treści są bardziej czytelne i zapadają w pamięć. Warto zwrócić uwagę na zasady kontrastu zgodne z wytycznymi ADA – minimalny stosunek 4,5 do 1 sprawia, że tekst na tle grafiki jest czytelny dla największej liczby osób.

Istotnym elementem wizualnej strategii marki w social mediach jest również dostosowanie kolorystyki do emocji i celów kampanii. Na przykład pomarańczowe przyciski „Adoptuj mnie” w kampaniach schronisk zwiększają liczbę zapytań o zwierzęta o 19%, a użycie sezonowych schematów kolorystycznych (np. odcieni dyni w październiku) zwiększa sprzedaż o 22%. Dzięki świadomemu podejściu do kolorów i ich dopasowaniu do platformy oraz grupy docelowej marki zoologiczne mogą osiągnąć 31% lepsze wyniki w konwersji sprzedaży i 23–45% szybsze rozpoznawanie brandu.

AdobeStock 1151240819

A teraz: wybierz pigułkę neo

Niczym pigułka od Morfeusza – kolory mają podobną moc. Dobrze wybrane mogą sprawić, że klienci będą nie tylko kupować więcej, ale również chętnie wracać. Aby maksymalnie wykorzystać ich potencjał, warto podejść do tego procesu w uporządkowany sposób. Jak skorzystać z informacji, które przedstawiłam?

  • Zacznij od określenia tożsamości swojej marki: jakie wartości chcesz podkreślić i jaką historię opowiedzieć? Z czym mają kojarzyć Cię klienci?
  • Zbadaj swoją grupę docelową: przeanalizuj preferencje klientów, sprawdź, jakie kolory najlepiej rezonują z ich oczekiwaniami i jak postrzegają konkurencyjne marki.
  • Przeprowadź audyt konkurencji: korzystając z narzędzi takich jak Adobe Color CC, można sprawdzić, jakie barwy dominują w brandingach konkurencyjnych marek. Jeśli na przykład w Twojej okolicy większość sklepów zoologicznych używa klasycznych zieleni i brązów, możesz rozważyć mniej oczywiste, ale równie efektywne połączenia, np. błękitu z ciepłym odcieniem pomarańczu, by nadać marce unikalny charakter.
  • Zastanów się, jakie działania marketingowe podejmiesz: postaw na kolory, które dobrze sprawdzą się na wybranych przez Ciebie platformach.
  • Uwzględnij psychologię kolorów.
  • Odrzuć kolory, które na pewno nie pasują, i przetestuj kilka pasujących wariantów: dobrym pomysłem są A/B testy w mediach społecznościowych, próbne wydruki i opinia ekspertów z branży albo wręcz zlecenie im tych działań.
  • Jeśli dokonałeś wyboru, dbaj o spójność: utrzymuj jednolitą identyfikację wizualną w każdym kanale komunikacji, ale pamiętaj o sezonowych dostosowaniach, np. ciepłych odcieniach jesienią czy pastelach wiosną.

Czy teraz jesteś gotów uwolnić moc koloru w swoim sklepie zoologicznym? Nie pozwól, aby Twoje półki były przechowalnią zmarnowanych okazji. Paleta jest Twoja!


autor: Aldona Bochen

Z wykształcenia biolog. Od wielu lat zajmuje się social mediami. Obecnie jest współwłaścicielką i szefem produkcji w agencji social media Ghost Writers.

22 kwietnia, 2025

Reklama dźwignią handlu – mówiło stare porzekadło. A że jest stare, to i już obecnie nie do końca prawdziwe. Teraz można raczej mówić o reklamach, a nie pojedynczej reklamie. Usługi te bowiem tak mocno się rozwinęły, tak bardzo podzieliły, że pewne ich rodzaje będą działać w określonych sytuacjach, a inne nie. Jedną z nielicznych form, które pozytywnie zadziałają zawsze, jest marketing szeptany.

Z artykułu dowiesz się:

  • czym jest marketing szeptany,
  • dlaczego jest skuteczny,
  • jakie są rodzaje takiego marketingu,
  • czym się one od siebie różnią.

Marketing szeptany. Reklama a reputacja

Tym, co sprawia, że marketing szeptany, inaczej zwany pocztą pantoflową, działa doskonale, jest fakt, że pierwotnie nie miał on nic wspólnego z reklamą.

Reklama bowiem to wszelkie płatne działania. A skoro są płatne, to z założenia niekoniecznie prawdziwe. Poczta pantoflowa, czyli informacje przekazywane potencjalnym klientom przez obecnych klientów, nabiera w tym kontekście nowego znaczenia. Nie jest reklamą, tylko świadectwem reputacji.

Z premedytacją napisałem o informacjach przekazywanych przez obecnych klientów. Nie dodałem przymiotnika: zadowolonych. Dlaczego? Bo to działa w dwie strony. Również niezadowoleni klienci będą o nas mówić. Możemy mieć więc dobrą lub złą reputację. Nie ma natomiast złej reklamy (w tym znaczeniu, że reklamodawca sam o sobie źle mówi). Miewamy oczywiście wojny cenowe. Ostatnimi czasy obserwujemy absurdalną kampanię dwóch sieci marketów, polegającą na uwypuklaniu wysokich cen konkurencji. Ale to też nie jest zła reklama, bo wszyscy spodziewamy się, że dostawca A nie będzie mówił o dostawcy B dobrze, tylko raczej źle. I tak po prawdzie te markety nie mówią nawet źle o sobie. Mówią tylko źle o cenach poszczególnych koszyków produktów u tych drugich. Nowością jest tylko to, że teraz robią to oficjalnie, głośno i publicznie. Co nie zmienia faktu, że część ludzi, podobnie jak ja, za każdym razem, gdy słyszy taką reklamę, myśli sobie: „A to dranie, oczerniają innych, a sami pewnie nie są lepsi”.

Nie mówimy tu też o reklamach nietrafionych. Jest cała masa złych reklam (w tym znaczeniu, że nie trafiły w gusta odbiorców, czy zostały zrobione niepoprawnie technicznie).

Zła reputacja to co innego. Niezadowolony klient nie mówi nigdy: „Wiesz, to dobra firma tylko zbyt długo obsługiwali reklamację”. Zazwyczaj w takiej sytuacji słyszymy: „To złodzieje, trzymaj się od nich z daleka”.

I uwaga: nie ma nic złego w tym, że masz niezadowolonych klientów. Bo przecież to ci klienci mogli być „jacyś nie tacy”. Zbyt wymagający, żądający cudów, sfrustrowani czy wprost niezrównoważeni emocjonalnie. Każdy, kto ma wielu klientów, trafi i na takich. Źle się dzieje, gdy masz ich zbyt wielu. Gdy ich liczba niebezpiecznie odbiega od rynkowej średniej. Wtedy negatywna reputacja rozprzestrzenia się i zaczyna szkodzić. (Czemu nie rozprzestrzenia się mocno, gdy niezadowolonymi klientami są frustraci? Bo znajomi frustratów wiedzą, z kim mają do czynienia i ich opinie dzielą przez 4). Niektórzy twierdzą nawet, że jeden niezadowolony klient powie o Tobie dziesięciu znajomym. Podczas gdy tylko co któryś (tu pojawiają się różne liczby – o czym poniżej) zadowolony powie komukolwiek.

WAŻNE!

Pozytywny marketing szeptany zaczyna się od jakości usług i produktów. Zadbaj o to, zanim przejdziesz do drugiego kroku.


You don’t ask, you don’t get

Nie prosisz? To nie dostajesz! – powiadają Amerykanie, którzy do chwytliwych haseł mają talent niczym starożytni Rzymianie (z tym że łaciny już niemal nikt nie zna).

Tylko 20% Twoich zadowolonych klientów poleca Cię innym – z takimi liczbami spotkałem się w literaturze poświęconej temu zagadnieniu. Już tak mają, z natury. Lubią promować dobre produkty i usługi, nawet niepytani. Tylko 20% zadowolonych klientów (te liczby dotyczą TYLKO tych zadowolonych!) nigdy Cię nie poleci. Już tak mają, z natury. Kierują się po prostu taką zasadą, że „nie biorą odpowiedzialności” (bzdurny argument, ale takiego najczęściej używają) i nie polecają, nawet jeśli są zadowoleni.

WAŻNE!

Natomiast aż 60% zadowolonych klientów mogłoby Cię polecać, ale tego nie robią. Dlaczego? Bo nikt ich o to nie poprosił i nie poinstruował, jak mają to robić. Jeśli Twój produkt i usługa są dobrej jakości, nie pozwól, żeby pozostawało to tajemnicą. Proś klientów o polecenia!

Zauważ, że ludzie otaczają się osobami podobnymi do nich. Ci, którzy kochają zwierzaki, zazwyczaj otaczają się innymi ludźmi, którzy je kochają. Często to pupile są zresztą jakimś łącznikiem dla ludzi.

marketing szeptanuy

Przykład z życia wzięty

Lata temu, gdy wraz z żoną mieszkaliśmy na sporym osiedlu mieszkaniowym w Warszawie, zakumplowaliśmy się z jedną z sąsiednich rodzin właśnie dzięki wzajemnej pomocy w dokarmianiu swoich kotów, gdy ci drudzy wyjeżdżali na weekend. Wielokrotnie słyszałem, jak żona polecała sąsiadce i odwrotnie jakąś nową karmę itp. Większość naszych rozmów dotyczyła kotów i opieki nad nimi.

Polecenia to nie to samo co rekomendacje

Polecenia są w porządku. Ale ja wolę rekomendacje. Oczywiście mechanizm ten bardziej działa na rynku B2B niż B2C, ale kto wie? Może warto zastosować go w przypadku naszych najlepszych klientów, czyli kupujących najwięcej lub najdrożej (prestiżowe marki itp.), najczęściej ludzi dobrze sytuowanych, otaczających się innymi dobrze sytuowanymi ludźmi.

Rekomendacja różni się od polecenia przede wszystkim sprawczością sprzedawcy. Zwróć uwagę: w poleceniu oczekujemy, że klient będzie o nas mówił dobrze swoim znajomym. Czy oni później do nas przyjdą, to druga sprawa. Sprawczość jest po ich stronie. My możemy co najwyżej agresywnie czekać.

Rekomendacje zakładają, że oprócz takiego polecenia nasz klient zdobędzie zgodę na przekazanie nam numeru telefonu do klienta, a co za tym idzie – zgody na to, żebyśmy to my zadzwonili. Potencjalny klient natomiast ma się spodziewać, że zadzwonimy (nie ma być zaskoczony). W takiej sytuacji sprawczość jest po naszej stronie. I o ile w przypadku polecenia potencjalny klient może o nas zapomnieć, może zgubić namiary na nas czy też może trafić do konkurencji, zanim do nas dotrze, o tyle w przypadku rekomendacji my nie zapomnimy zadzwonić do potencjalnego klienta, nie zgubimy namiarów ani nie będziemy czekać, aż znajdzie go konkurencja. Po prostu załatwimy temat niezwłocznie.

UWAGA!

Jeśli identyfikujesz się jako sprzedawca produktów takich czy innych marek, rekomendacje nie są dla Ciebie. Jeśli jednak identyfikujesz się jako DORADCA, a Twoją główną zaletą jest wiedza ekspercka, którą dzielisz się z klientem, zawsze wygrasz.

Przykład z życia wzięty

Ludzie, którzy kupują rasowego psa z hodowli (mam teraz na myśli konkretną koleżankę, prawniczkę), nie będą na nim oszczędzali. Wyszukując lekarza weterynarii, nie będą wpisywać w wyszukiwarkę internetową: „najtańszy weterynarz”. Będą szukać w opiniach tego najlepszego! I nieważne, że będzie najdroższy. (Przy okazji: opinie w Google czy na różnych portalach to też jakiś rodzaj marketingu szeptanego, ale… można je kupić, coraz więcej osób patrzy więc na nie z przymrużeniem oka, są ważne, ale musi ich być naprawdę dużo i muszą być szczegółowe, żeby robiły wrażenie).

Kilka lat temu, gdy jeden z naszych kotów poważnie chorował i – co tu dużo mówić – kończył swój żywot, jeździliśmy z nim do wyspecjalizowanego lekarza weterynarii 40 km (czyli z Warszawy 1,5 godziny w jedną stronę), choć nadzieja, że w czymkolwiek to pomoże, była tak znikoma, że z logicznego punktu widzenia było to bez sensu. Ale jakoś w przypadku naszych pupili racjonalizm nie ma prawa bytu. Liczą się emocje.

Tacy ludzie szukają nie najtańszego produktu, a najlepszego serwisu (doradztwa, poświęconego im czasu). Potraktuj więc swoją wiedzę (a także wiedzę Twoich pracowników) jako zasób. Postaw je w centrum. Zrób z niej produkt dla klientów premium.

Nowoczesny marketing szeptany online

Przyszedł czas na tę część marketingu szeptanego, której nie lubię. I nie chodzi o to, że jest to online. Bo jeśli potraktujemy internet jako kanał komunikacji do poleceń czy rekomendacji w znaczeniu, jakie przedstawiłem powyżej, to wszystko jest w porządku. Problematyczne jest co innego. Otóż kiedy do marketingu szeptanego wprowadzamy element finansowania tego zjawiska, to staje się on reklamą. Traci swoją moc wiarygodności. Jakąś moc cały czas oczywiście ma, ale jej źródło jest już gdzie indziej.

Product seeding

Możemy więc spotkać się z tzw. product seeding. Co nie jest niczym więcej, jak tylko promowaniem produktów czy usług poprzez udostępnienie ich blogerom czy influencerom. Ich recenzja jest więc dla nas reklamą. Trzeba się tutaj liczyć z faktem, że nie jest to reklama w sensie tradycyjnym, ponieważ owi influencerzy mogą też nasz produkt czy usługę skrytykować. Koszt niewielki, bo najczęściej jest to jedynie cena produktu czy usługi, a rozpoznawalność może być duża. Pod warunkiem, że produkt czy usługa ma mało wad i są one nieistotne.

Trendsettings

Podobne działanie ma tzw. trendsettings. Do współpracy angażujemy osoby wpływowe, które dla potencjalnego odbiorcy są wzorem do naśladowania. Ich działania są więc dla odbiorcy wiarygodne i potencjalny klient chce podążać za swoim idolem. Celem jest wytworzenie mody. To działanie jest już jednak dużo droższe, bo taki influencer chce monetyzować swój wpływ. Im więc ma większą grupę odbiorców, tym większego wynagrodzenia sobie zażyczy.

O ile w przypadku product seeding influencer zrecenzuje nasz produkt czy usługę i na tym współpraca się prawdopodobnie zakończy, o tyle influencer-trendsetter chce, żeby nasza sprzedaż rosła, bo wtedy i on zarabia, dlatego ominie negatywy produktu czy usługi i będzie zaangażowany w ich promocję.

marketing szeptany

Evangelist marketing

A stąd już blisko do tzw. evangelist marketingu,który polega na zbudowaniu plemienia fanów wokół danej marki. Ich zadaniem jest marketing szeptany, o jakim wyżej pisałem, bo tacy „ewangeliści” działają w pełnej wierze w dany produkt, a przy tym są naturalni i autentyczni. Są to zwykli użytkownicy, a nie influencerzy. Trudności nastręcza jedynie kwestia aktywnego moderowania takiej społeczności, „ubrania” jej w jakiś klub, stworzenia poczucia przynależności. W dawnych latach byłem członkiem Klubu Świata Książki, moi rodzice mieli Paszport Polsatu. To wszystko działania mające na celu zinstytucjonalizowanie marketingu szeptanego. Obecnie doskonale nadają się do tego przestrzenie w internecie: zamknięte grupy na Facebooku, Messengerze, WhatsAppie albo strefy klienta dostępne po zalogowaniu na stronie WWW.

Community marketing

A skoro już mowa o grupach na Facebooku (tych zamkniętych, ale i otwartych), to należy wspomnieć o community marketingu, czyli aktywności w grupach społecznościowych, forach internetowych. Nie trzeba nawet zakładać nowego wątku, wystarczy nawiązywać dialogi w istniejących już dyskusjach. Wypowiadać się kulturalnie, nikogo nie obrażać, nie wdawać w kłótnie i nie być nachalnym. Raczej budować pozycję eksperta, z którego zdaniem inni użytkownicy będą się liczyć.

Marketing wirusowy

Często jako formę marketingu szeptanego w internecie podaje się też tzw. marketing wirusowy. Polega on na tworzeniu tzw. memów – śmiesznych obrazków albo gifów z celnym komentarzem. Problem w tym, że nie da się stworzyć „wirala”. Możesz stworzyć mem, a to czy stanie się wiralem, rozniesie się wirusowo po sieci, nie zależy od Ciebie. Trudno więc traktować tę formę poważnie.

Społeczna odpowiedzialność biznesu

Na koniec chcę zwrócić Twoją uwagę na fakt, że wiarygodność mocno buduje (a co za tym idzie – wpłynie na Twój marketing szeptany) także społeczna odpowiedzialność biznesu (CSR). Wspieranie organizacji prozwierzęcych, niepozostawiających żadnych wątpliwości, że są pozytywne, na pewno pomoże. Zwracam tylko uwagę, że same wspierane przez nas organizacje muszą być jednoznacznie pozytywne. Unikajmy więc stowarzyszeń czy fundacji zaangażowanych w bieżącą politykę. Nie chcemy przy okazji pozytywnych działań być obarczani odpowiedzialnością za jakieś niepoprawne akcje wspieranej organizacji.

Takie wspieranie nie zawsze musi (i według mnie nigdy nie powinno) polegać na finansowaniu. Pomyśl o wspólnych akcjach: konkurach, zawodach, promocjach w adopcji itd. Słowem: włącz kreatywność.


Do dzieła

A teraz, skoro masz już wiedzę na temat podstawowych narzędzi marketingu szeptanego, stwórz swój własny miks. Wybierz te elementy, które Ci pasują. Rozpisz plan działania i wdrażaj go od razu. Na bieżąco monitoruj efekty, tak aby móc wprowadzać ulepszenia.

Jestem przekonany, że już wkrótce zauważysz pozytywny wpływ marketingu szeptanego na Twój biznes.

15 kwietnia, 2025

Jako właściciel sklepu zoologicznego zapewne zastanawiasz się, jak podnieść konkurencyjność i zwiększyć zyski. Być może Twoje pytania są podobne do tych:

  • Co podoba się Twoim klientom najbardziej, a co chcieliby zmienić?
  • Z jakimi problemami spotykają się podczas wizyty w Twoim sklepie, a za co mogą go pochwalić?
  • Dlaczego wybierają Twój sklep, a nie idą gdzie indziej?

Odpowiedź kryje się w trzech literach: NPS.

Z tego artykułu dowiesz się:

  • czym jest badanie NPS,
  • jak pracować z głosem klienta na podstawie wyników NPS,
  • w jaki sposób dane NPS pomogą Ci zdobyć przewagę konkurencyjną.

NPS – a co to takiego?

Na dzisiejszym zglobalizowanym rynku, w którym firmy konkurują o uwagę i lojalność klientów, zrozumienie potrzeb i oczekiwań konsumentów jest kluczowe dla sukcesu biznesowego. W tym kontekście narzędzia takie jak badanie Net Promoter Score (NPS) stają się niezwykle ważne.

Badanie NPS jest prostym, ale skutecznym sposobem pomiaru poziomu satysfakcji klientów z produktów bądź usług danej marki lub firmy. Metoda, opracowana przez Freda Reichhelda z Bain & Company w 2003 roku, bazuje na jednym kluczowym pytaniu: W skali od 0 do 10 jak prawdopodobne jest, że poleciłbyś naszą firmę/nasz produkt/naszą usługę znajomym lub rodzinie?

Odpowiedzi pozwalają podzielić klientów na trzy grupy:

  • krytyków,
  • neutralnych,
  • promotorów.

Wskazówka!
W przypadku sklepu zoologicznego takie pytanie mogłoby brzmieć: W skali od 0 do 10 jak prawdopodobne jest, że poleciłbyś/poleciłabyś nasz sklep zoologiczny znajomym lub rodzinie? (0 – zupełnie nieprawdopodobne, 10 – bardzo prawdopodobne).  

Kim są krytycy?
Krytycy, czyli osoby oceniające sklep zoologiczny na 0–6 punktów. Takie osoby mogą wskazywać na konkretne problemy lub niedociągnięcia, z którymi spotkali się podczas swoich interakcji ze sklepem. Mogą to być kwestie związane z: obsługą klienta, jakością produktów, cenami czy też ogólną atmosferą w sklepie. Ich opinie mogą być kluczowe do identyfikacji obszarów wymagających natychmiastowej poprawy. Są to klienci, którzy wcześniej czy później przestaną dokonywać zakupów w Twoim sklepie.

Kim są neutralni?
Neutralni klienci, czyli osoby oceniające sklep na 7–8 punktów, mogą sugerować, że ich doświadczenie było średnie, ale nie wyjątkowo dobre ani złe. W przypadku tej grupy ważne jest zrozumienie, co mogłoby sprawić, że staliby się bardziej zadowoleni i być może przekształcili się w promotorów. Mogą to być drobne ulepszenia w obsłudze klienta lub rozszerzenie oferty produktowej. Twój sklep jest im obojętny. Szybko znajdą sobie alternatywę. Najczęściej kupują z przyzwyczajenia.

Kim są promotorzy?
Promotorzy, czyli osoby oceniające sklep na 9–10 punktów, są entuzjastami sklepu zoologicznego. Są zadowoleni z doświadczenia zakupowego i gotowi polecić sklep swoim znajomym i rodzinie. Ich opinie są niezwykle cenne, ponieważ mogą wskazywać na to, co sklep robi dobrze i z jakiego powodu zakupy są dla klientów  tak bardzo satysfakcjonujące. Warto doceniać pozytywne opinie promotorów i kontynuować działania, które przyczyniają się do ich zadowolenia.

Ważne!

Wnioski płynące z opinii każdej z tych grup są istotne dla Twojego sklepu zoologicznego, ponieważ pomagają zidentyfikować obszary wymagające poprawy oraz zrozumieć, co przyciąga i utrzymuje lojalnych klientów. Dzięki analizie danych z badania NPS i podejmowaniu odpowiednich działań na ich podstawie możesz ciągle doskonalić swoje usługi i budować silne relacje z klientami.

AdobeStock 437093279

Jak obliczyć i przeanalizować poziom zadowolenia klientów?

Po zebraniu odpowiedzi możesz obliczyć wynik NPS, dzieląc respondentów na trzy kategorie: promotorów (ocena 9–10), neutralnych (ocena 7–8) i krytyków (ocena 0–6).

NPS oblicza się, odejmując od procentowej liczby promotorów procentową liczbę krytyków. Otrzymany wynik mieści się w zakresie od –100 do +100 i jest liczbą całkowitą.

Popatrzmy na trzy sytuacje:

 Sklep 1Sklep 2Sklep 3
Krytycy15%25%55%
Neutralni10%50%30%
Promotorzy75%25%15%
NPS600-40

Sklep nr 1 jest bardzo dobrze oceniany przez klientów. NPS 60 jest wysoką oceną. Warto jednak nie spoczywać na laurach, tylko postarać się pracować nad tym, aby rozwiązać te problemy, które zgłaszają klienci, by polepszyć wynik NPS lub go utrzymać.

Sklep nr 2 to przeciętny sklep, z przeciętną obsługą. Wydaje się, że funkcjonuje tylko dlatego, że w pobliżu nie ma znaczącej konkurencji. Duża liczba neutralnych świadczy o tym, że klienci nie mają powodów, aby komukolwiek polecać ten sklep. W pierwszej kolejności warto zastanowić się, jak zmienić neutralnych w promotorów. Być może niewielkie zmiany sprawią, że sklep będzie polecany przez klientów.

Sklep nr 3 to najsłabszy sklep w tej kwalifikacji. Ocena –40 świadczy o tym, że szwankuje nie tylko obsługa, ale również produkty. Klienci odwiedzają taki sklep tylko dlatego, że muszą. W pierwszej kolejności warto sprawdzić, co jest największym problem i wymaga natychmiastowej zmiany.

Ważne!

Dane z badania NPS dostarczają różnorodnych informacji na temat poziomu zadowolenia i lojalności klientów.

Jak wykorzystać wyniki NPS w praktyce?

Powiesz: No tak, ale nad czym właściwie mam pracować? Posiadając wynik NPS, warto zastanowić się nad odpowiednimi działaniami, które należy podjąć w zależności od uzyskanej oceny. W przypadku wyniku pozytywnego warto kontynuować działania, które przynoszą zadowolenie klientów, a jednocześnie szukać sposobów na dalsze zwiększanie zaangażowania kupujących. Natomiast w przypadku wyniku negatywnego należy zidentyfikować obszary wymagające poprawy oraz wprowadzić odpowiednie działania naprawcze, by polepszyć doświadczenia klientów.

Tylko skąd wiemy, co trzeba poprawić? Metodologia badania zakłada, że dodatkowo dopytamy klienta, z czego wynika taka ocena.Poproś o uzasadnienie oceny w swobodnej wypowiedzi. Informacje zwrotne uzyskane w ten sposób są dla firmy bardzo cenne.

Przykładowe wypowiedzi krytyków (oceny 0–6):

  • Niska jakość produktów: „Oceniam sklep na 4 punkty, ponieważ wiele produktów, które tam kupiłem, było niskiej jakości. Po prostu nie mogę polecać tego miejsca znajomym”.
  • Niewystarczająca obsługa klienta: „Moja ocena to 3 punkty. Za każdym razem, gdy odwiedzam ten sklep, mam trudności z uzyskaniem pomocy ze strony personelu. To sprawia, że moje zakupy są bardzo frustrujące”.
  • Brak różnorodności asortymentu: „Daję sklepowi ocenę 2, ponieważ mają bardzo ograniczony wybór produktów. Nie mogłem znaleźć tego, czego szukałem, co jest bardzo irytujące”.
  • Niewystarczająco czystość w sklepie: „Moja ocena to 5 punktów. Chociaż personel jest przyjazny, stan sklepu często pozostawia wiele do życzenia. Brudne akwaria i nieporządek sprawiają, że nie czuję się komfortowo podczas zakupów”.
  • Wysokie ceny: „Oceniam sklep na 3 punkty. Choć mają dobre produkty, ceny są zdecydowanie zbyt wysokie. Nie mogę polecić tego miejsca ze względu na brak korzystnego stosunku jakości do ceny”.

Przykładowe wypowiedzi neutralnych (oceny 7–8):

  • Średnia jakość obsługi: „Moja ocena to 7 punktów. Obsługa klienta jest przyzwoita, ale mogłaby być lepsza. Nie mam większych zastrzeżeń, ale też nic specjalnego mnie nie zachwyciło”.
  • Dobry wybór produktów: „Daję sklepowi ocenę 8. Mają szeroki wybór produktów, co jest dla mnie ważne. Nie mam większych uwag, ale też nie jestem do końca zachwycony”.
  • Przyzwoite ceny: „Mój ocena to 7 punktów. Ceny są dość przystępne, ale nie są najlepsze na rynku. Mogłoby być trochę taniej, ale ogólnie jestem zadowolony z zakupów”.
  • Czystość w sklepie: „Daję sklepowi ocenę 8. Sklep jest zazwyczaj czysty i zorganizowany, co sprawia, że zakupy są przyjemne. Nie mam większych zastrzeżeń w tej kwestii”.
  • Przyjazna atmosfera: „Moja ocena to 8 punktów. Personel jest zawsze uprzejmy i pomocny, co sprawia, że czuję się mile widziany. Chociaż nie ma tu niczego nadzwyczajnego, zakupy są przyjemne”.
AdobeStock 568434866
concept is data security access. Shield on a computer desktop or laptop protect sensitive data. Internet security.

Przykładowe wypowiedzi promotorów (oceny 9-10):

  • Doskonała obsługa klienta: „Oceniam sklep na 10 punktów! Personel jest niezwykle pomocny i kompetentny. Zawsze mogę liczyć na fachową poradę. Z przyjemnością polecam ten sklep każdemu”.
  • Wysoka jakość produktów: „Daję sklepowi ocenę 9. Produkty są doskonałej jakości, co sprawia, że jestem bardzo zadowolony z moich zakupów. Poleciłem ten sklep wszystkim moim znajomym!”.
  • Szeroki wybór asortymentu: „Moja ocena to 10 punktów. Mają ogromny wybór produktów dla różnych zwierząt, co sprawia, że zawsze znajduję to, czego szukam. Bez wątpienia najlepszy sklep zoologiczny w okolicy”.
  • Przyjazna i pomocna obsługa: „Oceniam sklep na 9 punktów. Personel zawsze jest uśmiechnięty i gotowy do pomocy. Ich życzliwość sprawia, że czuję się doceniony jako klient”.
  • Korzystne ceny: „Daję sklepowi ocenę 10 punktów! Oprócz doskonałej obsługi klienta i wysokiej jakości produktów również ceny są bardzo przystępne. Polecam ten sklep wszystkim moim znajomym bez wahania”.

Czym jest klucz kodowy i jak go przygotować?

Jeśli przeprowadziłeś 100 ankiet, możesz bez trudu przeanalizować komentarze, które dostarczą Ci istotnych informacji do zarządzania problemami. Aby jednak uporządkować dane z badania NPS, warto przygotować do każdej ankiety tzw. klucz kodowy, nazywany inaczej kafeterią, który pomoże w kategoryzacji problemów i wskaże, jak poszczególne obszary wpływają na ocenę klienta. Dzięki temu łatwiej zidentyfikujesz, które kwestie wymagają natychmiastowej interwencji.

Oto przykład uproszczonego klucza kodowego do pytania: Z czego wynika Twoja ocena?

Pozytywne oceny:

  • Wysoka jakość produktów
  • Bardzo dobra obsługa klienta
  • Niskie lub adekwatne do jakości ceny towarów
  • Bogaty asortyment
  • Czystość i porządek w sklepie
  • Dobra atmosfera
  • Inne, napisz jakie…

Negatywne oceny:

  • Niska jakość produktów
  • Niska jakość obsługi klienta
  • Wysokie lub nieadekwatne do jakości ceny towarów
  • Ubogi asortyment
  • Bałagan i brak czystości.
  • Atmosfera niesprzyjająca zakupom
  • Inne, napisz jakie…

Takie zestawienie ułatwi Ci zrozumienie, nad czym musisz popracować, a co stanowi atut Twojej działalności. Należy pamiętać, że klucz kodowy pozwala na wielokrotne wybory i nie sumuje się do 100%.

Przykładowa kafeteria z odpowiedziami klientów może wyglądać tak:

wykres 01

Na podstawie przedstawionego zestawienia można wysnuć wniosek, że atutem tego sklepu jest wysoka jakość obsługi klienta, która równoważy ewentualne inne problemy. Część kupujących zwraca uwagę na ubogi asortyment i oczekuje większego wyboru. Jest to sygnał, że poszukają czegoś więcej. Warto sprawdzić, o co konkretnie chodzi, i mieć to na stanie.

Po co i jak przeprowadzić badanie NPS w swoim sklepie?

W przypadku sklepu zoologicznego badanie NPS może dostarczyć Ci cennych informacji na temat tego, jak dobrze spełnia on oczekiwania klientów. Możesz przeprowadzić ankietę online lub papierową, pytając klientów o ich zadowolenie z różnych aspektów sklepu zoologicznego.

W przypadku badania online łatwiej Ci będzie porządkować wyniki, ale duża część klientów niechętnie wypełnia wszelkiego rodzaju ankiety internetowe. W przypadku badania papierowego czeka cię najpierw przepisanie danych, a dopiero potem ich analiza. Niemniej jednak jest to opłacalne, ponieważ taka wiedza o swoim biznesie jest bezcenna.

Zapamiętaj!

W sklepie zoologicznym badanie NPS może być cennym narzędziem do monitorowania i doskonalenia obsługi klienta oraz zwiększania lojalności klientów. Dzięki regularnemu przeprowadzaniu tego badania oraz konsekwentnemu działaniu na podstawie uzyskanych wyników sklep zoologiczny może ciągle doskonalić swoje usługi i utrzymywać zadowolenie klientów na najwyższym poziomie.

Poznaj 10 kluczowych wskaźników w obsłudze klienta.


6 marca, 2025

Szukaj

25–27 września 2026

Spotkajmy się na PetExpo 2026

Największe targi B2B branży zoologicznej w Polsce. Bydgoszcz, BCTW.

140+
wystawców
600+
marek
3
dni
  • Nowości produktowe z całej branży
  • Kontakty z dostawcami i dystrybutorami
  • Szkolenia i strefa wiedzy
Dowiedz się więcej →